Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Mieszkańcy Dalekiego Tartaku wystrajkowali sobie dodatkowe pociągi do Wyszkowa. Nie wiadomo tylko na jak długo

Ewa Pyśk
Pociągów nie oddamy! - krzyczeli ludzie
Pociągów nie oddamy! - krzyczeli ludzie A. Wołosz
Po tym jak PKP Przewozy Regionalne zlikwidowały co drugi pociąg na linii Ostrołęka-Tłuszcz, ludzie w Dalekiem wyszli na tory. Dalekie to miejscowość, w której jedyną publiczną komunikacją są pociągi. Autobusy tu nie dojeżdżają.

W nowym rozkładzie jazdy zlikwidowano kursy, którymi dzieci dojeżdżały do szkół a dorośli do pracy. W efekcie dzieci z podwyszkowskich wsi, zamiast być w szkołach w Wyszkowie na ósmą, miały czekać na lekcje prawie dwie godziny, bo pociąg
przyjeżdża do Wyszkowa kilka minut po godzinie szóstej. Tym samym pociągiem muszą pojechać też pracujący w Wyszkowie i Warszawie na drugą zmianę, kolejne połączenie mają dopiero przed osiemnastą.

Poniedziałek, kilka minut przed godziną szóstą. Kilka kilometrów przed stacją Dalekie, pociąg relacji Ostrołęka-Warsza-wa, ma
przymusowy postój. Na torach ktoś zapalił ognisko. Kolejarze próbują ugasić ogień, ale dopóki ognisko samo się nie wypali, to trudne. Kilka patyków i desek polano benzyną. Ktoś podpowiada, żeby przejechać po ogniu, ale kierownik pociągu nie zgadza się.
- Tam od spodu przecież są oleje, smary - tłumaczy Zbigniew Damięcki.
Po około dwudziestu minutach pociąg rusza. Jak się szybko okazuje, zaledwie na parę minut. W Dalekiem Tartaku na tory wyszli mieszkańcy wsi. Transparenty, kilkadziesiąt zdenerwowanych i, jak nam mówią, zdesperowanych ludzi.
- Nie chcemy nie wiadomo
czego - mówiła nam jedna z organizatorek protestu Małgorzata Jaworska. - Chodzi o to, żeby pociągi logicznie ustawić, a nie, żeby dziecko musiało wstawać o czwartej rano żeby być w szkole po szóstej, bo inaczej nie dojedzie. Mamy tylko dwa połączenia i obydwa są wcześnie rano. Kolejny pociąg jest o kilka godzin później.
- Najpierw szkoły nam zamykali, teraz chcą zabrać pociągi! - oburzała się Joanna Zasłona.
- Walczyliśmy wtedy, będziemy walczyć i teraz.
- A teraz jak dojechać do pracy? - pytał oburzony Edward Wałyniec. - Jak ktoś ma na drugą zmianę, na 14.00 czy 13.00, to też musi tym pociągiem rano jechać. Czekać potem tyle godzin, a potem i tak nie ma jak wrócić, bo pociągu wieczorem już nie ma.
- Moja córka musi wyjechać o 6.10, żeby dojechać do szkoły w Leszczydole - żaliła się jedna z matek. - I co dalej? Jak otworzą szkołę, to dobrze, a inaczej na stacji by musiała czekać. Do domu
by wróciła o 18.00 albo nawet później.
- A jak dzieci mają lekcje na jedenastą, to też tym pociągiem by musiały jechać - krzyczeli wyraźnie zdenerwowani ludzie. - A
przez tyle godzin, i niebezpiecznie dzieciakowi samemu i różne rzeczy do głowy przychodzą...
- Dobrze, że chociaż pani nas wysłucha, bo nikt tak naprawdę nie chce z nami rozmawiać! - mówili nam mieszkańcy Dalekiego Tartak.
- Nie ruszymy się stad, dopóki ktoś z nami nie porozmawia - zapewniała Małgorzata Jaworska.
Na rozmowę z przedstawicielami samorządu województwa, który zamawia w PKP pociągi regionalne, przyszło im długo czekać. Od rana usiłowali dodzwonić się i do Urzędu Marszałkowskiego, i do Mazowieckiego Zakładu Przewozów Regionalnych. W tej ostatniej
instytucji, początkowo protestujących odesłano z kwitkiem, tłumacząc że wszelkie decyzje w sprawie zmian w rozkładzie podejmuje samorząd.
- Będziemy tu stać do skutku - mówiła Małgorzata Jaworska. - Jak będzie trzeba to i jutro, i pojutrze i jeszcze dłużej. Protest poparli kolejarze. - Rozumiemy racje tych ludzi - mówili nam.
- Od czerwca prowadziliśmy rozmowy w sprawie nowych rozkładów jazdy - mówił Ryszard Filochowski, sekretarz zarządu Związku Zawodowego Drużyn Konduktorskich. - Takie zmiany to dla nas zaskoczenie, bo coś innego nam obiecywano. A to też kolejny
krok w kierunku likwidacji kolei. Po tych zmianach przyjdą kolejne, a potem to już wiadomo, co będzie...
- To niszczenie kolei - mówił Krzysztof Dedek ze Związku
Zawodowego Kolejarzy Okręgu Centralnego.
Kiedy przyjechała karetka pogotowia, którą wezwano do zabezpieczenia protestu, ludzie krzyczeli:
- Erka dla kolei!
- Jeszcze potrzeba karawanu pogrzebowego!

Negocjatorzy

Już po pierwszej godzinie protestu do mieszkańców Dalekiego przyjechali wójtowie Mieczysław Pękul z Brańszczyka i Stanisław Jastrzębski z Długosiodła. Wójt Pękul był z protestującymi do godz. 16.00. Protestujący o sytuacji powiadomili też starostę Justynę Garbarczyk. Około 14.00, po interwencji samorządowców do protestujących przyjechał Robert Nowakowski, dyrektor ds. handlowych Mazowieckiego Zakładu Przewozów Regionalnych. Tłumaczenie było jedno: kolej ma za mało pieniędzy, żeby uruchomić dodatkowe połączenia. To, co MZPR otrzymał od marszałka, wystarczyło na cztery pary pociągów. Z marszałkiem Bogusławem
Kowalskim, odpowiedzialnym m.in. za kolej udało się porozmawiać Małgorzacie Jaworskiej.
- Przypominaliśmy, że marszałek obiecywał nam więcej pociągów -
powiedziała nam po rozmowie telefonicznej Małgorzata Jaworska. - I oświadczyliśmy, że nie zakończymy protestu, dopóki nasze żądania nie będą spełnione. Bo chcemy tylko, żeby ktoś tu logicznie pomyślał! Nie chcemy kolejnych ustnych zapewnień, bo wiemy, jak to się kończy. Chcemy oświadczenia na piśmie. Godzina 14.30. Marszałek
zastanawia się, co zrobić. Pismo od marszałka mieszkańcy Dalekiego mieli otrzymać do godziny 16.00. faksem. A że tego urządzenia nie mieli, marszałek decyzję miał przesłać do starostwa, a stamtąd nietypowy kurier - komendant powiatowy policji w
Wyszkowie Wojciech Wujda, przywieźć mieszkańcom. Komendant Wujda, podobnie, jak kilkunastu policjantów byli przy protestujących przez cały czas trwania blokady.

Godzina 16.10. Pisma od marszałka cały czas nie ma. Napięcie rośnie, ludzie stają się coraz bardziej nerwowi, a przede wszystkim rozgoryczeni, bo poczuli się zlekceważeni. 16.20 do starostwa przychodzi faks z decyzją marszałka. Przed 17.00 trafia do protestujących. Marszałek zobowiązał się, co potwierdził podpisem, do uruchomienia dodatkowych pociągów. Zgodnie z nowym rozkładem pociągi mają kursować następująco: wyjazd z Ostrołęki o 4.24, 6.15, 7.57, 12.19, 15.45, 20.28, z Tłuszcza o godz. 7.18, 9.52, 14.23, 16.30, 19.48, 22.02. Bezpośredni pociąg do Warszawy,
który wyjeżdżał z Ostrołęki o godz. 5.17 został skreślony z listy połączeń.

Uruchamiając dodatkowe połączenia marszałek postawił jednak warunek: w nowouruchamianych pociągach będą liczeni podróżni. Jeżeli będzie ich za mało, żeby połączenie okazało się rentowne, pociąg nie będzie jeździł. Protestujący są pewni, że podróżnych będzie wielu.
- Ok. 60, a nawet więcej osób wsiada tu i okolicach - zapewniali.
Połączenia miały być wprowadzone od 15 grudnia. Tego jednak dnia
pociągi kursowały po staremu, czyli według zmienionego rozkładu sprzed trzech dni.

- Otrzymałam zapewnienie, że będzie dzień poślizgu - mówi nam Małgorzata Jaworska. - To ze względów technicznych. Zmiany, które nam obiecano mają być wprowadzone jutro. 16 grudnia. Tego dnia na trasę wyruszyły dwie dodatkowe pary pociągów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki