Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Łzy i uśmiechy Wiesławy i Moniki

Anna Suchcicka
- Najpierw zauważyłam, że robi się coraz mizerniejsza. Myślałam, że to jakiś szkolny stres, ale Monika zaczynała się stawać z każdym dniem coraz szczuplejsza i zaczęła się jakoś tak dziwnie poruszać. Poszłam do lekarza - opowiada mieszkająca w Obrębcu w gm. Czernice Borowe, Wiesława Czaplicka.

- Pani doktor nakazała ją dobrze odżywiać i przez trzy tygodnie trzymała ją w domu. Kiedy po tym czasie okazało się, że nie przytyła ani deko, doktor postanowiła zrobić jej wszystkie badania i wysłała do Ciechanowa. Z Ciechanowa zawieźli ją do Warszawy do szpitala na Banacha i tam okazało się, że ma postępujący zanik mięśni.
Był rok 1996. Monika miała 11 lat.

Każdy dzień za krótki
Z drogi nie widać biedy ani choroby. O nieszczęściu i trudach dnia codziennego rodziny Czaplickich mówi jedynie stojący na betonowym podjeździe inwalidzki wózek.
- Mamy samochód, a Monika jest zawsze uśmiechnięta. Ludziom wydaje się, że prawdopodobnie jest nam dobrze i wszystko jest w porządku - potakuje Wiesława Czaplicka i oprowadza po swoim gospodarstwie. Mały murowany domek dzielą dwie rodziny. Wiesława, jej 84-letnia mama, 18-letni syn Radek i 19-letnia córka Monika w murowanym domku mają sypialnię i łazienkę. Ich kuchnia i pokój dzienny znajduje się w oddalonym o kilkadziesiąt metrów drewnianym baraczku. Wiesława, która musi przenosić Monikę do łazienki na rękach, od lat marzy o rozbudowie domu. Nie chce wiele, wystarczyłby pokój dzienny dla Moniki, z którego sama mogłaby się dostać do łazienki.
- Najbardziej nas przeraża okres jesienno-zimowy - zamyśla się Wiesława i opowiada o swojej codzienności. Zimą wstaje po godz. 5.00. Rozpala w piecu, karmi psa i kaczki, a potem biegnie do Moniki. Pomaga jej się ubrać, prowadzi do łazienki, pomaga w toalecie, przygotowuje śniadanie, zawozi córkę do szkoły, robi obiad, odbiera Monikę ze szkoły... Wiesława po prostu jest na każde zawołanie córki.
- Moje sprawy się nie liczą. Muszę dbać o jej zdrowie i o to by była zadowolona, by miała wszystko, czego potrzebuje. Ludzie się dziwią, że Monika mimo choroby jest zawsze uśmiechnięta i dobrze wygląda, ale ci, którzy znają tę chorobę, wiedzą, ile trzeba włożyć wysiłku w codzienność - mówi Wiesława, która zrezygnowała z pracy zawodowej, gdy tylko dowiedziała się o chorobie córki. Najpierw dowoziła Monikę do szkoły rowerem i szukała u lekarzy i bioenergoterapeutów otuchy i nadziei na ozdrowienie. Potem wzięła z PFRON-u pożyczkę na samochód. Zrozumiała, że na wyleczenie raczej nie ma szans. Ale nadal walczy. Już nie o powrót córki do zdrowia, ale o zahamowanie choroby.
- Marzę, by jej choroba już nie postępowała, by zostało chociaż tak jak jest. A dla siebie? Żebym już nie musiała wciąż przechodzić przez podwórko z pomieszczenia do pomieszczenia. By jakoś mieszkać - wyjawia Wiesława, którą czasem zawodzi optymizm. Wówczas zamyka się w kąciku, roni kilka łez, a potem z uśmiechem wraca do bliskich. - Na łzy zresztą nie ma czasu. Pod opieką mam Monikę i 84-letnią schorowaną matkę. Przy nich każdy dzień jest za krótki - macha lekceważąco ręką Wiesława, która złe dni stara się rozładowywać żartami.

Wiek marzeń i możliwości
Monika uczy się w technikum ekonomicznym w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Przasnyszu. Jest jedną z najlepszych uczennic.
- Niektórzy mówią, że mam dobre oceny tylko ze względu na chorobę. Mówią, że z litości. Ale tak nie jest - podkreśla Monika, przyszłoroczna maturzystka nieśmiało marząca o studiowaniu: - Myślałam o psychologii, ale chyba się nie nadaję. Chciałabym mieć styczność z pacjentami. Myślałam o rehabilitacji, ale nie dam rady, nikogo nie podłączę, nie wymasuję... - zastanawia się Monika, a Wiesława wyjaśnia: - Monika ma 19 lat, jest w wieku, w którym zaczyna się realizować marzenia. Rok temu bardzo chciała zrobić prawo jazdy. "Ja sobie samochód przystosuję i będę jeździć" - mówiła, a ja myślałam, że żaden lekarz nie wyda jej zezwolenia i odwlekałam: "później, później" i jakoś tak stopniowo udało mi się jej to wyperswadować. Potem zaczęła marzyć o studiach dziennych. Chciała iść na psychologię, ale teraz, gdy dowiedziała się, że z pierwszą grupą inwalidzką nie będzie mogła pracować, nieco się podłamała.
W tym wypadku mama jednak namawia córkę na studiowanie.
- Bo jak zostanie w tym domu, będzie jej ciężko, będzie jej brakowało kontaktu z innymi ludźmi - uważa Wiesława, która chcąc podtrzymać marzenia córki, przypomina jej, że zawsze można pracować na czarno.

Trzy kilogramy szczęścia
Przasnyszanie znają sytuację Moniki dzięki akcjom Tomasza Ulatowskiego, nauczyciela z ZSP w Przasnyszu. W grudniu ubiegłego roku, w czasie spotkania opłatkowego Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Przasnyskiej Ulatowski prosił o pomoc w stworzeniu lepszych warunków lokalowych dla Moniki.
- Dużym udogodnieniem dla tej rodziny będzie, jeśli pokój dzienny Moniki będzie blisko łazienki - informował. - Może ktoś mógłby dać trochę materiałów budowlanych, może jakąś futrynę...
Dotychczas jednak sytuacja mieszkaniowa Czaplickich pozostała bez zmian. Mieszkańcy Markotu zaoferowali pomoc w budowie, ale nadal brakuje materiałów za ok. 20 tys. zł. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy Przasnysza są bez serc. Wręcz przeciwnie. Dzięki szkolnym i ulicznym zbiórkom w maju Monika była na zabiegu na Ukrainie.
- Zabieg miał być w czerwcu, ale nagle przyszedł faks, że termin może być wcześniejszy. Miałyśmy wówczas pieniądze na zabieg, ale nie było na przelot. Napisałam do dyrektor LOT-u i poprosiłam o zniżkę - wspomina Wiesława, której w ten sposób udało się zmniejszyć koszt podróży o 50 proc. Do Charkowa na Ukrainę poleciały 9 maja. Po tygodniu zastrzyków Monika nie tylko przytyła trzy kilogramy, ale także poczuła się silniejsza. - Lekarze twierdzą, że nie należy się spodziewać jakichś rewelacyjnych zmian, nic nam nie obiecują, ale Monika wygląda o wiele lepiej, więc to leczenie poszło chyba w dobrym kierunku. Mam nadzieję, że po kolejnym zabiegu, który Monika ma mieć zimą, będzie jeszcze lepiej - cieszy się Wiesława i za naszym pośrednictwem dziękuje wszystkim darczyńcom.

Osoby, które chciałyby pomóc Monice finansowo, mogą dokonywać wpłat na konto: Fundacja Dzieciom "Zdążyć z pomocą" PKO BP XV Oddział Warszawa, 9310201156123112454, z dopiskiem "Pomoc, leczenie, rehabilitacja Moniki Czaplickiej". Można też kontaktować się z rodziną Czaplickich osobiście lub telefonicznie: adres: Obrębiec 27 06-415 Czernice Borowe, tel. (0-23) 676-21-18.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki