MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Liszki zaatakowały dom

Mieczysław Bubrzycki
Liszki pod parapetem okna
Liszki pod parapetem okna Fot. M. Bubrzycki
- Niech pan przyjedzie, bo lichy zjadły już wszystkie liście na drzewach i już atakują dom - głos Gabriela Majkowskiego z Borut koło Sypniewa nie wskazywał na to, że to jakiś telefoniczny żart. Do Borut jechałem z niewiarą. Osłupiałem, gdy zobaczyłem dom Majkowskiego.

Liszki pod parapetem okna
(fot. Fot. M. Bubrzycki)

Na drzwiach wejściowych do domu Gabriela Majkowskiego i na murze domu siedzą niezliczone ilości włochatych liszek różnej wielkości, czarnych i brązowych. Na schodach też ich pełno, część porozdeptywana. Liszki są także w domu. Łażą po ścianach, meblach i po ludziach.
- Po tych liszkach mocno swędzi - przekonuje 5-letnia Wioletka i pokazuje zaczerwienione ramiona.
To, co jest przy drzwiach, to jeszcze nic. Od strony wysokich na trzy piętra drzew na ścianach domu są tysiące liszek. Ciągną do cienia, pod parapetami okien, gdzie słońce chwilowo nie dociera, liszka siedzi na liszce. Są nawet na kominie. Na ziemi nie sposób postawić stopy, żeby nie rozdeptać choć jednej liszki.
Drzewa rosnące jakieś 8-10 metrów od domu są jakieś nienaturalne, jak na tę porę roku. Jest ich dwadzieścia, ale czegoś im brakuje. Po chwili uświadamiam sobie, że mimo późnej wiosny i 30-stopniowego upału, drzewa są zupełnie ogołocone z liści. Liście nie opadły na ziemię, jak jesienią, ale zamiast nich są jakieś ażurowe cienie liści. Tylko gdzieniegdzie do nerwów liścia, których liszki najwyraźniej nie lubią, przylega nieduży fragmencik niezjedzonej blaszki. Ale to naprawdę wyjątki. Liszki zżarły prawie wszystko.
Zaraza przyszła szybko, niespodziewanie i nie wiadomo skąd.
- W tamtą niedzielę drzewa były jeszcze zielone - mówi Gabriel Majkowski, rolnik. - Przez parę dni zżarły liście, a teraz dobierają się do domu. Sam pan widzi, co się dzieje...
H
Liszki zaatakowały posesję Majkowskich w samym środku sianokosów. Nie ma czasu, żeby gdzieś jechać i prosić o pomoc. Gabriel Majkowski, gdy na południe wrócił z łąk, telefonował, gdzie tylko można, ale bez skutku:
- Będzie już z pięć dni, jak dzwoniłem do ochrony środowiska w Ostrołęce. Tak mi poradzili w Makowie, gdzie najpierw zadzwoniłem. "Szybciej przyjeżdżajcie, bo te liszki mnie zeżrą", powiedziałem pani, która odebrała telefon. "Niech pan nie żartuje", usłyszałem. Zapisała mnie i kazała czekać. Ale sam pan widzi, jak się spieszą do biednego chłopa. Sam sobie nie poradzę, ale przecież tyle ludzi się w Polsce kształci, a nie ma komu pomóc. W Polsce wszyscy lekceważą ludzi w wsi: i policjanci, i urzędnicy. Gorzej niż w Albanii...
H
W zeszłym roku na podwórku Majkowskich też były liszki, ale dało się wytrzymać. Nie było w ogóle mowy o takim spustoszeniu. Zjadły trochę liści na paru drzewach i to wszystko. W tym roku przyszła prawdziwa plaga.
Dom Majkowskich stoi na brzegu Borut. Może dlatego liszki nie przeniosły się na inne posesje.
- One nie poszły do innych, bo jedzą tylko te białodrzewy, a u sąsiadów nie ma takich drzew - domyśla się Majkowski.
Pewnie ma rację, bo pośród ogołoconych drzew, nazywanych przez niego białodrzewami, stoi jedna, jedyna gruszka, ale z niej liszki nie zjadły ani jednego listka.
- Pomóżcie, bo te liszki całkiem mnie zjedzą - prosił nas Gabriel Majkowski.
H
W ostrołęckiej delegaturze Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska usłyszeliśmy od jej kierownika - Agaty Lemieszewskiej, że owszem rolnik telefonował parę dni wcześniej:
- Powiedziałam temu panu, że to nie jest nasza sprawa, tylko raczej inspekcji ochrony roślin. Zobowiązałam się, że znajdę numer telefonu do ostrołęckiej delegatury tej inspekcji. Mam ten numer, kilka razy telefonowałam do tego rolnika, ale nikt nie odbierał telefonu.
Nie odbierał, bo w godzinach urzędowania - i znacznie dłużej - cała rodzina pracowała przy sianokosach. W piątek 6 czerwca sami zatelefonowaliśmy więc do Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. Wiesława Skorupska z ostrołęckiej delegatury tej inspekcji powiedziała, że natychmiast dzwoni do oddziału w Makowie.
- W tym roku nie mieliśmy jeszcze takiego przypadku na terenie naszego działania - powiedziała nam Wiesława Skorupska. - W poprzednich latach był, choć chyba w dużo mniejszej skali.
Po kwadransie otrzymałem informację, że pracownik z makowskiej inspekcji już pojechał do Borut. Za trzy godziny było wiadomo, że podwórko Majkowskich zaatakowały gąsienice brudnicy nieparki. To szkodnik wielożerny, występujący na wielu drzewach. Atakuje około 450 roślin!
- Dzisiaj sytuacja u pana Majkowskiego jest znacznie lepsza niż wczoraj - powiedziała nam Wiesława Ciok, kierownik makowskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa. - Te gąsienice nie mają już co jeść na jego podwórku i już się przenoszą na krzaki położone poza posesją, przy drodze. Ponieważ drzewa, na których one żerują, są bardzo wysokie, nie da rady ich opryskać. Ponadto jest już na to za późno. Gąsienice opuszczają już podwórko i właściwie kończą żerowanie. Wkrótce przepoczwarzą się w motyle.
- Poradziliśmy panu Majkowskiemu, żeby obserwował sytuację i był z nami w stałym kontakcie - mówi Wiesława Ciok. - Ponieważ brudnice składają jaja tam, gdzie się wylęgły, więc one wrócą do niego i w przyszłym roku też może być problem.
Ponieważ jednak gąsienice żerują także na wysokich drzewach, więc trudno je skutecznie opryskać. Najskuteczniejsze byłoby pryskanie z samolotu, ale jest to możliwe tylko wtedy, gdy obszar zaatakowany przez szkodnika jest duży, no i jeśli nie mieszkają na nim ludzie.
Na podwórku Gabriela Majkowskiego, zwłaszcza w pobliżu domu, w przyszłym roku nie będzie już co zżerać. Szkodnik może się jednak przenosić, więc w przyszłym roku zagrożone są także sąsiednie posesje.
Nierozwiązaną zagadką pozostaje, skąd takie ilości gąsienic pojawiły się na podwórku Gabriela Majkowskiego?
Zniszczonych przez brudnicę nieparkę 20 drzew białej topoli (tak właśnie fachowo nazywają się drzewa rosnące na podwórku Majkowskich) nie da się już uratować. Trzeba je wykarczować.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki