Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Makowski Kotański

Marta Nożyńska
Tadeusz Wojtaszak z podopiecznymi
Tadeusz Wojtaszak z podopiecznymi Fot. M. Nożyńska
Tak nazywają w Makowie Tadeusza Wojtaszaka, który od kilku tygodni poświęca większość swego czasu kilkudziesięciu młodym ludziom. Twierdzi, że jeśli ktoś powie, iż młodzież jest zła i nie można jej zaufać, roześmieje mu się w twarz. - To dorosłych trzeba wychować - przekonuje.

Tadeusz Wojtaszak z podopiecznymi
(fot. Fot. M. Nożyńska)

W Tygodnikowej rubryce "Co nas boliŐ systematycznie pojawiają się skargi na młodych ludzi, wystających pod blokami. Za głośno rozmawiają, śmiecą, plują..., strach wejść do bloku - skarżą się nasi czytelnicy. Są bezsilni. Nie pomagają prośby i groźby. Tadeusz Wojtaszak z Makowa, zamiast narzekać, pomyślał, dokąd wysłać młodych, gdzie mogliby się spotkać blisko domu. O utworzenie klubu zaczął zabiegać już w lutym.
W sierpniu, w piwnicy czwartej klatki bloku przy ul. Gen. Pułaskiego 2 w Makowie, zwanego "domem chłopa" i otwarto klub o nazwie G.Pu. Obecnie liczy dwudziestu sześciu stałych członków i około dziesięciu tzw. dochodzących. Są to uczniowie podstawówki, gimnazjum i szkoły średniej, mieszkający nie tylko w "domu chłopa". 12 sierpnia pisaliśmy w TO o młodzieżowym klubie, który powstał w Makowie na osiedlu Południe i zapowiadaliśmy wówczas, że trwają starania o otwarcie kolejnego klubu w "domu chłopu". Na inicjatywę młodzieży zgodziło się 48 lokatorów spośród sześćdziesięciu. Pomysł utworzenia klubu w piwnicy poparł też zarząd spółdzielni "Jubilatka". Młodzież pomalowała piwnicę i przyniosła z domu własny sprzęt.
Opiekunem młodzieży jest mieszkaniec czwartej klatki Tadeusz Wojtaszak, mężczyzna 54-letni, pracujący jako agent ubezpieczeniowy, były marynarz.

Obowiązują twarde zasady

W klubie panują rygorystyczne zasady, opracowane przez klubowiczów i opiekuna. Na pierwszym miejscu stoi nauka. W klubie nie wolno palić papierosów.
- Gdyby nawet sam prezydent chciał, to nie może wejść do klubu z papierosem - mówi pan Tadeusz, który sam pali, ale do klubu z papierosem nie wchodzi.
Godzina wagarów spędzona w klubie równa się jego zamknięciu na trzy dni, zaś przebywanie w nim pod wpływem alkoholu i środków odurzających grozi zamknięciem klubu na tydzień. Za używanie wulgarnych słów klubowicz ponosi karę wykonania dwudziestu pompek lub wrzucenia dwudziestu groszy do klubowej skarbonki. Do klubu można przychodzić tylko za zgodą rodziców. Raz w miesiącu odbywa się zebranie jego stałych członków. Na ostatnim rozmawiano m.in. o samodyscyplinie. Na jedno z kolejnych zaplanowana jest dyskusja o tym, jak przestać palić papierosy, a także spotkanie z osobą, która wyszła z narkomanii, by uświadomić młodzieży, do czego prowadzi to uzależnienie.
- Jedziemy na pełnym zaufaniu: moim do młodzieży, młodzieży do mnie - twierdzi pan Tadeusz.

To wspaniała młodzież

O swoich podopiecznych mówi:
- To wspaniała, ambitna młodzież, która nie ma dokąd iść. Czasami mnie zdenerwują. Wtedy robię rundę dookoła bloku i mi przechodzi. Nieraz proszę o to, by ktoś coś zrobił i słyszę słowo "zaraz". Działa to na mnie jak płachta na byka.
Opiekun zaangażował się w działalność klubu do tego stopnia, że poświęca mu wiele godzin dziennie. Był z młodzieżą na czterodniowym obozie w Brzuzem. Zdaje comiesięczne sprawozdania z działalności klubu spółdzielni, odwiedza urzędy i osoby prywatne, prosząc o pomoc, czuwa nad młodymi klubowiczami.
- Bardzo dobrze układa mi się współpraca ze spółdzielnią mieszkaniową - mówi Tadeusz Wojtaszak. - Spółdzielnia dała nam m.in. farbę i ławy, obiecała dalszą pomoc. Dobrze współpracuję z panią Agatą Lawrentz z Urzędu Miejskiego, z domem kultury, który załatwił korepetytorki dla młodzieży. Od burmistrza dostaliśmy stół, ze starostwa komputer. Właściciel tartaku dał nam za darmo drewno, z którego chłopaki zrobili budę dla bezdomnego psa, a teraz będą budować karmniki. Chcielibyśmy mieć siłownię. Dobrze byłoby, aby przynajmniej raz w miesiącu młodzież pojechała na basen. Szukam w związku z tym ludzi dobrej woli, dzięki którym te wyjazdy mogłyby się odbywać.
- Pan Tadeusz przychodzi do nas - twierdzi Bożena Pawłowska, dyrektorka MDK-u. - Udostępniamy mu telefon, przepisujemy różne teksty, rozmawiamy, zapraszamy na szkolenia. Myślę, że ten człowiek wziął się za trudną, ale bardzo pożyteczną dla środowiska sprawę. Stworzył warunki młodzieży, żeby jak najlepiej spędzała wolny czas. Nie traktujemy go jako konkurencji, wręcz przeciwnie, jesteśmy zadowoleni, że możemy mu pomóc.

Korepetycje w podziemiu

Komputer, szachy, a nawet budowa budy dla bezdomnego zwierzęcia, schodzą na dalszy plan, gdy w grę zaczyna wchodzić nauka. Klubowicze mają się przede wszystkim uczyć. Nauczycielki Teresa Kaniewska, Janina Albert, Jolanta Włoczkowska i Krystyna Gronowska pomagają nadrabiać zaległości w jezyku polskim, matematyce i chemii. Robią to za darmo.
- Wolę uczyć się w piwnicy niż w domu - mówi jeden z chłopców. - W domu nie chce mi się odrabiać lekcji, a tu przychodzę. Inni odrabiają, więc i ja zaczynam.
- Całe życie pracowałam w szkole - mówi emerytowana nauczycielka matematyki Teresa Kaniewska. - Kocham ten zawód. Nie przypuszczałam, że po odejściu na emeryturę będę mogła swoją wiedzą jeszcze komuś pomóc. Spotkałam grupę, która tej pomocy potrzebuje. Ci uczniowie są poniekąd zagubieni, a klub jest miejscem, w którym czują się bardzo dobrze. Przy tym i ja się wspaniale z nimi czuję. Jesteśmy sobie bliscy, panuje tu serdeczna atmosfera. Kiedy z tą propozycją zadzwoniła do mnie pani Maria Zielonka z domu kultury, nie zastanawiałam się ani chwili. Od razu powiedziałam "tak". Teresa Kaniewska - podobnie jak Jolanta Włoczkowska, nauczycielka polskiego w LO w Makowie i Janina Albert, nauczycielka chemii w LO w Makowie - przychodzi raz w tygodniu do klubu i tu udziela lekcji. Krystyna Gronowska uczy młodzież matematyki w budynku ZHP.

Aby nie przeszkadzali

Opiekun mówi, że słyszał, że niektórzy mówią na niego "makowski KotańskiŇ.
- Chciałbym być takim wspaniałym człowiekiem, jakim był Marek Kotański, chciałbym mieć jego siłę przebicia. Nie sądzę, żebym zasługiwał na to określenie. Nie wzoruję się na nikim. Po prostu robię to, co podpowiada mi serce - mówi skromnie pan Tadeusz.
Według opiekuna, zmienia się stosunek mieszkańców bloku do klubu.
- Ludzie z naszej klatki przekonują się do klubu - mówi. - Słyszę ich pozytywne opinie. Niektórzy nam pomagają. Są jednak i niezadowoleni. Ostatnio odezwały się głosy sprzeciwu z sąsiedniej klatki. Ale cokolwiek człowiek by zrobił, zawsze znajdzie się ktoś, komu się to nie spodoba.
- Jestem za klubem - mówi mieszkanka klatki, w której się on mieści i matka dziecka, które jest członkiem klubu. - Z drugiej strony jestem czujna i gdyby coś złego się działo, zabieram z klubu dziecko. Podziwiam Tadeusza. Jeśli będzie trzeba, może on liczyć na moją pomoc. Czasami go stopuję. Mówię, żeby trochę zwolnił, bo za szybko może się wypalić. Podjął się trudnego zadania. Ciężko być wychowawcą i kumplem jednocześnie.
Żadna oficjalna skarga na klub nie wpłynęła ani do spółdzielni, ani na policję. Policjanci odebrali jedynie jedno anonimowe zgłoszenie. Ktoś powiedział, że w klubie źle się dzieje. Dzielnicowy, który się tam udał, nie stwierdził łamania prawa i nie miał uwag.
Klubowicze mówią, że są wdzięczni swojemu opiekunowi za to, co robi.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki