Najzdrowszy z nałogów

Redakcja
Udostępnij:
Ośmioro fotografów, siedem modelek, również XXL, i nadzieja na zrobienie przynajmniej kilku wyjątkowych zdjęć. Tak swoje pasje realizowali w pięknym pałacyku ostrołęczanie

Każdy z nich zajmuje się innym rodzajem fotografii. Śluby, plenery, zdjęcia reportażowe, fotografia dziecięca, portrety. Łączy ich jedno, poza pasją zatrzymywania w kadrze świata. To, że należą do Ostrołęckiego Towarzystwa Fotograficznego. Spotykają się, dyskutują, organizują sesje z "zadaniem", potem na wystawach pokazują swoje prace. I… uczą się, od siebie nawzajem. Także podczas takich warsztatów jak ten ostatni.

Pierwsze skrzypce

To był nietypowy projekt. Ośmioro fotografów, siedem modelek, stylistka, wizażystki, fryzjerki. I każdy miał coś tu do powiedzenia, podpowiadał, radził, sugerował. Pierwsze skrzypce oczywiście grali fotografowie, których zadaniem było wymyślenie kreacji, historii, którą zdjęciem zechcą opowiedzieć. Ale że było to spotkanie warsztatowe - był mentor w osobie Jarka Holdena, podsumowanie, dyskusja. Nigdy przedtem nie udało się w Ostrołęce zorganizować projektu fotograficznego na tak szeroką skalę.

Jego pomysłodawcą był Jarek Boczkowski - pasjonat fotografii, uczestnik wielu plenerów fotograficznych i sesji kreacyjnych. Zaprosił modelki i fotografów, których poznał w różnych miejscach w Polsce w czasie tworzenia swoich projektów. Do wspólnego fotografowania udało się nakłonić osoby, które zaistniały i z powodzeniem radzą sobie w branży modelingu w kraju i za granicą.

- Warsztaty miały nas, OTF zintegrować, a jednocześnie pokazać, że można tu coś z powodzeniem robić w dziedzinie fotografii. Przy tym nauczyć pokory, bo łatwo czuć się mistrzem, a trudniej nauczyć pokory przy mistrzu. To się udało. Z tego spotkania mają wynikać kolejne, bardziej konceptualne, gdzie już więcej będzie można zaplanować w temacie ujęcia, sceneria, temat - powiedział nam Adam Wołosz, prezes Ostrołęckiego Towarzystwa Fotograficznego.

Najazd na pałac

Warsztaty odbywały się w zabytkowym pałacu w Szczawinie. I dawno takiego najazdu pałac nie widział. Kilka toreb ciuchów, kilogramy sprzętu fotograficznego, kufry z setkami kosmetyków, z akcesoriami fryzjerskimi.

Modelki fotografowali: Bogdan Biał_czak, Marta Góralska-Wołosz, Tomasz Grzyb, Michał Szeląg, Daniel Ejsymont, Rafał Reddig, Adam Wołosz, Jarek Boczkowski.
Przygotowała im je, w różnych stylizacjach: Anna Ładny, dyrektor artystyczny w agencji modelek NOBODY's Perfect. Charakteryzatorka w ekipach przygotowującej filmy: "Chopin - pragnienie miłości", "Karolcia", "8 stopni" oraz wiele sesji fotograficznych, programów telewizyjnych i widowisk teatralnych.

O fryzury i makijaż zadbały ostro_łęczanki: Monika Lipińska-Karabini - fryzjerka z międzynarodowym doświa_dczeniem, właścicielka salonu fryzjerskiego "Pretty You", Milena Stachacz, finalistka Miss Polski 2009, właścicielka "Instytutu Piękna" i Dorota Chod_kowska.
Każdy z fotografów musiał odnaleźć się w artystycznym rozgardiaszu. Zaleźć swoją modelkę, swój pomysł, swoje miejsce. Do tego presja czasu. Jaki efekt przyniosły te warsztaty? Fotografowie już wiedzą, bo przeglądają zdjęcia, które powstały w Szczawinie. Zdecydują czy i które z nich pokazać. O warsztatach, swoich obserwacjach, wrażeniach i fotografii w ogóle rozmawiali na spotkaniu podsumowującym.

Lepiej kilka dobrych, niż setki nijakich

Ich pracy przyglądał się Jarek Holden, redaktor i dziennikarz z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem. Poeta, człowiek o niespokojnej i wrażliwej duszy. Uzależniony od fotografii, bo jak mówi: "to najlepszy z nałogów jaki zna". Podpowiadał, beształ, dzielił się swoimi doświadczeniami w pracy fotografa.

- Jestem przyzwyczajony do fotografii analogowej, która powoduje pewną dyscyplinę pracy. Na sesji robię 3-4 zdjęcia. Czasami 12. Nie robię ich więcej. Nawet gdy biorę do ręki aparat cyfrowy, staram się, by zdjęć było mniej. Starajcie się nie wrzucać setek zdjęć, ale kilka, które będziemy pamiętali - radził Holden. - W fotografii, poza adrenaliną, która u każdego uzależnionego człowieka jest, potrzebny jest spokój. I zdradzał tajniki swojej pracy.

- Kiedy ktoś przychodzi do mnie, wyciągam aparat dopiero po półtorej godzinie. Muszę zdobyć zaufanie. I być może zrobię tylko jedno zdjęcie, w momencie, gdy ta osoba przestanie pozować i zachowuje się naturalnie.

Podobnego zdania była Anna Ładny. I mówiła o tym, zwracając się do_modelek.
- Najlepsze zdjęcia, moim zdaniem, powstają gdy ktoś się otwiera i odpuszcza. Nie robi póz fashion, które są abstrakcyjne, "odjechane".

Strzeżcie się samozachwytu!

Holden przestrzegał fotografów przed samozachwytem.

- To, że zdjęcie się podoba, to jeszcze jest za mało, to, że jesteśmy zadowoleni, to jeszcze mniej. Tu i teraz jeszcze za mało na przyszłość. Rzecz święta, zdaniem Jarka Holdena to to, żeby podczas sesji najważniejsza, a przynajmniej tak powinna się czuć - była osoba fotografowana. Model czy modelka. - Fotograf jest nikim, jego tam nie ma - mówił.

- Są oczywiście osoby, z którymi już po kilku minutach nie chcemy dłużej pracować, ale to znaczy, że popełniliśmy błąd już przy selekcji. Nie męczcie się, gdy nie trafiliście z wyborem modelki.
Kilka razy na podsumowaniu warsztatów mowa była o tym, że modelka nie może ani przez chwilę poczuć się przedmiotowo. Tyle, że w świecie pokazów mody czy sesjach fashion są to kompletnie niestosowane standardy.

I o tym mówiła Jesika Biedunkiewicz - modelka, miss foto konkursu Look of the Year 2011 na Sycylii.
- Tu mamy komfort, bo możemy ze sobą porozmawiać, skupić się na tym co robimy. Na takich wyjazdach jak ten z Look of the Year, jest zupełnie inaczej. To inny rodzaj pracy. Dziewczyny traktowane są jak wieszaki. Jest to na pewno niesamowita przygoda, nabiera się odporności, skóra "grubieje", bo ci ludzie są bardzo brutalni wobec dziewczyn. Nie masz nic do gadania. Jesteś dziewczyną wybraną spośród tysiąca innych. Tak samo wygląda praca między modelką, a fotografem. Modelka nie wie w co będzie ubrana, jak umalowana. Nie zna zazwyczaj fotografa. Pół godziny, maksymalnie godzina i po pracy. Fotograf mówi: masz 15 minut - pokaż na co cię stać. On wystawia ci recenzję i albo ktoś będzie chciał z tobą pracować, albo nie. W Polsce to wygląda jeszcze inaczej. Bardzo ważny jest wzrost. Gdziekolwiek nie pójdziesz na casting, słyszysz, musisz mieć min. 175 cm. Za granicą, jeśli dziewczyna ma fajną figurę, jest proporcjonalna, ma ciekawą twarz, pozwala jej się chodzić w pokazach. W Polsce tylko dzięki Look of the Year mogłam chodzić u Boho_boco, Teresy Kopias (Jesika ma 170 cm wzrostu).

Czy ojciec Cię bije?

Jesika zgłosiła się także do programu Top Model. I nie ma o nim dobrego zdania.
Mówi, że to czysta komercja.

- Jeśli ktoś chce sprawdzić czy jest odporny psychicznie - to tam się odnajdzie. Niekoniecznie najważniejsza jest w nich modelka, ale liczy się jej historia, którą można sprzedać na wizji. Patrzą na to czy np. ojciec cię bije. Jurorzy na castingu oceniają podczas trzyminutowej prezentacji, gdy jesteś stremowany zamieszaniem wokół, komisją złożoną ze znanych ludzi. Zapominasz jak się nazywasz, a oni oceniają ten moment. Mówią, że się do tego nie nadajesz, a nie widzieli ani jednego twojego zdjęcia.

I potwierdza, że wciąż w kanonach modelingowego piękna są bardzo szczupłe dziewczyny. - Właściwie im chudsza, tym lepsza - z męską figurą. Zresztą, większość projektantów to mężczyźni, a oni nie mają bioder, talii, biustu…

Efektem projektu Ostrołęckiego Towarzystwa Fotograficznego będzie wystawa zdjęć, które powstały na tych warsztatach. O jej terminie poinformujemy.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie