Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Licencja na latanie

Anna Suchcicka
Pierwszy szybowiec przasnyskiego aeroklubu
Pierwszy szybowiec przasnyskiego aeroklubu Fot. A. Suchcicka
Od kilku miesięcy na przasnyskim niebie można zobaczyć wielkie białe ptaki. Wzbijają się z trudem. A potem około czterech minut opadają. W ich brzuchach siedzą ludzie. Owe ptaki to szybowce

Początki powstania Aeroklubu Północnego Mazowsza wiążą się z likwidacją jednostki wojskowej, która stacjonowała w Sierakowie koło Przasnysza. Z podprzasnyskiego krajobrazu zniknęli żołnierze, ale pozostał doskonale utrzymany pas wzlotów. Lokalni miłośnicy latania postanowili wykorzystać ową szansę, zawiązali grupę inicjatywną, potem zarejestrowali stowarzyszenie, a 3 maja płytę lotniska najmłodszego aeroklubu w Polsce poświęcił sam prymas Polski kardynał Józef Glemp. Tym samym przasnyski klub stał się jednym z 56 klubów regionalnych wchodzących w skład istniejącej od 1919 roku rodziny Aeroklubu Polskiego. Obecnie przasnyski aeroklub ma już swój szybowiec (kolejne dwa są w drodze przy. red.), wyciągarkę i szkoleniowców. Nie brakuje też chętnych do nauki jazdy w przestworzach.
Chyba każdy człowiek zazdrości ptakom skrzydeł mówi Piotr Szymański, handlowiec z Ciechanowa, który realizuje swoje marzenia na podprzasnyskim lotnisku.
Od zawsze do latania ciągnęło także Krystiana Kecmera, ucznia przasnyskiego LO.
Okazja pojawiła się, gdy pod nosem powstał aeroklub mówi licealista i dodaje, że interesują go wszystkie jednostki latające. Na razie szkoli się na szybowcu, ale gdy pojawi się możliwość latania na motolotni czy balonem na pewno z niej skorzysta.
O spełniających się marzeniach opowiada również Jerzy Szypuła z Węgrzynowa, który z wykształcenia jest biotechnologiem i automatykiem.
Zawsze w podświadomości marzyłem o lataniu i wyobrażałem sobie, jak to jest w powietrzu. Zanim powstał aeroklub w Przasnyszu jeździłem do Warszawy, by polatać na motolotniach. Ale w Przasnyszu jest znacznie lepiej, tu jest swoboda poruszania się w przestrzeni powietrznej i zawsze można wylądować na polu mówi Jerzy Szypuła i przyznaje, że istotna dla niego jest także ta odrobina adrenaliny w powietrzu.
Dla mnie latanie to pełnia szczęścia, praca i pasja życiowa dodaje Bogusław Dobrowolski z Warszawy, który przez wiele lat służył w 36. pułku lotnictwa specjalnego przeznaczenia (zajmuje się m.in. przewozem VIP-ów), a obecnie zjawił się w Przasnyszu, by uczyć latania samolotem kursantów APM.

Odrobina szczęścia pod niebem

Szefem wyszkolenia Aeroklubu Północnego Mazowsza jest emerytowany lotnik Jerzy Kwieciński. Jego opowieści ożywiają wyobraźnię.
Leciałem jednosilnikowym samolocikiem przez Morze Śródziemne. Miałem przed sobą jeszcze trzy godziny lotu, gdy zaczął przerywać silnik. Co więcej, na takim kulejącym samolociku, musieliśmy przebijać się przez front atmosferyczny. Lecieliśmy w dużym deszczu i wietrze nisko nad wodą, a radio nie sięgało ani do przodu, ani do tyłu... wspomina Jerzy Kwieciński. Opowieść ta ma być dowodem na to, że dobry lotnik, oprócz wiedzy i mocnej psychiki, musi mieć również odrobinę szczęścia.
Jerzy Kwieciński lata od 1952 roku. Swoją karierę zawodową zaczynał od pracy instruktorskiej w szkole szybowcowej, a zakończył jako pilot w agrolotnictwie. Odszedł na emeryturę po 40 latach pracy. Ale, jak się okazało, nie był to koniec jego przygody ze skrzydłami. Z Ciechanowa na podprzasnyskie lotnisko Kwiecińskiego ściągnął Henryk Kącik, dyrektor Aeroklubu Północnego Mazowsza.
Zdrowie jest, chęci były, więc nie odmówiłem kiwa głową Kwieciński. To duża przyjemność móc wspierać wiedzą i doświadczeniem nowonarodzone kluby. Mam okazję zrobić coś dla lotnictwa i dla miejscowej wiary, która chce latać.
Jerzy Kwieciński uczy spadania na szybowcu i latania samolotem. Przez lata wyszkolił setki osób.
Nauczyć się latać może każdy, ale dobrze latać potrafią tylko jednostki twierdzi. Lotnikom potrzebne jest wewnętrzne zdyscyplinowanie, poczucie obowiązkowości, nieco artyzmu i szczęścia. Ci, którzy nie przestrzegają reguł, wcześniej czy później z lotnictwa wypadają. Gorzej, jeśli wypadają podczas wypadku.

Zdyscyplinowani latają do emerytury

Zdaniem szefa wyszkolenia w powietrzu jest znacznie bezpieczniej niż na ulicy. A jeśli dochodzi już do katastrofy, to zwykle z winy młodego człowieka.
Starzy lotnicy dobrze wiedzą, czym grozi odstępstwo od trasy, przekroczenie minimalnej wysokości lub zbytnie zmniejszenie prędkości, ale młodzi, którzy na chwile wyrwą się spod opieki instruktora mogą być nieobliczalni uważa Kwieciński i przestrzega młodych ludzi przed przelotami nad domem rodzinnym, które są ekscytujące, ale niebezpieczne. W zeszłym roku nad Malinowem rozbił się samolot z dwoma młodzieńcami, przylecieli w Wielką Sobotę nad rodzinną wieś jednego z nich. Obaj zginęli.
Na lenistwo w lataniu nie ma czasu. Lotnik musi wylatać w ciągu roku określoną liczbę godzin (inaczej musi ponownie przystępować do egzaminu) i nieustannie się szkolić. Zakres wiedzy jest ogromny: poczynając od meteorologii, poprzez budowę płatowców, silników, przyrządów pokładowych, kończąc na obsłudze radiostacji. Wszystkie te dziedziny pilot musi po kolei poznawać: najpierw na poziomie ogólnym, potem zaczyna wnikać w szczegóły. Z wyliczeń Kwiecińskiego wynika, że zapału starcza co czwartemu kursantowi.

Moje drogie latanie

Latanie jest kosztowne, bo nie ma komu dokładać. Kiedyś aerokluby były finansowane centralnie, głównie przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Ministerstwa Oświaty. Wówczas były pieniądze na kadrę, na benzynę, na utrzymanie obiektów, na zakup nowych szybowców czy samolotów. W tej chwili aerokluby muszą same się o siebie troszczyć. W zawiązku z tym adepci latania muszą ponosić rzeczywiste koszty szkolenia. A przykładowo godzina lotu samolotem kosztuje ok. 500 zł, a za używany samolot trzeba zapłacić tyle, ile za dobry samochód ok. 60 tys. zł. Mimo wymienionych kwot lotnictwo prywatne staje się w Polsce coraz popularniejsze. Obecnie jest ok. 260 prywatnych samolotów, ale niebawem niebo może się bardzo zagęścić, bo świat poszedł w kierunku ULM, czyli ultralekkich samolotów. W Polsce na razie nie można na tych samolocikach szkolić, ale jeśli będzie komplet przepisów dotyczących kategorii ultralekkiej to prawdopodobnie właśnie w Przasnyszu powstanie centrum szkolenia na tych jednostkach.
A latanie na ULM jest znacznie tańsze i łatwiejsze, są mniejsze wymogi zdrowotne i mniejszy zakres szkolenia już dziś zachęca Kwieciński.
Ale nim ULM pokryją polskie niebo, przasnyski aeroklub czeka kolorowa impreza Mistrzostwa Polski Motolotniarzy (2328 września), a potem trzeba będzie jakoś przetrwać zimę. APM zabiega o postawienie prowizorycznego hangaru.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki