MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Myszyniec w długach

Ewa Pyśk
Zbiornik w Wykrocie miał przynieść dochody gminie, na razie generuje straty
Zbiornik w Wykrocie miał przynieść dochody gminie, na razie generuje straty A. Wołosz
Wojewoda mazowiecki zażądał od gminy Myszyniec zwrotu dotacji w kwocie 660 tysięcy złotych. Łącznie z odsetkami gmina powinna oddać 715.339 złotych. Wojewoda zarzuca gminie niegospodarność i wykorzystanie pieniędzy z dotacji niezgodnie z przeznaczeniem i po terminie. Radni Myszyńca zdecydowali, że na razie nie oddadzą pieniędzy wojewodzie i jeszcze raz odwołają się do ministra finansów.

Pieniądze w zalewie

Przypomnijmy, w 2001 roku gmina Myszyniec otrzymała dotację od wojewody mazowieckiego na sfinansowanie zadania inwestycyjnego, określanego jako wielofunkcyjny zbiornik wodny na rzece Rozoga, czyli budowę zbiornika w Wykrocie. Gmina zgodnie z kontraktem wojewódzkim miała otrzymać w 2001 r. na budowę zbiornika dotację w wyskości prawie 7 mln zł. Na wniosek gminy dotacja została zmniejszona o połowę. Jednak i tak gmina nie wydała całej kwoty. Kontrola przeprowadzona na początku 2002 roku przez pracowników Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego wykazała, że 4 stycznia 2002 r. niewykorzystaną część dotacji w wysokości 662.984,64 zł wpłacono na lokatę bankową, zamiast zwrócić do budżetu państwa.
27 maja 2002 roku wojewoda zażądał zwrotu dotacji wraz z odsetkami. Gmina odwołała się do ministra finansów, ten jednak w kwietniu 2003 roku decyzję wojewody utrzymał w mocy. Skargę na decyzję ministra, którą złożyła gmina do Naczelnego Sądu Administracyjnego, tenże oddalił. Nie pomogły kolejne wnioski do wojewody z prośbą o umorzenie długu.

Jako radny pierwszej kadencji...

Kiedy 25 lutego do Urzędu Miasta w Myszyńcu dotarła kolejna odmowna decyzja wojewody, na 1 marca zwołano nadzwyczajną sesję Rady Gminy, w sprawie wypracowania opinii rady, dotyczącej zwrotu wspomnianej dotacji.
- Chciałem zasięgnąć opinii radnych, a tych, którzy wtedy byli w radzie, prosić o wyjaśnienie, jak to się stało, że musimy zwracać taką kwotę - mówił podczas sesji burmistrz Myszyńca Bogdan Glinka.
Glinka dodał też, że w listopadzie 2002 roku, kiedy wygrał wybory samorządowe, nie było nic wiadomo o zaległościach finansowych.
- Na pierwszej sesji, kiedy były burmistrz przekazywał mi władzę, mówił, że jest wszystko w porządku. Wszelkie pożyczki miały być podobno umorzone, a żeby tak się stało, musiałbym sfałszować już wcześniej sfałszowane umowy!
- Jako radny pierwszej kadencji chciałbym zapytać, dlaczego mamy odpowiadać i ponosić straty za takie decyzje? Czy wtedy nie można było tego przewidzieć? - pytał radny Sławomir Świtaj.
Rozpoczęło się szukanie winnych. Na pierwszy ogień poszedł skarbnik gminy, który wówczas pracował na tym stanowisku.
- Skarbnik dużo wie, dużo widzi - mówił Tadeusz Mierzejewski. - Ale na pewno nie służy ocenie burmistrzów. A jest tak, że pomiędzy skarbnikiem i burmistrzem występują różnice zdań.
Ostatecznie po długiej przemowie skarbnika okazało się, że on przygotował dokumenty do wpłaty niewykorzystanej dotacji do budżetu państwa, ale wpłaty nie dokonano, ponieważ rada zadecydowała o przesunięciu wydatków na kolejny rok budżetowy.
- Według mojej wiedzy z grudnia 2001 roku decyzja rady była słuszna - tłumaczył się Stanisław Ceberek. - Gdybym wiedział to, co teraz wiem, namawiałbym do zwrócenia dotacji.
- Była mowa o zwrocie, a pan nie powiedział tego radzie? - dziwiła się Lucyna Zalewska, była radna. - Czy uważa pan, że może dalej kierować radą?
- Burmistrz za to odpowiadał, a nie przewodniczący rady - odpowiadał Ceberek.
- Gdzie była komisja rewizyjna? To ona kontrolowała pracę burmistrza? - padały pytania z sali.
- Gdyby wybory wygrał Andrzej Niedźwiecki, nikt by nie wiedział, że spłacamy te pieniądze - mówił zdenerwowany burmistrz Glinka.
- Dlaczego burmistrz Glinka wcześniej nie zrobił takiej sesji, skoro wiedział o sprawie? - pytał radny Jachimczyk.
Atmosfera na sali stawała się coraz bardziej gorąca. Po pytaniu Jachimczyka burmistrz Glinka spadł z krzesła.
Sławomir Świtaj spytał wprost skarbnika:
- Były faktury? (w grudniu 2001 r. - przyp. red.)
- Tak.
- Były pieniądze?
- Tak.
- Czy pan doradzał, żeby nie płacić?
Odpowiedź nie padła. Atmosferę rozładował Stanisław Kiernozek, radny tej i poprzedniej kadencji, członek klubu PSL, działającego w radzie. Kiedy został zapytany, czy wiedział o nie wykorzystanej dotacji, odpowiedział:
- Nie, mnie tam do tego nie dopuszczali.

Może się zmieni wojewoda

Radni mieli dwa pomysły na wyjście z sytuacji: zapłacić dług możliwie jak najszybciej, żeby nie rosły odsetki albo odwołać się od decyzji wojewody do ministra finansów.
- Musimy ratować gminę - mówił radny Stanisław Kolimaga. Jego wypowiedzi towarzyszyły okrzyki "ty nam w kiciu pomogłeś!" i śmiech.
- Siedzieliśmy - przyznał Kolimaga. - Ale to sąd nas oceni, nie społeczeństwo. Najwyżej możecie zrobić samosąd. To prasa nas oskarżyła, my jesteśmy niewinni!
- Po co ta sesja? Żeby jeszcze bardziej poniżyć burmistrza? - pytał Stanisław Jachimczyk. - Ktoś powinien wcześniej zapłacić! Ktoś tu jest winny! Burmistrz Glinka za to odpowiada.
- Mądrala! A sami to jesteście czyści! - krzyczeli ludzie na sali.
- Panie, ja ubolewam, że mamy w gminie takich radnych! - mówił burmistrz Glinka.
Jachimczyk nie pozostał burmistrzowi dłużny.
- A ja ubolewam, że mamy takiego burmistrza!
Pomysł miał też przewodniczący Ceberek.
- Poczekajmy, może się zmieni wojewoda.
Ostatecznie, po burzliwej sesji, radni zadecydowali, że na razie pieniędzy wojewodzie nie oddadzą, poczekają na decyzję ministra.

Skąd wziąć pieniądze

Burmistrz Bogdan Glinka nie wie na razie, gdzie trzeba będzie ograniczyć wydatki, jeśli minister podtrzyma decyzję wojewody.
- Ta kwota, którą musimy zwrócić wojewodzie to ok. 15 procent naszego budżetu. Wiadomo więc, że pod znakiem zapytania stoją kolejne plany inwestycyjne. Niemal na każdej sesji rozmawiamy o drogach, które trzeba w gminie budować, a za te pieniądze udałoby się wybudować około pięciu kilometrów dróg - mówi Glinka. - Zrobię wszystko, żeby nie odczuli tego "wydatku" najbiedniejsi mieszkańcy. Ale jedno jest pewne, jeżeli minister finansów nakaże nam te pieniądze zwrócić, gmina dostanie po kieszeni.

Myszyńcowi po kieszeni

- To złodzieje! A czyje kradli? Nasze. I teraz kolejne pieniądze do oddania. Z czyjej kieszeni? Przecież to jasne, że z naszej. Ja chciałam im w oczy spojrzeć, ale patrzę, że sumienia to oni nie mają... - powiedziała nam jedna z rozgoryczonych mieszkanek Myszyńca.
- Dlaczego trzeba oddawać dług wojewodzie z pieniędzy gminy? - dziwił się Jerzy Brzostek. - Niech winni odpowiedzą i zapłacą!
- Być radnym, to znaczy być odpowiedzialnym za gminę - mówiła była radna Lucyna Zalewska. - A gdzie tu odpowiedzialność?
Emocje ludzi było widać i słychać zarówno podczas obrad rady, jak i w czasie kilku tego dnia przerw.
- Złodzieje! Oszuści! - krzyczeli ludzie w kierunku radnych PSL.
- Teraz to niewiniątka! Co zrobiliście? Gdzie są winni?!
- Myślę, że po tej sesji powinno być kilka rezygnacji z mandatu radnego - mówił Jerzy Brzostek. - Nie wyobrażam sobie, że można z czystym sumieniem być dalej radnym.
- Opanujcie się! - mówił pod adresem radnych sołtys Edward Drżąszcz. - Jak nie chcecie gminie pomagać, to chociaż nie przeszkadzajcie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki