Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Najważniejszą rzeczą jest pokazać swoją wiedzę

Rozmawiała Magdalena Mrozek
Teresa Gierwicz
Teresa Gierwicz M. Mrozek
Teresa Gierwicz młodzież uczy od 26 lat - w tym samym budynku przy ul. Traugutta. Zmieniały się jedynie typy i nazwy szkół, dyrektorzy. Pracę, tuż po studiach w kieleckiej Wyższej Szkole Pedagogicznej rozpoczęła w Technikum Budowlanym w Zespole Szkół Zawodowych nr 3, potem było to Studium Wychowania Przedszkolnego a dziś II Liceum Ogólnokształcące im. C. K Norwida, w którym jest nauczycielką, wychowawcą a od siedmiu lat także wicedyrektorem.

- Przede wszystkim trzeba lubić młodzież, żeby w naszym zawodzie pracować, a ja ją bardzo lubię i chyba też rozumiem - zaczęła rozmowę z nami Teresa Gierwicz. - Wszystkie inne gratyfikacje, również finansowe z pewnością są istotne, szczególnie w dzisiejszych czasach, ale tak naprawdę ważne jest zaufanie i sympatia młodych ludzi.
- A w jaki sposób zdobywa się ich zaufanie i autorytet, a tym samym chyba też dyscyplinę na lekcji?
- Niezmiennie powtarzam, że najważniejszą rzeczą jest pokazać swoją wiedzę. Wiedzą, konsekwencją, obiektywizmem zdobywa się autorytet i wówczas nie powinno być problemu z dyscypliną. Uczniowie nie mogą mieć na lekcji czasu na przeszkadzanie. Poza tym młodzi ludzie są bardzo surowymi obserwatorami - natychmiast wychwytują kiedy nauczyciel jest nieprzygotowany do zajęć. Jednak co najważniejsze, młodzież trzeba szanować, by odwzajemnili się tym samym.
- Pamięta Pani początki swojej pracy?
- Oczywiście, były trudne, ale też przyjemne a momentami nawet dość zabawne. Zaczęłam uczyć, kiedy w dzisiejszym budynku liceum mieściło się technikum budowlane, zasadnicze szkoły budowlane, także pomaturalna szkoła budowlana - słowem uczęszczała tam rosła młodzież. A ja młoda, szczupła dziewczyna i jeśli nie miałam w ręku dziennika to zupełnie nie wyróżniałam się z grona uczennic. I zdarzało się że młodzież, zwłaszcza chłopcy, traktowali mnie jak swoją koleżankę.
- Uczniowie, ci sprzed lat różnią się od tych współczesnych?
- Wydaje mi się, że uczniowie luźniej podchodzili do nauki, próbowali mniejszym wysiłkiem osiągnąć cel. Ale tamta młodzież chyba była też bardziej emocjonalnie związana z nauczycielem. Dzisiejszym uczniom brakuje nieco spontaniczności. Zachowują się poprawnie, ale mniej wylewnie. Bardzo poważnie za to traktują naukę.
- Nigdy nie myślała Pani o zmianie zawodu?
- Ja naprawdę bardzo lubię swoją pracę i cenię sobie kontakt z młodymi ludźmi, ich szczerość. Nawet jeśli czasami zdarza się, że uczeń dokuczy, to nie pamiętam o tym długo. Czuję satysfakcję, że nie przychodzą do mnie tylko z problemami matematycznymi, ale również wtedy kiedy chcą się po prostu wygadać. I pewnie gdybym wybierała zawód po raz drugi, poszłabym dokładnie tą samą drogą.
- Nie zniechęca Pani do zawodu swoich uczniów, którzy też chcą zostać nauczycielami?
- Jeśli widzę predyspozycje, to absolutnie nie. Staram się raczej doradzić, dać kilka wskazówek, kiedy o to proszą, także na początku ich pracy. Wielu moich wychowanków to obecnie koledzy i koleżanki nauczyciele. Z niektórymi z nich spotykam się w pokoju nauczycielskim II liceum.
- Czym jest dla Pani nagroda ministra?
- Cenię sobie, tak jak już mówiłam, przede wszystkim opinię młodzieży i ich dobre zdanie, ale nie ukrywam, że cieszy mnie to wyróżnienie i fakt, że moja praca została dostrzeżona. Myślę jednak, że nie tylko ja zasłużyłam na nagrodę, bo złożyła się na nią także praca wielu moich koleżanek i kolegów.

I humanistka, i nauczycielka

Agata Soczyńska
(fot. M. Mrozek)

Agata Soczyńska w I LO im. gen. Józefa Bema uczy języka polskiego od 12 lat. Jest absolwentką Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, dwa lata temu skończyła podyplomowe studia z historii sztuki. Opiekun i pomysłodawca gazetki szkolnej "Logos".
- Pamięta Pani jeszcze swoje pierwsze dni w szkole?
- Tak oczywiście, bo to było moje drugie spotkanie z liceum, w którym sama się uczyłam. Pamiętam, że czułam się tak jakbym wciąż była jego uczennicą, zwłaszcza że pracowała wówczas cała kadra moich nauczycieli. Zostałam bardzo życzliwie przez nich przyjęta, a do drugiej części pokoju nauczycielskiego wprowadziła mnie i poleciła się rozgościć pani Basia Kosmalska. Pamiętam też swój strach na początku pierwszej lekcji i zdzwioną minę uczniów, że przyszła tak młoda nauczycielka. Do dziś mam z nimi bliski kontakt. Wiele z tych osób ma już swoje rodziny, są lekarzami, prawnikami.
- Ale mówi Pani o sobie, że nie jest najlepszy belfrem.
- Bo chyba tak jest. Nie potrafię ogarnąć tej organizacyjnej strony zawodu, ona mnie nieco przytłacza. Nie byłabym zbyt dobrym menedżerem oświaty. Często zdarza się, że zapominam sprawdzić czy uczniowie mają identyfikatory, czy zmienili buty. Nie lubię odpytywać, by zapełnić rubryki w dzienniku, rozliczać z niezapłaconych składek. Wolę z młodzieżą rozmawiać na lekcjach, na przerwach, wsłuchać się w to co mówią. Wtedy jest to coś prawdziwego i naprawdę ważnego. Zawsze chyba czułam się bardziej humanistką niż nauczycielem. Osobą, która ma jakieś zainteresowania i chce nimi zarazić uczniów a nie przywiązaną do biurka.
- Sądzi Pani, że tego właśnie młodzi ludzie szukają?
- Tak mi się wydaje. Pod względem ich konstrukcji emocjonalnej, poszukiwania świata wartości, tak naprawdę niewiele się różnią od uczniów sprzed piętnastu czy siedemnastu lat. Pragnienia akceptacji, zrozumienia, wysłuchania, spełnienia, samorealizacji, stworzenia prawdziwych relacji, więzi międzyludzkich są wciąż takie same. Z pewnością młodzież jest w tej chwili bardziej zagubiona w świecie płytkich rozrywek, do których mają nieograniczony dostęp. Stąd też czasami wynika negatywne myślenie o młodzieży, bo widzi się ich zachowanie. Ale nie jest ono adekwatne do tego co naprawdę tkwi wewnątrz nich. Uczniowie bardzo wrażliwi potrafią zachowywać się agresywnie, nieproporcjonalnie do sytuacji. Nie wynika to z tego, że są źli, ale często z deficytu emocji, których potrzebują, z braku uczuć, zrozumienia, z potrzeby komunikacji. Nawet jeśli uczniowie sprawiają wrażenie, że nie chcą nawiązywać kontaktu, to przeważnie jest to wrażenie pozorne. Pod oschłą powierzchownością kryje się ogromna przestrzeń niezaspokojonych emocji, marzeń.
- Jak odbiera Pani nagrodę przyznaną przez ministra edukacji?
- Cieszy mnie oczywiście, że ktoś zauważył moją pracę, ale najcenniejszą nagrodą są dyplomy uczniów, które przynoszą i mówią "wygrałem konkurs, olimpiadę, dostałem się na wymarzone studia". To sprawia mi największą satysfakcję i radość.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki