Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Mokra robota kontrolerów

Jacek Pawłowski
Wiceprezes OPWIk-u Krzysztof Chojnowski w starej stacji uzdatniania wody, 19 grudnia 2002 r.
Wiceprezes OPWIk-u Krzysztof Chojnowski w starej stacji uzdatniania wody, 19 grudnia 2002 r. J. Pawłowski
Komisja Rewizyjna Rady Miejskiej zaplanowała na ostatni kwartał ubiegłego roku kontrolę wykorzystania miejskich pieniędzy wydanych na jedną ze sztandarowych inwestycji poprzedniej ekipy rządzącej Ostrołęką - stację uzdatniania wody. Kontrola zaczęła się na początku listopada.

Działania kontrolne i kontakty radnych z zarządem OPWiK-u przypominały neurotyczne kontakty dwojga skazanych na siebie, nielubiących się osób, każda z wysokim mniemaniem o sobie.
Pierwsza wizyta radnych w OPWiK-u. Kontrolerów przywitał prezes Jan Brzozowski z kartką papieru w wyciągniętej ręce. Kartka to opinia prawna sporządzona przez radcę OPWiK-u Barbarę Majkowską. Z opinii wynika, że OPWiK jest spółką prawa handlowego i nic do niej radnym. Kodeks spółek handlowych nie przewiduje możliwości takiej kontroli. Wprawdzie ponad 90 proc. udziałów w spółce OPWiK ma miasto, ale funkcje właścicielskie pełni prezydent, a kontrolować spółkę może poprzez radę nadzorczą, w której ma swoich dwóch przedstawicieli (Romana Balcerzaka i Romana Zwalińskiego).

Umowa cokolwiek niejednolita

Działania kontrolne komisji rewizyjnej w OPWiK-u wykazały też, że w dokumentacji dotyczącej statusu tej, w końcu miejskiej, spółki panuje spory bałagan. Okazało się, że OPWiK i ratusz mają dwie różne wersje umowy spółki. Jednolity tekst trzymany w OPWiK-u głosi, że żaden ze wspólników nie ma prawa do indywidualnej kontroli spółki (jeżeli któryś ze wspólników chce przeprowadzić kontrolę, musi zwołać nadzwyczajne zgromadzenie i ono powinno podjąć uchwałę o działaniach kontrolnych). Tymczasem umowa leżąca w ratuszu zapisu takiego nie zawierała.
- Bardzo mnie zdziwiło, że w 1998 roku wyłączono indywidualną kontrolę przez wspólników - przyznała w czasie sesji Rady Miejskiej 29 grudnia wiceprezydent Agnieszka Mieczkowska. - Podjęłam działania, żeby ten zapis zmienić, ale można go zmienić tylko na najbliższym walnym zgromadzeniu wspólników.
Jak to się stało, że ratusz, w końcu największy udziałowiec ostrołęckich wodociągów, dysponował nieaktualną umową spółki? Zmiana dokonała się po tym, jak pod koniec kadencji 1994-98 do spółki przystąpili nowi udziałowcy: zakłady mięsne i mleczarnia. Zmianę odnotowano w spółkowych dokumentach, ale w ratuszu pozostał stary akt notarialny, który dopiero po pięciu latach od wprowadzenia zmiany (!) wprawił w zdziwienie obecną wiceprezydent.

Pan za szeroko patrzy

To jednak nie koniec osobliwości w tym przedsięwzięciu kontrolnym. Zarząd OPWiK-u, mimo że dysponuje opinią prawną, według której kontrola radnych jest nieuzasadniona, dopuścił komisję rewizyjną do spółkowych dokumentów. W końcu bowiem wszędzie tam, gdzie miasto wydało pieniądze podatnika, radni mają prawo sprawdzić, czy zostały one wydane prawidłowo. Wiceprezes wodociągów Krzysztof Chojnowski skarży się jednak, że zainteresowanie radnych sięgało daleko poza zaangażowanie miasta w stację uzdatniania wody.
- Komisja kontroluje OPWiK nie tylko w tym zakresie - mówi Chojnowski. - Radni z komisji chcą również badać poprzednie przetargi i sprawy nie związane z tą inwestycją. Komisja otrzymała wszystkie materiały, których żądała. Nie widzę przeszkód, żeby ta komisja została dopuszczona do wszystkich dokumentów, które nie są tajemnicą.
Komisja zatem kontrolowała OPWiK, ale przewodniczący komisji rewizyjnej RM Krzysztof Majkowski poskarżył się, że komisji rzucane są kłody pod nogi. Na ostatniej sesji Rady Miejskiej Majkowski zażądał, żeby prezydent przywołał do porządku prezesów OPWiK.
- Wszystkie opinie prawne wskazywały, że kontrola ta jest zasadna. Jako przewodniczący komisji rewizyjnej powiadamiałem prezydenta o podjęciu kontroli - relacjonował Majkowski. - Po czterech czy po pięciu spotkaniach w OPWiK-u okazuje się, że jeden z członków zarządu stwierdza, że ja sobie uzurpuję prawa do rzeczy, do których w istocie nie mam prawa. Dowiedziałem się, że osobie sprawującej funkcję publiczną uzurpującej sobie prawo do zajmowania funkcji nie przypisanej danej osobie grozi kara pozbawienia wolności od... do...
Radny Majkowski nie powiedział po nazwisku, który z członków zarządu OPWiK groził mu więzieniem. Nieoficjalnie wiadomo, że był to wiceprezes Krzysztof Chojnowski. Ten, zaprzeczając jakoby groził, pośrednio potwierdził, że odbył taką rozmowę z radnym Majkowskim.
- Nigdy nikomu nie groziłem w ten sposób - mówi Chojnowski. - Jeśli ktoś tak twierdzi, to niech postawi mi zarzut w protokole pokontrolnym czy w protokołach z poszczególnych działań komisji w OPWiK-u. Na pewno powiedziałem komisji, że nie życzę sobie nieprawdziwych publikacji w mediach przed zakończeniem kontroli. Bo ja się w gazetach nikomu nie skarżyłem na tę komisję. Co zaś się tyczy odpowiedzialności karnej, to sądzę, że każdy ma w domu kodeks karny i ja nie muszę nikomu nic tłumaczyć, a nieznajomość prawa szkodzi. Spółka ma prawo do skarżenia czynności bezprawnych, jeśliby takie wystąpiły.
Radny Krzysztof Majkowski, oburzony, że sugeruje mu się popełnienie przestępstwa, zażądał od prezydenta Ostrołęki, by przywołał do porządku prezesów OPWiK.
- Trzeba przeciąć te wszelkiego rodzaju insynuacje, czy ta komisja jest prawna, czy nie, czy ma prawo wglądu w dokumenty - uważa Majkowski.
Mimo, że nad sprawą kontroli w OPWiK rozgorzała 29 grudnia wśród radnych gorąca dyskusja, prezydent i wiceprezydenci starannie unikali zobowiązania, że uświadomią zarządowi OPWiK, iż musi się poddać kontroli.
- Naprawdę nie wiem, o co panu chodzi - wyrażała zdziwienie wiceprezydent Agnieszka Mieczkowska. - Przecież pan prezydent tyle razy panu powiedział, że komisja, ma pełne prawo kontrolować umowę zawartą przez zarząd miasta poprzedniej kadencji z zarządem OPWiK.
- Ale chodzi o to, żeby prezydent zatelefonował do OPWiK-u i uświadomił zarządowi, że ta kontrola jest zasadna i legalna, bo zarząd spółki wyraźnie tego jak dotąd nie usłyszał - mówił jeden z kontrolujących OPWiK radny Andrzej Kania. Ale wiceprezydent Mieczkowska dała do zrozumienia, że nikt z prezydentów nie będzie uświadamiał szefom wodociągów, że mają poddać się kontroli.
- Mam nadzieję, że pan z takim doświadczeniem i z takimi kompetencjami doskonale sobie sam poradzi. Czekamy na protokół i wnioski - podsumowała dyskusję Mieczkowska.

Powątpiewający kontrolerzy

Wewnątrz komisji kontrolującej OPWiK również nie ma zgody, czy działania kontrolne są legalne. Część radnych, np. Marek Sutnik, Wojciech Zarzycki, Tadeusz Kaczyński, ma co do tego wątpliwości. Radni Sutnik i Kaczyński zażądali 29 grudnia pisemnej opinii biura prawnego ratusza, czym wzbudzili konsternację wśród reszty rady.
Radny Rafał Dymerski zaznaczył, że skoro jest obowiązująca i nie uchylona, czyli legalna uchwała rady o kontroli wodociągów, to żadne opinie prawne nie są potrzebne, bo prawem jest uchwała Rady Miejskiej.
- Jak ktoś utrudnia komisji wykonywanie czynności, to odstępuje się od kontroli, zawiadamia o tym właściciela, a właściciel powinien wyciągnąć konsekwencje wobec utrudniających - oświadczył Dymerski.
- Wszędzie tam, gdzie choćby jeden miejski grosz zainwestowany jest w firmę, np. OPWiK, tam Rada ma prawo sprawdzenia, jak grosz ten został wykorzystany - przypomniała radna Maria Skibniewska.
Wiceprezes OPWiK Krzysztof Chojnowski nadal powątpiewa w zasadność działań komisji, posługując się tymi samymi argumentami.
- Na pierwszych posiedzeniach padały pytania o celowość wybudowania nowej stacji uzdatniania wody. A przecież celowość tej inwestycji zatwierdziła Rada Miejska w poprzedniej kadencji - Chojnowski daje do zrozumienia, że kontrolerzy też podważają obowiązujące prawo lokalne.

Co wykryła komisja?

Po mieście krążą pogłoski o domniemanych nieprawidłowościach, jakie miała stwierdzić komisja: m.in. o źle zorganizowanym zamówieniu publicznym na budowę SUW, o niekompletnej dokumentacji przetargowej, o niedoskonałej technologii uzdatniania a nawet o fałszowaniu wyników badań wody. Członkowie komisji rewizyjnej na razie nie chcą oficjalnie się wypowiadać na ten temat, ale pośrednio potwierdzają, że w protokole pokontrolnym znajdą się zarzuty wobec kierownictwa wodociągów. Radny Majkowski w czasie sesji Rady Miejskiej dał do zrozumienia, że zarząd OPWiK-u ponownie podważył legalność kontroli po tym, jak kontrolerzy wykryli nieprawidłowości.
- Po pewnych sprawach, które po pewnym czasie w OPWiK-u zaczęły się pokazywać, okazuje się, że kontrola jest niezasadna, choć przez trzy posiedzenia było wszystko w porządku - mówi Majkowski.
Wiceprezes OPWiK Krzysztof Chojnowski mówi, że nie będzie dyskutował na ten temat, dopóki nie powstanie protokół z kontroli. Protokół ma powstać jeszcze w styczniu.

Emocje polityką podparte

Na razie trudno jednoznacznie stwierdzić skąd, przy wydawać by się mogło rutynowej kontroli, wzięło się tyle emocji. Jednak na pierwszy rzut oka widać, że konflikt wokół OPWiK-u ma polityczny charakter. Prezesi firmy związani z wpływowym ugrupowaniem Nasza Ostrołęka podważają legalność kontroli. Pozostający w komisji radni Naszej Ostrołęki Sutnik i Zarzycki również publicznie powątpiewają, czy mają prawo kontrolować OPWiK. Z kolei związana z Naszą Ostrołęką wiceprezydent Agnieszka Mieczkowska (pozostająca zresztą w koleżeńskich stosunkach z prezesami OPWiK) starannie unika jednoznacznego poparcia dla kontrolnych działań komisji.
Tymczasem kontrolerzy, wśród których pierwsze skrzypce grają opozycyjni radni Majkowski i Kania, zdecydowanie prą do jak najszerszego zakresu kontroli.
Co ciekawe, to jak będzie wyglądał pokontrolny protokół, również zależy od polityki. W grupie kontrolerów są bowiem przedstawiciele różnych ugrupowań. Już dziś nietrudno przewidzieć, że w głosowaniu nad protokołem polityczni sprzymierzeńcy zarządu spółki, czyli radni Sutnik i Zarzycki, będą bronić OPWiK-u jak niepodległości. Atakować zaś będą radni Kania i Majkowski. Jak zachowają się pozostali kontrolerzy - doprawdy trudno przewidzieć. Niezrzeszony Tadeusz Jarosik wielokrotnie publicznie dawał wyraz swoim zastrzeżeniom wobec miejskich wodociągów. O przedstawicielu SLD w komisji Tadeuszu Kaczyńskim mówi się, że raczej będzie podzielał zastrzeżenia komisji niż bronił zarządu spółki. Podobnie ma się zachować radny Mariusz Popielarz. Jak będzie w rzeczywistości, okaże się jeszcze w tym miesiącu.
Niezależnie jednak od tego jak bardzo polityka przesłoni obiektywizm pokontrolnego raportu, ostatnie wydarzenia w radzie i w OPWiK-u już odniosły ważny dla opinii publicznej skutek. Radni weszli do miejskiej spółki i przejrzeli dokumenty handlowe. Jest to o tyle istotny fakt, że w ostatnich latach o miejskich spółkach w Ostrołęce utrzymywała się powszechna opinia, iż są to zamknięte, rządzące się swoimi prawami instytucje, a prezesi to ludzie nietykalni. Upublicznienie pokontrolnego protokołu powinno pokazać, że tam, gdzie inwestowane są pieniądze podatników, musi być surowy nadzór. A że w przypadku OPWiK-u ów surowy nadzór został zjedzony przez polityczne emocje, to już zupełnie inna historia.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki