Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Nie zatańczyli dla Papieża

Aldona Rusinek
A. Rusinek
Marzeniem Marcina Politowskiego, właściciela Szkoły Tańca Image, która działa od pięciu lat w Makowie Mazowieckim, było, żeby dzieci mogły zatańczyć dla Papieża. Zaczął o to zabiegać już w zeszłym roku. Szansa pojawiła się niedawno - biuro podróży EL Star z Ciechanowa podjęło się organizacji pielgrzymki do Watykanu.

- Nie chodziło o nobilitację mojej szkoły, ale o sprawienie radości dzieciom, które są moimi uczniami. Myślałem, że byłoby to dla nich piękne przeżycie, zatańczyć przed największym autorytetem na świecie - mówi Marcin Politowski. Do udziału w audiencji zaprosił zaprzyjaźniony Klub Tańca Towarzyskiego Fan z Ostrołęki.
- Uważaliśmy, że możliwość zatańczenia dla Ojca Świętego byłaby wielkim wyróżnieniem dla klubu i ogromnym przeżyciem dla dzieci, więc bardzo się z takiej szansy ucieszyliśmy - mówi trener Fanu Jarosław Śliwowski.
Umowa z biurem podróży El Star gwarantowała, jak mówią trenerzy, wejście na audiencję, wykonanie krótkiego układu tanecznego i zdjęcie z Papieżem. Przede wszystkim zaś wszyscy liczyli na nie zapisane w umowie głębokie przeżycia i wzruszenia. Chcieliśmy być tego świadkiem, dlatego nasza dziennikarka wybrała się z tancerzami na pielgrzymkę do Ojca Świętego.

Czy zobaczymy Ojca Świętego?

Z warszawskiego terminalu Etiuda 16 listopada w południe wystartował niewielki samolot prywatnych linii Air Polonia. Na pokładzie 130 osób - 70 tancerzy ze Szkoły Tańca Image - dzieci z Makowa, Przasnysza, Pułtuska i Ciechanowa oraz 11 par tanecznych z Ostrołęki z klubu Fan. Oprócz nich rodzice, opiekunowie, księża.
Po dwugodzinnej podniebnej podróży lądujemy na lotnisku w Rzymie. Stąd autokary wiozą nas do hoteli w Lavinio - oddalonego o 30 kilometrów od Rzymu nadmorskiego kurortu.
Wieczorem do hotelu dociera Paweł Niedźwiecki, przedstawiciel firmy Ostoja, która miała załatwić formalności związane z audiencją u Ojca Świętego. Oświadcza, że nie ma dla nas biletów na audiencję. To szok dla dzieci i rodziców, a przede wszystkim dla organizatorów pielgrzymki - Elżbiety Staroń, właścicielki biura podróży El Star, oraz Marcina Politowskiego. Przedstawiciel Ostoi mętnie wyjaśnia, że wejście na audiencję zablokował prawdopodobnie ojciec Konrad Hejmo, który zawiaduje Ośrodkiem dla Pielgrzymów Polskich Corda Cordi, zajmującym się również organizacją pielgrzymek i audiencji.
Rozpoczyna się gorączkowa narada - co robić? Księża, którzy towarzyszą naszej wycieczce - proboszcz makowskiej parafii pw. Brata Alberta, Zbigniew Sajewski i ks. Krzysztof Stępień, dyrektor radia katolickiego z Ciechanowa, radzą dzwonić do ojca Hejmo. Uruchamiają także prywatne znajomości w Watykanie.
- Byłam załamana - mówi Elżbieta Staroń. - Tuż przed naszym wyjazdem dostałam list od ojca Hejmo, wyrażający ubolewanie, że nie załatwialiśmy pielgrzymki za pośrednictwem Corda Cordi. Nie myślałam jednak, że wywoła to takie reperkusje. Przez telefon z hotelu błagałam go, żeby za mój błąd nie karał dzieci, które przyjechały do Ojca Świętego. Mówiłam, jak wielkie to dla nich przeżycie. Skończyło się na tym, że kazał nam być następnego dnia rano o 9.00 w Watykanie. W grupie zapanowało zdenerwowanie. Rodzice byli oburzeni organizacją pielgrzymki.
- Przyjechaliśmy tu przede wszystkim na audiencję. Jeżeli do niej nie dojdzie, będziemy żądać zwrotu pieniędzy. Za 1550 złotych od osoby można przyjechać tu o tej porze z rodziną na wakacje - mówią rozczarowane matki małych tancerzy.
Niemniej rozpoczynają się przygotowania do wizyty w Watykanie. W ruch idą żelazka. Trzeba przeprasować zwiewne sukienki. Z hotelu mamy wyjechać o siódmej. Dzieci będą musiały wstać o piątej, by się należycie przygotować. Mimo to emocje nie dają im spać do późnej nocy. Wyobrażają sobie, że wirować będą w walcu wiedeńskim przed Papieżem. To dla nich najważniejszy w życiu występ.
- Wydarzenie dla nas jest niesamowite. Nikt nie marzył o tym, że nasze dzieci będą mogły zatańczyć dla Papieża. To okazja jedyna w życiu. Oglądanie Ojca Świętego w telewizji jest wielkim przeżyciem, a tutaj, na żywo trudno sobie po prostu wyobrazić tak bliski kontakt z tak wielkim, wspaniałym człowiekiem - mówi Barbara Karol, jedna z matek.
- Nie marzyłam o tym, że będę mogła zobaczyć Ojca Świętego. To najważniejsze doświadczenie mojego życia - wyznaje Teresa Goździewska.
- Ja jestem w Rzymie po raz drugi, ale poprzednio nie dostałam się na audiencję. Byłabym bardzo nieszczęśliwa, gdyby teraz też się nie udało, bo więcej pewnie nie trafi mi się taka okazja - mówi siedemdziesięcioletnia Janina Szczęsna, matka pani Teresy. Na audiencję przyleciały trzy pokolenia Szczęsnych: pani Janina, jej dwie córki Teresa Goździewska i Lucyna Dąbrowska, oraz czworo wnuków tańczących w Szkole Tańca Image.
- Przed wyjazdem modliliśmy się wszyscy o zdrowie dla Papieża, żeby miał siłę nas przyjąć. Teraz jesteśmy zatroskani, czy to nie będzie dla niego zbyt wielki wysiłek, czy go nie zmęczymy naszym występem - mówi Barbara Karol.

Nie udało się zatańczyć przed Papieżem

Następnego dnia dzieci podrywają się o piątej rano. Przygotowują się do występu, choć wciąż nie ma pewności, czy wejdą na audiencję.
- Śniło mi się, że nie dostaliśmy się do Papieża - mówi w autobusie jedna z matek. - Obudziłam się cała zdenerwowana i odetchnęłam z ulgą, że to tylko sen.
Przed dziewiątą podjeżdżamy pod mury Watykanu. Ustawiamy się w długiej, wielojęzycznej kolejce do Auli Pawła VI, gdzie co tydzień, w środy Papież przyjmuje pielgrzymów z całego świata. Stroje naszych tancerzy budzą ogólne zaciekawienie. Viva Polonia! - pokrzykują na ich widok Włosi. Japońscy turyści uruchamiają kamery. Hinduska rodzina z Delhi chce sobie zrobić zdjęcie z tancerkami, które wyglądają jak barwne motyle. Hindusi nie mogą się nadziwić, że dzieci przyjechały zatańczyć dla Papieża.
Przechodzimy przez bramki kontrolne, jak na lotnisku. Przed wejściem do auli czekamy. Wciąż nie mamy biletów. Elżbieta Staroń wyjaśnia sprawy formalne. Po różnych perturbacjach wchodzimy na salę, bez biletów uprawniających do bezpośredniej audiencji. Zajmujemy jedne z ostatnich miejsc wśród sześciu tysięcy pielgrzymów. Na pierwszy rzut oka widać, że o tańcu nie może być mowy. Na podium nie ma do tego miejsca.
W auli atmosfera ogólnego podekscytowania. W oczekiwaniu na pojawienie się Ojca Świętego podgrzewa ją młodzież, która z ojcem Janem Górą przyjechała zaprosić Papieża na Lednickie Pola. Śpiewają dla Ojca Świętego góralskie pieśni.
Audiencja rozpoczyna się punktualnie o godz. 10.00. Księża spikerzy w kilku językach zapowiadają przesłanie spotkania: modlitwę o dobro Ludu Bożego. Po chwili na podium w fotelu na kółkach wjeżdża Jan Paweł II. Owacjom nie ma końca. Spikerzy znów w językach swoich krajów prezentują obecne na audiencji pielgrzymki. Papież krótko przemawia do pielgrzymów z każdego kraju. Z Polski przybyło kilka grup - z Olsztyna, Krakowa, Legnicy, Ciechanowa i Mławy oraz Lichenia. W sumie około 1000 pielgrzymów. Wśród obecnych kardynał wymienia Szkołę Tańca Image z Makowa Mazowieckiego. Dzieci odpowiadają piosenką "Otwórzmy drzwi Jezusowi". Śpiewają wytrwale, choć kardynał usiłuje im przerwać.
Po prezentacjach kilkuminutowa homilia Ojca Świętego zakończona błogosławieństwem dla zebranych, ich rodzin i najbliższych. Potem czas na bezpośrednie audiencje. Ci, co mają zezwolenie, czyli żółte bilety, tłoczą się w długiej kolejce do wejścia na podium auli. Organizatorzy naszej pielgrzymki wciąż pertraktują z ojcem Hejmo.
- Byłam gotowa na klęczkach błagać o tę bezpośrednią audiencję dla dzieci - mówi Elżbieta Staroń. - Przysięgałam ojcu Hejmo, że wszystkie następne pielgrzymki będę już załatwiać przez ośrodek Corda Cordi.
- Ze łzami w oczach błagałem ojca Hejmo, trzymając go za rękę, by wpuścił dzieci do Papieża - mówi Marcin Politowski. - Spytał, w jakim hotelu śpimy. Gdy się dowiedział, że w hotelach w Lavinio, powiedział: nie macie szans. Dla mnie było to niezrozumiałe. Przyszedłem do dzieci i się rozpłakałem. A dzieci ze mną.
Do próśb dołączył się ks. Krzysztof Stępień.
- Ksiądz powiedział mi, żebyśmy szybko pobiegli do wejścia na podium, jeśli da znak - mówi Marcin Politowski. - Wpatrywaliśmy się w drzwi. Na kiwnięcie ręki ks. Krzysztofa sto osób rzuciło się do przejścia, wypierając z kolejki chór Wyższej Szkoły Zawodowej z Ciechanowa, który miał przepustki na audiencję.
- Wejścia strzegł prócz sił porządkowych ojciec Hejmo - opowiada Marcin Politowski. - Złapał się za głowę, gdy zobaczył taką czeredę dzieci. Przepychaliśmy jednak wytrwale wszystkich, bo wiedziałem, że prawdziwa rozpacz byłaby, gdyby tylko część dzieci weszła. Udało się wprowadzić wszystkie pary.
Marcina Politowskiego i ks. Sajewskiego ojciec Hejmo już nie wpuścił. Z dziećmi weszły dyrektorki Szkoły Podstawowej nr 2 w Makowie Teresa Marciniec i Elżbieta Płosińska, trener klubu Fan Jarosław Śliwowski i ks. Krzysztof Stępień.
- Kiedy zobaczyłem, że nie wszedł Marcin, wróciłem po niego i już nie zdążyłem po raz drugi wejść - mówi ks. Krzysztof, który w rezultacie też nie dostąpił audiencji. Ale najważniejsze, że dzieci się dostały przed oblicze Ojca Świętego - mówi.
- Żałuję, że nie wszedłem, bo gdybym był z dziećmi, odtańczyłyby tego walca wokół Papieża, choć nie w układzie, jaki przygotowaliśmy. Wystarczyło im rzucić jedno słowo - mówi Marcin Politowski. Audiencja trwała moment - dzieci przeszły wokół fotela Ojca Świętego. Papież je pobłogosławił. Elżbiecie Płosińskiej udało się ucałować papieski pierścień.

Wiedeński walc na Placu św. Piotra

Po trzech mniej więcej godzinach opuszczamy Aulę Pawła VI. Radość miesza się z niedosytem. Dzieci nie zatańczyły jednak dla Papieża, choć tak bardzo o tym marzyły. Ćwiczyły układ taneczny przez wiele tygodni, chciały sprawić radość Ojcu Świętemu.
I nagle na Placu św. Piotra Marcin Politowski rzuca hasło: zdejmujcie kurtki, zatańczymy tutaj, w samym sercu Watykanu. Tancerze migiem wykonują polecenie. Rodzice chwytają się za ręce, tworząc scenę. Nie ma podkładu muzycznego, więc trenerzy - Jarek Śliwowski i Marcin Politowski - wyklaskują rytm walca - na trzy. Pod bazyliką św. Piotra do tańca ruszają najmłodsze pary, bez muzyki, w rytmie oklasków. Potem walcują starsze dzieci, w pięknie przemyślanym wspólnym układzie tanecznym. I nagle Hubert Politowski, także trener, intonuje "Oczy czarne". To wprawdzie nie walc wiedeński, ale też trzytaktowy rytm. Wszyscy podchwytują i wyklaskują piosenkę. Tancerze wirują w tańcu. Wokół gromadzi się zadziwiony tłum. Znów idą w ruch japońskie kamery. Odtańczyli jednak swoje. Nie dla Ojca Świętego, ale dla pielgrzymów z całego świata.
A potem dzieci z Ostrołęki krzyczą: Michał, Michał! Z grupy wyłania się ośmioletni Michał ze skrzypcami. I zaczyna grać "Barkę", ulubioną pieśń Ojca Świętego, którą miał zagrać na audiencji. Dzieci podchwytują pieśń. Michał płacze.
- Płakałem, bo strasznie się bałem - wyznaje później. - Ale gdy wszyscy zaczęli śpiewać, uspokoiłem się. Przed Ojcem Świętym byłoby chyba jeszcze gorzej, ale trochę żałuję, że nie udało mi się zagrać.
Potem z naszymi dziećmi fotografują się różni ludzie, między innymi młode pary, które otrzymały błogosławieństwo podczas audiencji.

Gdzie podziały się bilety

Elżbieta Staroń od września załatwiała audiencję przez biuro Ostoja.
- Tylko takie biuro znałam - mówi zdenerwowana. - Na początku października otrzymałam list od jego właściciela, Pawła Niedźwieckiego, w którym szczegółowo informował mnie o warunkach uzyskania audiencji. Trzeba było wysłać oddzielne prośby o każdy taniec, o zaśpiewanie piosenki, o wręczanie darów. Za każdą prośbę płaciło się 50 euro. Próśb było kilkanaście. Uprzedzał, że może być kłopot z prezentacją tańca, ze względu na brak miejsca i ograniczony czas, ale że może uda mu się załatwić jeden króciutki taneczny występ. Uprzedziłam o tym rodziców. Kiedy kilka dni przed wyjazdem dostałem list od ojca Hejmo, w którym ubolewał, że nie załatwialiśmy sprawy przez Cordia Corda, bardzo się zdenerwowałam. Zaczęłam wydzwaniać do Ośrodka dla Pielgrzymów Polskich, ale za każdym razem jakaś siostra zakonna bardzo nieuprzejmie informowała mnie, że ojca Hejmo nie ma. W Rzymie w ogóle nie wiedziałam, co się dzieje. Rano przed audiencją przy Bramie Spiżowej powiedziano mi, że bilety zostały dla nas pobrane przez Pawła Niedźwieckiego. Ale on twierdził, że ich nie ma. Drugie bilety, jak się okazało, były pobrane przez Corda Cordi. Ale tam także ich nie było. A my w ręku nie mieliśmy żadnych. Zupełnie zgłupiałam. Pod bramą zauważył mnie, zupełnie zdesperowaną, jakiś młody ksiądz. Czy mogę w czymś pomóc - zapytał. Powiedziałam, że mam 130 dzieci, których nie mogę wprowadzić na audiencję. Zaprowadził mnie do ojca Hejmo.
- Co pani tu robi, jak się pani tu dostała? - spytał o. Hejmo. I kazał wprowadzić dzieci bez biletów. Mieliśmy już wtedy ostatnie rzędy. Potem błagaliśmy ojca Hejmo o bezpośrednią audiencję. Do końca nie wiedzieliśmy, czy się uda. Udało się w ostatniej chwili wepchnąć dzieci. W wielkim bałaganie, w przepychance. Nie powiedziano nam nawet, jak mamy się tam zachować, kiedy wręczyć prezenty, jak ustawić się do błogosławieństwa. Wszystko odbyło się błyskawicznie, szybko wypchnięto nas z podium, nie wszyscy nawet zdążyliśmy wręczyć prezenty. Prezent od klubu Fan chyba wrócił do Ostrołęki. A bilety znalazły się dopiero po audiencji. Przyniosła je jakaś siostra z biura ojca Hejmo.
Elżbieta Staroń twierdzi, że o istnieniu Ośrodka dla Pielgrzymów Polskich dowiedziała się w ostatniej chwili z listu ojca Hejmo.
- Gdybym wiedziała, oczywiście załatwiałabym wyjazd przez ten ośrodek - mówi. - Nadal jest dla mnie niezrozumiałe zachowanie ojca Hejmo. Dzisiaj już wiem, że wszystko tam rozgrywa się o pieniądze. Ściera się konkurencja, która wcale nie liczy się z uczuciami wiernych. Nie rozumiem na przykład, dlaczego ojciec Hejmo nie wpuścił Marcina Politowskiego. Gdybym wiedziała, że tak się stanie, zrezygnowałabym z wejścia. Postępowanie ojca Hejmo zniszczyło wiarygodność mojego biura - mówi roztrzęsionym głosem Elżbieta Staroń.
- Takie układy nie powinny mieć miejsca w otoczeniu Ojca Świętego, to przykre - przyznaje ks. Krzysztof Stępień. - Myślę jednak, że te wszystkie przykre emocje powinna zdominować radość, że w ogóle udało się dostąpić audiencji, że dzieci były tak blisko, że mogły przeżyć chwile wzruszenia. Na tym nam najbardziej zależało. O tańcu od początku nie mogło być mowy, bo od dawna, ze względu na zdrowie Ojca Świętego, takiego rodzaju prezentacje zostały ograniczone. Ale przecież nie to jest najważniejsze. Ważne powinno być duchowe przeżycie. Ojciec Konrad Hejmo, dyrektor Ośrodka dla Pielgrzymów Polskich Corda Cordi, okazuje zdziwienie.
- Nie pojmuję, jak to się stało, że podobno doświadczone biuro podróży, podejmując się organizacji pielgrzymki i audiencji nie wiedziało o ośrodku Corda Cordi, który istnieje od 25 lat - mówi ojciec Konrad. - Zwróciło się do pośrednika, który działa samozwańczo, nie ma akceptacji Episkopatu Polski ani Sekretariatu Watykanu. Wszyscy się dziwiliśmy, że szkoła tańca z Makowa przysłała do prefektury tyle próśb, za które w dodatku musiała zapłacić. Te pieniądze poszły do firmy Ostoja, a prośby z góry były skazane na niespełnienie. Pan Niedźwiecki po prostu naciąga ludzi różnymi nierealnymi obietnicami. Za audiencję u Papieża się nie płaci. Za darmo są bilety, za darmo udzielane informacje. Gdyby audiencja była załatwiana przez nasz ośrodek, byłoby na pewno mniej zamieszania. Dzieci wprawdzie i tak by nie zatańczyły, bo nie było takiej możliwości, ale nie zostałyby rozbudzone niepotrzebne emocje i wydane bezsensownie pieniądze. Dzieci jednak dostały się na audiencję, choć tak wielkich grup się nie dopuszcza. Zrobiliśmy tutaj wyjątek i powinny być z tego powodu szczęśliwe - uważa ojciec Hejmo.
To samo tłumaczył dzieciom Marcin Politowski.
- Skarby moje kochane, tak się cieszę, że się wam udało być blisko Ojca Świętego. Byliście wspaniali - mówi wieczorem w hotelu po audiencji trener tańca. I płacze.
- Panie Marcinie, bo my też będziemy płakać - przestrzegają tancerze, kwitując słowa trenera oklaskami.

Audiencja w prokuraturze

Radość dzieci nie ostudziła jednak emocji dorosłych. Tuż po powrocie rodzice z Makowa Mazowieckiego zamierzali złożyć doniesienie do prokuratury o niewywiązanie się z umowy przez biuro podróży El Star. Po konsultacjach z prawnikiem zdecydowali jednak najpierw złożyć do właścicielki biura pismo z żądaniem zwrotu części kosztów pielgrzymki.
- Jeżeli pani Elżbieta Staroń nie zgodzi się na to, wniesiemy sprawę do prokuratury, uważamy bowiem, że nadużyła naszego zaufania i dopuściła się zwyczajnego oszustwa, składając na spotkaniach z nami deklaracje, z których się nie wywiązała - mówi jeden z rodziców, ale prosi, by nazwisko zachować do wiadomości redakcji.
- Rozumiem rodziców - mówi Marcin Politowski. - To nie chodzi o to, że dzieci nie zatańczyły, choć mieliśmy to zagwarantowane w umowie z biurem podróży. I pani Staroń obiecała to na spotkaniach w Makowie i w Ostrołęce. Na początku była mowa o trzech tańcach - ludowym, latynoskim i walcu wiedeńskim. Potem okazało się, że możemy zatańczyć tylko walca wiedeńskiego. Rodzice byli także uprzedzeni, że w ogóle może nie być audiencji ze względu na stan zdrowia Ojca Świętego. Okazało się jednak, że Papież znalazł siłę na audiencję, a my nie mieliśmy niczego załatwionego. We wtorek wieczorem w hotelu ksiądz Sajewski powiedział mi, że nas w ogóle nie ma na liście pielgrzymów. Zadzwonił do księdza spikera, który miał prezentować grupy pielgrzymów, żeby nas także uwzględnił. W ostatniej chwili, z pomocą księży wszystko załatwialiśmy. Pielgrzymka na pewno nie była prawidłowo zorganizowana. Rodzice już przed wyjazdem mieli co do tego wątpliwości. Dzwonili do Rzymu, by sprawdzić biuro Ostoja. Pani Staroń wtedy bardzo się oburzała. Ale jak widać, wątpliwości rodziców były uzasadnione. Przez to wszystko nie miałem szans na właściwe przeżycie audiencji. Wyszedłem z auli bez jakichkolwiek wzruszeń, a pełen nerwów. Przed wyjazdem z Makowa byłem u spowiedzi. W Rzymie chciałem przyjąć Komunię świętą. Nie przystąpiłem do sakramentu, bo uważałem, że w takim stanie ducha nie powinienem tego robić - mówi Marcin Politowski.
- Niewątpliwie audiencja była źle zorganizowana - uważa Jarosław Śliwowski trener z Ostrołęki. - Na najbliższym zebraniu z rodzicami zdecydujemy, czy także będziemy dochodzić jakiegoś zadośćuczynienia.
Wyjazd do Watykanu rzeczywiście mógł budzić mieszane uczucia. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że spotkania z Ojcem Świętym dla jednych są głębokim przeżyciem, dla innych okazją do niezłych interesów. Wejście na audiencję wprawdzie jest bezpłatne, jak zapewnił ojciec Hejmo, ale Ośrodek dla Pielgrzymów Polskich czerpie profity z noclegów w Domu Pielgrzyma (25 euro za łóżko w czteroosobowym pokoju, ponad 30 euro w pokoju dwuosobowym) oraz z wszelkich usług transportowych, np. dojazdów z lotniska i na lotnisko. Może z tego względu mniejszą łaską cieszą się pielgrzymi, którzy korzystają z pośrednictwa innych biur, czego nasza pielgrzymka niewątpliwie doświadczyła.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki