MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Małżeńscy weterani

(ar)
Złote gody par małżeńskich w ostrowskim USC obchodzone są zawsze niezwykle uroczyście. W tym roku burmistrzowie Mieczysław Szymalski i Jerzy Pawluczuk oraz kierowniczka USC Wiesława Wiśniewska składali życzenia 28 "złotym parom", z zaproszonych 40, które przybyły do ratusza 17 maja.

- Takie związki jak wasze są opoką dla całego społeczeństwa, na wytrwałej, zwartej i zgodnej rodzinie zasadza się życie narodu. Do zjednoczonej Europy powinniśmy wnieść między innymi siłę więzi polskich rodzin - mówił burmistrz Szymalski, życząc jubilatom zdrowia, pogody ducha i wspólnego doczekania diamentowych godów.
Po większości par nie widać było ani zmagań z czasem, ani z trudami życia, choć - jak mówili - różnie w tej wspólnej drodze bywało.
Czego potrzeba, by przeżyć razem 50 lat? - Wytrwałości, innego spojrzenia na wspólne życie, wzajemnego zrozumienia - mówi Halina Pasztaleniec
- To jest tak, jak by się jednymi drzwiami wchodziło, a zupełnie innymi wychodziło. A wszystko i tak z wiatrem przemija - dodaje jej mąż Stefan. - Mamy dwóch synów, troje wnuczków. Staramy się pomagać sobie nawzajem, bo bez tego żadna rodzina nie przetrwa.
- Musi być wzajemne zrozumienie, a najlepiej, kiedy jedna osoba potrafi prowadzić do zgody. U nas ja jestem bardziej uległa, zgodna, mąż jest bardziej uparty - mówi Zofia Brzostek.
- Musiałem 50 lat temu trzy miesiące na nią czekać, byśmy mogli wziąć ślub, bo była sześć lat ode mnie młodsza, nie miała osiemnastu lat i proboszcz ślubu dać nie chciał. A potem musiałem ją wszystkiego uczyć - od palenia w kuchni po gotowanie. Różnie bywało, raz na wozie, raz pod wozem, ale żona wszystko jakoś łagodziła - przyznaje Kazimierz Brzostek.
- Bo nie można robić nigdy problemu z byle czego - mówi pani Zofia.
Razem wychowali dwoje dzieci, a teraz największą radością jest maleńka prawnuczka, Weronika.
Bronisława i Ryszard Morawscy, teściowie burmistrza Pawluczuka, poznali się pod Warszawą, oboje pracowali w leśnictwie, potem z racji pracy wędrowali po całej Polsce, zanim osiedli w rodzinnych stronach męża, w Ostrowi.
- Kiedy jedno drugiemu pomaga i go rozumie, wszystko łatwiej znosić. Kiedy jest wspólna mądrość, kiedy jest się dobrymi Polakami, którym rodzina i kraj leży na sercu, łatwiej żyć. Kiedy w rodzinie panuje zgoda, to jest po prostu niebo na ziemi - mówi pani Bronisława.
Państwo Morawscy dochowali się córki i syna oraz pięciorga wnuków. Z utęsknieniem czekają na prawnuków.
Barbara i Andrzej Słupkowie tryskają energią. Mówią, że w tym wspólnym maratonie potrzeba przede wszystkim miłości, zrozumienia i wytrwałości.
- Ja działałem zawsze zawodowo i społecznie, żona aktywnie udzielała się w domu, bo piątka dzieci tego wymagała - mówi pan Andrzej.
- Ważna jest siła kompromisu. Trzeba zgodnie ciągnąć ten wspólny wózek, bo jest dla kogo. Mamy pięcioro dzieci, wiele wnucząt, troje prawnucząt. Jest się czym cieszć, ale też jest się czym martwić - bo przyszłość naszych wnuków i prawnuków napawa nas jednak w dzisiejszych czasach niepokojem. Ale kiedy rodzina jest silna miłością, ze wszystkim można się uporać - uważają państwo Słupkowie.
Złote pary otrzymały prezenty od Urzędu Miasta, dyplomy od prezydenta Polski. A śpiewali im "Sto lat" i nie tylko młodzi soliści i seniorzy z MDK.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki