Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Nasza droga pani

Magdalena Mrozek
Złota i srebrna biżuteria, czajnik bezprzewodowy, serwis obiadowy, serwis do kawy, ekspres ciśnieniowy, haftowana pościel, obraz, posrebrzana patera... Nie jest to wbrew pozorom fragment listy prezentów napisanej przez młodą parę, ale tylko niektóre z suwenirów, którymi swoich nauczycieli obdarzają wdzięczni uczniowie i jeszcze bardziej wdzięczni za edukację pociech rodzice.

Listę pomogli nam utworzyć ostrołęccy handlowcy. Są one sporządzane nie tylko dwa razy w roku - przed dniem nauczyciela i na zakończenie roku szkolnego. Bo w klasowym kalendarzu czerwonych, świątecznych kartek jest więcej. Często są to dni imienin pani lub pana, dzień kobiet, dzień bardzo trudnej klasówki, dzień odpytywania i ostatnia lekcja matematyki, historii, biologii, polskiego, przed maturą. Bo obok sformalizowanego dzwonkiem i dziennikami życia szkolnego, równolegle toczy się inne - klasowe.

Obłaskawić belfra

- To w jakich relacjach jesteśmy z sorami, w dużej mierze zależy od naszej pomysłowości. Każdego da się w jakiś sposób obłaskawić - pewnie stwierdza Łukasz, uczeń czwartej klasy liceum. - Jedni są bardziej wymagający, inni mniej. Taka jest różnica. O sorce od historii wystarczy pamiętać przy okazji wycieczek klasowych, żeby mieć z głowy niezapowiedziane kartkówki czy jakieś większe przepytywanie a matematyczka jest wielbicielką malarstwa. Od czasu do czasu album z reprodukcjami obrazów ulubionych malarzy załatwia sprawę. Sprawdziany można poprawiać do skutku, a pała wstawiona jest tylko ołówkiem.
Skąd interesowni uczniowie znają pasje swoich belfrów?
Łukasz mówi, że nauczyciel, którego klasa dobrze podejdzie sam o nich opowiada i tym samym dostarcza pomysłu na prezent.
Na kilka miesięcy przed maturą topnieje opór rodziców przed składkami.
Źródłem informacji o upodobaniach poszczególnych belfrów są przeważnie starsze roczniki. Uczniowską sztamę, nawet ci o największych ambicjach, traktują raczej jako sposób na w miarę bezbolesne przejścia przez zło konieczne, czyli szkołę.
- Od starszych klas dowiedzieliśmy się, że sorka od biologii lubi czytać babskie, kolorowe gazety. Kiedyś podobno przyznała, że nie może ich sobie regularnie kupować, bo są dla niej za drogie. Klasa kupiła jej kilka na sprawdzian i dzięki temu mieli spokój. Sorka zajęła się czytaniem, nie chodziła po klasie, oni na luzie pisali. Wszyscy są zadowoleni, i w dzienniku oceny takie jak trzeba. Patent działa i mam nadzieję, że nie zmieni się po tej wypowiedzi - zdradza nam Sebastian, uczeń drugiej klasy liceum.
Jednym z najpopularniejszych sposobów obłaskawienia nauczyciela, o którym opowiada nam Gośka, klasowa koleżanka Sebastiana jest kawa i ciastka.
- Robimy na przerwie błyskawiczną zrzutkę "ile kto ma" na kawę i coś słodkiego, jeszcze przed wejściem nauczyciela stawiamy na biurko a potem siedzimy grzecznie z rękami na kolanach i prosimy o przełożenie klasówki czy pytania. Byle nie powoływać się na kartkówki z innych przedmiotów, bo wtedy efekt bywa odwrotny. Sor czy sorka denerwuje się, że lekceważymy jej przedmiot.
Gośka twierdzi, że metoda nie działa tylko na polonistkę, która jest ich wychowawczynią.
- Po pierwszej próbie była awantura. Dała nam jasno do zrozumienia, że nie życzy sobie takich praktyk. Był godzinny wykład na temat przekupstwa i zagroziła, że następnym razem powiadomi rodziców i dyrekcję. Szanuję ją, bo klasówki przekłada, jeśli potrafimy uargumentować sensownie naszą prośbę.
Gośka dodaje też, że w jej szkole słodkie prezenty kupuje się nauczycielom z okazji walentynek, Tłustego Czwartku, oraz tuż przed feriami wielkanocnymi.

Sprytni aż bezczelni

- W każdej klasie znajdzie się kilku zagadywaczy, których reszta chyba w jakiś sposób przekupuje i czasami lekcja przeradza się w niezapowiedzianą godzinę wychowawczą. Są tak sprytni, że aż momentami bezczelni - opowiada o swoich uczniach Edyta, nauczycielka w jednym z zespołów szkół. - Zgłaszają jakiś problem, przeważnie w wielkim zaufaniu, nagle cała klasa jak nigdy jest wyjątkowo aktywna i sama nie wiem kiedy daję się wciągnąć w rozmowę. Chłoną wszystkie okruchy prywatności i niestety wykorzystują je potem.
Kiedyś Edyta zdradziła swoim uczniom, że zmienia mieszkanie.
- W niedługim czasie, tuż przed sprawdzianem, którego nie zgodziłam się przełożyć na inny termin, dostałam na nowe mieszkanie metrowy kwiat w doniczce.

Alergia na bukiety

Jedna z matek, zaledwie dziewięcioletniej uczennicy Julki, działająca w trójce klasowej zdradziła nam, że na dzień nauczyciela wychowawczyni trzecioklasistów dostanie komplet srebrnej biżuterii. Zapytaliśmy, dlaczego nie bukiet.
- Kwiaty? Coraz więcej nauczycieli cierpi na alergię, którą wywołują i coraz więcej rodziców uważa, że szkoda wydawać pieniądze na coś co za dwa dni zwiędnie a wraz z kwiatami sentyment do ofiarodawców.
Składka w tej dwudziestopięcioosobowej klasie wynosiła 10 zł od dziecka. To w zupełności wystarczyło na naszyjnik i bransoletę dla pani.
- Moje obserwacje, które są wynikiem dość bliskich kontaktów z nauczycielami, bo mam dwoje dzieci w wieku szkolnym i dodatkowo z rozmów z innymi rodzicami są takie, że często to nauczyciele chętnie naprowadzają rodziców jaki prezent sprawiłby im przyjemność. Mówią w żartach np. że dbają o linię i czekoladek nie jedzą, nie przepadają za ciętymi kwiatami, ale np. uwielbiają irlandzką muzykę, haftowane obrusy czy srebro - opowiada matka Julki.
Na takie dość luźne rozmowy jest okazja podczas klasowych lub szkolnych dyskotek, wycieczek kiedy nauczyciele proszą rodziców o pomoc w upilnowaniu rozbrykanej gromadki.
Mama Julki przyznaje, że zazwyczaj dość burzliwie toczą się narady rodziców, kiedy przychodzi do ustalenia wysokości składki na prezent. Zauważa też, że rzadko się zdarza, by pieniądze przyniosły wszystkie dzieci, jak również by któryś z rodziców się nie wyłamał i nie polecił wręczyć coś od siebie.
- Tych dodatkowych składek, oprócz komitetu, ubezpieczenia, biletów do kina w ciągu roku jest naprawdę sporo. Większość rodzin mocno zaciska pasa, żeby starczyło na to co najpilniejsze - dodaje również, że są jednak rodzice, głównie mamy jedynaków, które nie wyobrażają sobie, że na koniec roku nauczyciel dostaje tylko kwiaty. Potrafią nawet wypytać nauczycielkę kiedy obchodzi imieniny i wtedy też zarządzają składkę, bo przecież pani jest taka miła i dobra dla klasy - opowiada mama Julki. - Doskonale zdaję sobie sprawę, że obecnie zawód nauczyciela nie jest najwdzięczniejszym, że dzieci są rozpieszczone, niezdyscyplinowane i chociażby z tego powodu nauczyciele powinni zarabiać więcej. Uważam jednak, że powinni ucinać wszelkie próby przekupstwa ze strony rodziców, a nie jeszcze w tym pomagać. Przecież w taki sposób uczymy już małe dzieci łapówkarstwa - przestrzega matka.

Świętujemy za swoje

Tuż przed 14 października, czyli Dniem Edukacji Narodowej do redakcji zaczęły docierać głosy rodziców, oburzonych, że nauczyciele świętują w wynajętych specjalnie na tę okazję lokalach.
- Proszę spytać skąd głosząca biedę oświata ma pieniądze na urządzanie hucznych imprez, czy przypadkiem nie pochodzą z pieniądzy komitetu rodzicielskiego?
- W naszej szkole rodzice nigdy nie finansowali uroczystości z okazji Dnia Edukacji. Jeśli jest jakakolwiek uroczystość to sfinansowana z funduszu socjalnego, bądź też składamy się, pieczemy ciasto - mówi Krystyna Mierzejewska, dyrektor SP nr 10. - W tym roku będzie bardzo skromnie, spotkamy się przy kawie, herbacie i torcie.
- Świętowanie za pieniądze z Rady Rodziców? To absolutnie niedopuszczalne - mówi Elżbieta Kowalczyk, wicedyrektor Gimnazjum nr 1 w Ostrołęce. - W naszej szkole co roku odbywają się spotkania z zaproszonymi gości, także z udziałem młodzieży przy cieście, herbacie. Finansujemy je z funduszu socjalnego lub z prywatnych pieniędzy. Nie widzę powodów do niepokoju, nawet jeśli część nauczycieli bawi się w wynajętym lokalu. Robią to za własne pieniądze.
Kadra pedagogiczna ZSZ nr 2 w Ostrołęce z okazji Dnia Edukacji zje uroczystą kolację w restauracji Interhotelu.
- Nauczyciele, którzy chcą w ten sposób swój dzień świętować złożyli się na kolację z własnych pieniędzy. Nie wolno tego typu imprez finansować z funduszu socjalnego. Nasza księgowa uczestniczyła w szkoleniu, na którym była o tym mowa - usłyszeliśmy od dyrektora ZSZ nr 2 Czesława Kisiela.
Informację potwierdziło Kuratorium Oświaty w Warszawie, powołując się na ustawę o Zakładowym Funduszu Świadczeń Socjalnych z 4 marca 1994 roku:
- Regulamin funduszu socjalnego mówi, że nie wolno organizować z jego środków uroczystości z okazji dnia nauczyciela ani żadnych innych - usłyszeliśmy od Jolanty Pałuby. - Ustawa mówi, że środki te nie mogą być użyte na wypłatę nagród czy upominków, na poczęstunki z okazji spotkań towarzyskich lub okazjonalnych, na zakup kwiatów, ozdób dekoracyjnych itp.

PS. Imiona rozmówców na ich prośbę zostały zmienione.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki