Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Maszyny ich nie pojednały

anek
Przedstawiciele TMW na obradach Rady Miejskiej. Dwaj pierwsi z prawej to Janusz Smyl i Roman Zyśk
Przedstawiciele TMW na obradach Rady Miejskiej. Dwaj pierwsi z prawej to Janusz Smyl i Roman Zyśk A.Kowalewska
Burmistrz Wyszkowa ma problem. Musi zadecydować, co jest ważniejsze. Czy to, aby gmina zarobiła jak najwięcej na sprzedaży majątku po byłym FSO, czy żeby dawna załoga fabryki zatrudniona obecnie przez prywatną firmę, nadal miała pracę.

O przyszłości majątku po byłym FSO debatowali wyszkowscy radni na nadzwyczajnej sesji 25 października. Przypomnijmy, po bankructwie i wycofaniu się z Polski firmy Daewoo-FSO miasto przejęło wyszkowską fabrykę skrzyń biegów w zamian za podatki od nieruchomości, z którymi fabryka zalegała od kilku lat. Część fabryki wraz z maszynami została tymczasowo wydzierżawiona spółce TMW. Ale miasto chce sprzedać majątek byłego FSO, uzyskać przy tym jak najwyższą cenę i jednocześnie zapewnić w dawnej fabryce pracę dla jak największej liczby osób. Okazuje się jednak, że niełatwo jest to wszystko pogodzić.
Choć radni w dyskusji podczas nadzwyczajnej sesji podsuwali burmistrzowi różne rozwiązania sprzedaży tegoż majątku, ostateczna decyzja w tej sprawie będzie należała do Grzegorza Nowosielskiego. Rada nie przyjęła na sesji żadnego wspólnego stanowiska.
Nadzwyczajna sesja zwołana została na wniosek radnych opozycyjnego Przymierza dla Wyszkowa. Radni ci, zaniepokojeni prasowymi dyskusjami na temat zbycia majątku po byłym FSO, chcieli usłyszeć od burmistrza, co dzieje się w tej sprawie. Burmistrz przy tej okazji miał możliwość dowiedzieć się, co na ten sam temat sądzą radni.
Jeszcze zanim doszło do nadzwyczajnej sesji, załoga firmy TMW na poprzedniej, zwyczajnej sesji 21 września, wręczyła wszystkim radnym petycje, z prośbą m.in. o jak najszybsze decyzje miejskich władz w sprawie FSO. Pracownicy spółki 15 września dostali wymówienia z pracy po tym, jak TMW nie udało się kupić od miasta wszystkich maszyn stojących w fabryce. Spółka kupiła tylko część maszyn. Pozostałe gotowa jest kupić, ale za znacznie niższą cenę, niż chce miasto.
Z końcem października kończy się okres dzierżawy tych maszyn. TMW mówi, że skoro nie udało się ich kupić po korzystnej cenie, to załoga nie będzie miała na czym pracować. Pracownicy dostali więc wypowiedzenia umów o pracę.
Właściciele spółki TMW - Roman i Paweł Zyśkowie - zapewniali radnych, że zwolnienie ludzi to nie żaden szantaż wobec miasta, ale ekonomiczna konieczność. Spółka nie może dalej funkcjonować, nie mając prawa własności hal i maszyn.
- Kto podpisze długoterminową umowę z kontrahentem, który nie jest właścicielem tego, na czym pracuje? - pytali właściele TMW.
- Przez tyle miesięcy decyzja w tej sprawie jest odraczana, podczas gdy my ponosimy comiesięczne wysokie koszty utrzymania i funkcjonowania spółki - tłumaczył radnym Roman Zyśk. - Nie możemy jej zagwarantować pełnego rozwoju z powodu nieuregulowanych spraw własnościowych. Chcemy szybkiej decyzji, obojętnie, jaka to miałaby być decyzja, bo musimy wiedzieć, na czym stoimy.
TMW chce kupić nieruchomości i grunt, który obecnie dzierżawią (ok. 6-7 ha) oraz wszystkie maszyny. Za grunt proponują 1,6 mln złotych, a wszystkie maszyny za 528 tysięcy złotych. Razem nieruchomość z maszynami warta jest więc dla nich około 2,1 mln złotych. Miasto żąda więcej, zwłaszcza za maszyny.
Poza tym właściciele TMW, aby ominąć konieczność przeprowadzenia procedury przetargowej, proponują zamianę działek i dopłatę. Za siedem hektarów na ulicy Pułtuskiej proponują miastu… 400 metrów kwadratowych, ale za to w centrum Wyszkowa. Roman Zyśk twierdzi, że gmina nie będąc jej właścicielem może mieć formalne kłopoty z rozbudową centrum i dlatego uważa swoją propozycję za bardzo atrakcyjną dla miasta.
- Można więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i rozwiązać dwa problemy. Oczywiście różnicę cen pomiędzy działkami wyrównamy, nie chodzi tu bowiem o samą zamianę, ale o znalezienie sposobu na pominięcie procedury przetargowej - tłumaczył Roman Zyśk. - Chcemy tylko móc normalnie pracować i wiedzieć, na czym stoimy, a tworzy się wokół nas jakąś niedobrą atmosferę. Przypominam, że wtedy gdy burmistrz przejmował majątek FSO, rozmawiał na temat produkcji w zakładzie z różnymi wyszkowskimi firmami i przedsiębiorstwami i jakoś nie było chętnych. Jedyną firmą, która się zgłosiła, było TMW. A skoro to taki dobry interes, to firmy powinny ustawiać się w kolejce. Byliśmy jedyną firmą, która podjęła ryzyko i zajęła się załogą, a teraz czyni nam się z tego powodu wyrzuty - mówił Roman Zyśk. Zapewnił również, że TMW w swojej ofercie przetargowej złożonej u burmistrza zagwarantowało pracę załodze na co najmniej trzy lata.

Ludzie chcą pracy

Załoga chce zagwarantowania miejsc pracy, co w ich rozumieniu sprowadza się właściciwie do tego samego, czego chcą właściciele, aby miasto sprzedało TMW część gruntu wraz z wszystkimi maszynami, aby mogli produkować i zarabiać pieniądze. Pracownicy byłego FSO, obecnie zatrudnieni w TMW, czują się naturalnymi spadkobiercami tego majątku i uważają, że z racji ich zaangażowania w sprawę ratowania zakładu oraz przejęcie maszyn, z racji tego, że zrezygnowali z odpraw, pracowali w bardzo trudnych warunkach, powinni mieć prawo do korzystania z tego dobra.
- Istotą tego problemu jest sprawa zapewnienia przyszłości pracownikom byłego FSO, od początku wydawało się nam, że wszystkie nasze wspólne z miastem zabiegi zmierzają do jednego: uratowania zakładu i miejsc pracy, a gdy przychodzi do finału i postawienia kropki nad i, sytuacja nagle zaczyna się komplikować - mówił przedstawiciel załogi Jan Malinowski.
- Nadrzędnym celem całego przedsięwzięcia było przecież ratowanie zakładu i do tego celu, jak mi się wydaje, powinniśmy wrócić - potwierdzał Zygmunt Chrzanowski, szef zarządu spółki. Jego zdaniem to przede wszystkim pracownicy swoimi kanałami związkowymi umożliwili zdobycie maszyn, które za ilekolwiek miałoby miasto sprzedać, uzyskane pieniądze i tak będą swego rodzaju prezentem. Zdaniem Chrzanowskiego parametrem dla oferowanej ceny zakupu nieruchomości z maszynami nie jest wcale to, ile inwestor ma pieniędzy, ale opłacalność całego przedsięwzięcia. Pytani o to, czy część majątku po FSO, której zakupem zainteresowane jest TMW, nie jest za duża jak na potrzeby firmy, właściciele wyjaśniali, że owszem - może chcą w ten sposób zabezpieczyć rozwój firmy, tak aby ewentualnie sąsiedzi nie mogli go kiedyś zablokować.
Zdaniem Chrzanowskiego od początku źle się stało, że w procedurze sprzedaży oddzielone zostały grunty i maszyny, a potem jeszcze maszyny podzielone na pakiety. TMW chce ten błąd naprawić i kupić część nieruchomości wraz ze wszystkimi maszynami.

Co myślą radni

Dyskusja była spokojna, a większość radnych absolutnie zgodna co do tego, że należy chronić wyszkowskie miejsca pracy i wspomagać ich tworzenie. O ile jednak co do idei jest zgoda, to co do jej realizacji - są pewne różnice. Wszystkim radnym zależy, żeby FSO nie podzieliło losów Fabryki Mebli, ale jednocześnie zadaniem radnych jest dbać o finansowy interes gminy.
Generalnie radni byli za tym, żeby pomóc TMW, ale mądrze - jak to określił radny Marek Giziński. Sławomir Wróbel był za tym, aby maszyny sprzedać spółce za możliwie najwyższą wynegocjowaną cenę i rozłożyć ją na raty, w ten sposób godząc interes gminy i pomoc pracownikom. Sprzedaż maszyn w transzach proponował Marek Giziński, proponując również, by TMW ograniczyło nieco teren swojego zainteresowania. Wojciech Chodkowski uważał, że przywileje dla TMW można stosować tylko wtedy, gdy firma będzie dzierżawić maszyny. Gdy zechce je kupić, powinny zadziałać zasady wolnego rynku.
Wiele do powiedzenia na temat FSO miał radny i długoletni pracownik FSO Kazimierz Gołębiewski. Jego zdaniem, nawet jeśli miasto miałoby mniej zarobić, powinno chronić miejsca pracy, natomiast cena maszyn zaproponowana przez TMW wydała mu się zdecydowanie za niska. - Jeśli intencje Winkowskiego są szczere, to starczy miejsca dla obu firm - TMW i Winkowskiego - twierdził radny Gołębiewski.
Dla Ryszarda Marciniaka najważniejsi w tej sprawie wydają się ludzie - załoga TMW i według niego firma, która chce korzystać z przywilejów, musi dać gwarancje zatrudnienia załogi. Adam Warpas tłumaczył, że nie można samorządu traktować jak prywatnej firmy i partnera w biznesie, oczekiwania wobec samorządu nie mogą być więc wygórowane. Jan Malinowski byłby za pomocą dla TMW i ochroną miejsc pracy, ale w pewnych granicach ustępstw.
- Jeśli poddamy tę sprawę grze rynkowej, to przemysłu maszynowego w Wyszkowie nie będzie - ostrzegał.
Krzysztof Arbaszewski uznał, że burmistrz powinien sam podejmować wszelkie decyzje dotyczące majątku po byłym FSO. Jego zdaniem skoro do tej pory Grzegorz Nowosielski nie widział potrzeby konsultowania swoich decyzji z radnymi, nie ma potrzeby czynić tego i teraz. Zwłaszcza że radni mają zbyt mało wiedzy, by zajmować jakiekolwiek stanowiska w tej sprawie. Władysław Dudzik i Władysław Bala decyzję pozostawili burmistrzowi, a Józef Biernacki stwierdził, że zgadza się na to, by burmistrz poszedł na kompromis, jeśli będzie taka potrzeba. Andrzej Błachnio opowiedział się za przejrzystymi regułami gry, twierdząc, że można pomagać TMW, ale z zachowaniem zasad praworządności i był przeciwny, aby zamienić ten teren za czterystumetrową działkę, jak proponuje TMW. Dla Danuty Kukwy problem FSO to tak naprawdę nie sprawa załogi, tylko biznes między gminą a TMW, a radny Łysik oburzony był stawianiem radnych pod ścianą i jego zdaniem interes samorządu należy stawiać wyżej, niż prywatnej firmy.

Ja też chętnie przyjmę pomoc!

Poinformował burmistrza i radnych przysłuchujący się obradom mężczyzna, który jak chwilę później poinformował, jest miejscowym przedsiębiorcą z branży budowlanej, zatrudniającym około stu osób z Wyszkowa i okolicy.
- Bardzo się cieszę, że samorząd chce wspierać lokalnych przedsiębiorców, chciałbym tylko, żeby ta pomoc dotyczyła wszystkich i aby jasno określone zostały kryteria, jakie trzeba spełnić, żeby ją otrzymać, bo ja również byłbym nią zainteresowany - nikt z zebranych nie odważył się odmówić mu słuszności.
W tej chwili zainteresowane inwestowaniem w majątek po byłym FSO są dwie firmy - TMW i Winkowski - wynika z informacji burmistrza. Grzegorz Nowosielski chciałby, aby możliwe było pogodzenie interesów obu i zatrzymanie na miejscu dwu firm gwarantujących wyszkowianom zatrudnienie i w tym kierunku będzie działał - zapewnił burmistrz.
Burmistrz ponownie podjął rozmowy z TMW na temat sprzedaży maszyn. Pierwsze spotkanie 26 października nie zakończyło się żadnymi ustaleniami. Choć TMW zaproponowało wyższą cenę, nie była ona na tyle wyższa, żeby doszło do porozumienia. Kolejne spotkanie zaplanowano na 2 listopada.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki