Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Lubię niezależność

Rozmawiała Aldona Rusinek
Anita Kurowska
Anita Kurowska A. Rusinek
Rozmowa z Anitą Kurowską, dyrektorką Społecznego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Makowie Mazowieckim, kobietą pełną inicjatyw.

Jest Pani dyrektorem placówki wychowawczej dla dzieci, które wymagają specjalnej troski. Potrzebna do tego jest nie tylko wielka odpowiedzialność, ale także wrażliwość i odporność psychiczna.
- To prawda, na pewno nasze dzieci wymagają szczególnej uwagi i szczególnej wrażliwości. Przekonałam się o tym przez 14 lat pracy w ośrodku. Kiedy podejmowałam tutaj pracę po ukończeniu pedagogiki specjalnej, nie myślałam, że zostanę w tej placówce tak długo. Bardzo chciałam pracować w zakładzie poprawczym. Miałam praktyki w poprawczaku dla dzewcząt w Falenicy, poznałam zakład w Studzieńcu. Chciałam pracować z młodzieżą trudną, niedostosowaną społecznie. Ale z makowskiego ośrodka brałam stypendium, które musiałam przez dwa lata odpracować. Przyszłam więc tutaj i zostałam, czego oczywiście nie żałuję, bo praca z dziećmi specjalnej troski stawia wielkie wymagania, ale jednocześnie daje ogromne możliwości i przynosi wiele satysfakcji. W pełni się w tej pracy odnalazłam.
O ile mi wiadomo, nie ogranicza się Pani tylko do piastowania funkcji dyrektorki ośrodka.
- Kieruję placówką od siedmiu lat. Ale od kilku lat zaangażowana jestem także w międzynarodowy ruch Olimpiad Specjalnych. Przez wiele lat byłam prezesem Ostrołęckiego Oddziału Olimpiad Specjalnych, a potem wiceprezesem Mazowieckiego Oddziału. Zorientowałam się, że dzieci upośledzone umysłowo, nawet w lekkim stopniu, mają ogromnie zaniżone poczucie własnej wartości. Bo intelektualnie nigdy nie dorównają zdrowym dzieciom. Mogą natomiast wyrównać szanse poprzez sprawność fizyczną. Takie możliwości daje sport. Dlatego zaangażowałam się w Olimpiady Specjalne, bo stwierdziłam, że w ten sposób możemy dla naszych dzieci zrobić najwięcej. Jeździmy na przeróżne zawody sportowe i dzieci odnoszą sukcesy, które je bardzo dowartościowują. Pamiętam, jedna z wychowanek, dziewczynka ze średnim upośledzeniem umysłowym, zdobyła medal na takich zawodach. Wręczał go jej prezydent Havel. Ona była tak szczęśliwa. Mówiła do mnie potem: nie jestem chyba taka głupia, jeśli zwyciężyłam w zawodach i pan prezydent wręczał mi medal. Myślę, że taka świadomość jest bardzo ważna dla naszych wychowanków.
Jest Pani także współzałożycielką i prezesem Aeroklubu, który powstał w Przasnyszu. Skąd ta pasja do maszyn latających?
- Także z chęci tworzenia nowych szans dla dzieci. Dyrektorem Mazowieckiego Zarządu Olimpiad Specjalnych była Barbara Czempińska. Oboje z mężem gen. Radoslawem Czempińskim zaangażowani są bardzo w aerosporty. Kiedyś zgadaliśmy się, że ten sport uchodzi za taki elitarny. Pomyśleliśmy jednak, dlaczego wśród naszych dzieci nie można by, na miarę ich możliwości, rozwijać takich pięknych zainteresowań. Mamy przecież doskonałe lotnisko w Przasnyszu, które można zrobić przyjazne dzieciom. Dzięki zaprzyjaźnionym pilotom szybowcowym z Olsztyna udało się zorganizować podniebne wycieczki dla dzieci. Udało się też zebrać zapaleńców do zorganizowania Aeroklubu. Dziś liczy on 75 osób, działających w czterech sekcjach - paralotniowej, szybowcowej, samolotowej i modelarskiej. Przasnyskie lotnisko poświęcił w ubiegłym roku prymas Glemp, który został honorowym członkiem naszego klubu. Staram się wciągać w ten piękny sport wychowanków - latali samolotami, a niektórzy szybowcami i wznosili się balonem. Brali udział w zawodach latawcowych, chcemy uruchomić klub modelarski. Myślę, że dla nich to wielka frajda.
n Sama także lubi Pani latać?
- Lubię latać szybowcami i na motolotni. Na motolotni człowiek czuje się jak Ikar, zmaganie z pędem powietrza daje wrażenie pędu do wolności. Ale najbardziej zachwyciły mnie loty balonem, choć pierwsza próba zakończyła się awaryjnym lądowaniem na kartoflisku. Balon to coś niesamowitego - wielka cisza, spokój i piękne widoki. Latam oczywiście jako pasażer. Aeroklub to dla mnie piękna przygoda i kolejny etap życia, choć pewnie zaraz zajmę się znów czymś nowym.
Właśnie została Pani wiceprezesem Fundacji Edukacja i Rozwój, tym razem skierowanej na dzieci zdolne.
- Tak i mam zamiar zaangażować się w pracę tej fundacji, bo uważam, że młodzieży z małych środowisk trzeba tworzyć jak największe szanse rozwoju. Fundacja nastawiona jest przede wszystkim na naukę języków obcych, ale nie tylko. Ma zamiar promować wszelkie cenne inicjatywy edukacyjne. Mam nadzieję, że uda nam się pozyskać dla tych celów licznych przyjaciół.
Często mówi Pani o przyjaciołach, którzy pomagają Pani realizować różne przedsięwzięcia. Czy przyjaźń pomaga w życiu, czy jest dla Pani ważna?
- Bardzo pomaga. Dzięki zaprzyjaźnionym ludziom o wiele łatwiej jest mi organizować różne sprawy dla naszego ośrodka. Osobiście też bardzo sobie cenię przyjaźnie. Staram się jednak słowem przyjaciel nie szafować, ale mam kilku naprawdę niezawodnych przyjaciół. Prawdziwa przyjaźń bardzo zobowiązuje i jest dla mnie jedną z najważniejszych w życiu rzeczy.
Czy ma Pani jakieś inne pasje, poza pracą z dziećmi i lataniem?
- Uwielbiam podróżować. Każdy urlop staram się spędzić w jakimś nieznanym zakątku świata. Fascynują mnie inne kultury, inna ludzka mentalność. Uważam, że podróże bardzo kształcą i wzbogacają człowieka. Uczą także tolerancji. Podróżuję zawsze z córką i są to najwspanialsze chwile mojego życia. Mieszkam z mamą w małym mieszkanku. Powinnam pomyśleć o jakimś większym, samodzielnym mieszkaniu. Ale nie potrafię nic odłożyć. Zawsze wybieram kolejny wyjazd w nieznane. Poza wszystkim najlepiej odpoczywam daleko od Makowa, od służbowych obowiązków, z głuchym telefonem komórkowym.
Jak poza tym lubi Pani spędzać wolny czas?
- Ze mną jest trochę dziwnie. Jestem zodiakalnym Rakiem - więc uwielbiam domowe zacisze, gorącą kąpiel, dobrą książkę i muzykę. Ale z drugiej strony ciągnie mnie wir życia, muszę wciąż coś robić. Lubię więc także odpoczywać aktywnie. Chyba powinnam być zodiakalnym, takim rozdwojonym Bliźniakiem.
Jakie cechy ułatwiają Pani życie?
- Jestem osobą bardzo otwartą i szczerą. Mam w sobie także wiele empatii, która pozwala mi łapać szybko kontakt z ludźmi. Zajmowałam się trochę psychoterapią, pracując z ludźmi uzależnionymi i wtedy nauczyłam się cierpliwie słuchać innych. To także bardzo mi pomaga. Ale z drugiej strony, jestem wobec ludzi dosyć wymagająca, cenię bardzo kompetencje. Stąd sama wciąż podnoszę kwalifikacje - po studiach ukończyłam rehabilitację na AWF, wydział zarządzania i administracji na UW, studium teologiczne. Wszystko to bardzo pomaga mi zarówno w pracy, jak i w kontaktach z ludźmi.
A jakie cechy przeszkadzają Pani w życiu?
- Jestem okropną bałaganiarą. Czasami strasznie mi to utrudnia życie, w takich zwykłych, drobnych sprawach. A jak wiadomo, życie składa się z drobiazgów.
Jaka Pani zdaniem powinna być kobieta współczesna?
- Niezależna, samodzielna, z poczuciem własnej wartości. Ale jednocześnie bardzo ciepła, wrażliwa, kobieca.
Czego się Pani w życiu najbardziej boi?
- Nieprzewidywalności losu. Lubię zawsze panować nad sytuacją...
Pani marzenia?
- Nie mam szczególnych marzeń. Uważam, że jeżeli zdrowie człowiekowi dopisuje, jeżeli żyje w pojednaniu z sobą samym i z Bogiem - to wszystko właściwie może osiągnąć.
Wczoraj kobiety obchodziły swoje święto. Czego życzyłaby Pani innym kobietom?
- Wiary w siebie i tego, by potrafiły żyć pełnią własnego życia i własnych pragnień.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki