Lekarze z Przasnysza nie rozpoznali śmiertelnego wirusa. Chłopca uratowano w Ostrołęce

Anna Suchcicka
- Gdybym czekała dłużej, być może pojechałabym do szpitala tylko po akt zgonu - mówi Alina Oleksik z Raszujki (gm. Chorzele). Jej 7-letniego syna dopadł wirus A/H1N1. Kobieta ma żal, że chłopca nie przyjęto do przasnyskiego szpitala.
Lekarze z Przasnysza nie rozpoznali śmiertelnego wirusa. Chłopca uratowano w Ostrołęce

- Nie boi się pan z nami spotkać? - mówi pani Alina, gdy proszę ją o rozmowę. Zaraz jednak dodaje: - Spokojnie, wirus przestał już nam zagrażać. Nie jesteśmy trędowaci, choć niektórzy wciąż nas tak traktują.

Na początku grudnia jej syn, Nikodem otarł się o śmierć. Dzisiaj chłopiec czuje się dobrze. Gdy rozmawiam z jego matką, bawi się szachami i co chwila zerka na nas z ciekawością. Na szczęście niewiele pamięta z najgorszego okresu choroby. Alina Oleksik czule patrzy na syna.

Wyglądało jak przeziębienie

- Pierwsze objawy choroby pojawiły się u Nikodema w niedzielę, 29 listopada - kiedy matka zaczyna opowieść, w oczach ma łzy. - Synek pokasływał całe popołudnie. Nie miał kataru, bólu gardła, a przede wszystkim gorączki. To wyglądało jak typowe przeziębienie - mówi.

Ale potem było gorzej. W nocy dziecko często upominało się o picie. A rano...
- Patrzę na twarz syna, a ona jest zapuchnięta, rumieniec na policzkach jak dorodne jabłko. Biorę termometr, mierzę gorączkę i… widzę przekroczoną 41 kreskę - opowiada pani Alina. - Zrobiło mi się słabo. W domu nie mam nic na zbicie gorączki. O 7.00 kupuję w sklepie Ibuprom. Dla dorosłych, ale nie ma nic innego. Ubieram dziecko, żeby jechać do Chorzel, do przychodni, a ono dostaje dreszczy. Gorączka. Telefonicznie zarejestrowałam syna i jak najszybciej do lekarza. Po oględzinach doktor przepisał lek na grypę. Tera… - zawiesza głos pani Alina i zastanawia się chwilę, bo nazwa leku wypadła jej z głowy.

- Tamiflu - wtrąca szybko Nikodem i szeroko się uśmiecha.

- Właśnie. Tamiflu. Idziemy do apteki, okazuje się, że, owszem, jest, ale tylko dla dorosłych. Leku nie ma w Chorzelach, nie ma w Przasnyszu, podobno nie ma nawet w Olsztynie. Dla małych dzieci jest niedostępny w całym regionie. W końcu kupuję jakiś zastępczy za, bagatela, 100 złotych. Ale przecież dziecko jest najważniejsze. I wracamy do domu - kontynuuje kobieta.

Gdy chłopiec dostał lekarstwo, gorączka spadła do 38,5 stopnia, ale po godzinie znów było 41. W końcu matka zadzwoniła po pogotowie.

Ordynator odmówił

- Usłyszałam jednak, że karetka nie przyjedzie. Powiedziano mi, że powinnam sama przywieźć dziecko i wówczas zostanie zbadane - kobieta, mówiąc to, nie kryje wzburzenia.

Była w domu tylko z synem. Mąż pani Aliny na co dzień pracuje w Warszawie. Była roztrzęsiona. Nie wiedziała co robić. Zadzwoniła do córki.
- Do szpitala zawiózł nas jej chłopak - mówi pani Alina.
W szpitalnej przychodni spędzili trzy godziny. Nikodem został zbadany - nie miał żadnych niepokojących objawów. Ale gorączka nie ustępowała.

- Mojego syna badała ordynator oddziału dziecięcego. Gdy zapytałam, czy syn może zostać na obserwacji, odmówiła. Powiedziała, że nie ma miejsc. Małemu przepisali leki, ale żadnego antybiotyku, tylko takie przeciwgorączkowe. Kosztowało to wszystko kolejne 200 złotych. Wróciliśmy do domu. Pani ordynator powiedziała jeszcze, że należy obserwować teraz małego przez kolejne trzy dni i gdyby działo się coś złego, dać wtedy znać. Kto wie, gdybym czekała, może pojechałabym do szpitala już tylko po akt zgonu - pani Alina mówi to spokojnie, ale z naciskiem.

W nocy z poniedziałku na wtorek mały Nikodem narzekał na silny ból ucha. Matka znów zadzwoniła na pogotowie. Lekarz dyżurny poradził jej tylko, jak dawkować leki.

Więcej na ten temat przeczytacie w najbliższyczh wydaniach Tygodnika Przasnyskiego i Tygodnika Ostrołęckiego.

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
moze nalezaloby najpierw sprobowac zbic goraczke jezeli nic nie da dopiero szukac pomocy od specjalistow, takim jeczeniem nic sie nie zrobi, a po drugie ludzie przestancie oczekiwac cudow od szpitalnego personelu tam tez pracuja ludzie ktorzy maja prawo sie pomylic. nikt nie jest nieomylny zamiast tyle jeczec moze zastanowcie sie nad waszym jekiem i ciaglymi oskarzeniami. personel szpitalny nie lezy do gory jajami maja pelno roboty wystarczy przejsc sie po oddzialach i zerknac.
z
zbulwersowany_człowiek
Gdyby byli tacy dobrzy to nie kazaliby wrócić do domu , bez doraźnej pomocy z dzieckiem ,które ma powyżej 40 stopni gorączki!
s
siorka
W dniu 16.12.2009 o 15:43, kOrBa1 napisał:

tak się składa że znam Tą rodzinę!!!!!może i Nikodem był chory i współczuje Ale...Pani Alina (MAMA Nikodema)ma coś nie tak z głową!!!Chodziła po znajomych i rozpowiadała jaki to jej syn jest umierający, aby tylko to rozpowiedzieć!puściła tyle plotek że nie można tego zliczyć!to, zwykła plotkara i takiej drugiej to nie ma!!!wariatka!!!nie łykajcie wszystko co jest w gazecie, bo połowę dodała Pani która uwielbia gdy wszystko kręci się wokół niej!


Słusznie, a przasnyscy lekarze sa bardzo dobrzy
k
kOrBa1
tak się składa że znam Tą rodzinę!!!!!może i Nikodem był chory i współczuje Ale...Pani Alina (MAMA Nikodema)ma coś nie tak z głową!!!Chodziła po znajomych i rozpowiadała jaki to jej syn jest umierający, aby tylko to rozpowiedzieć!puściła tyle plotek że nie można tego zliczyć!to, zwykła plotkara i takiej drugiej to nie ma!!!wariatka!!!nie łykajcie wszystko co jest w gazecie, bo połowę dodała Pani która uwielbia gdy wszystko kręci się wokół niej!
c
czytelniczka
Jestem tego samego zdania co pani,biedy Nikodem .
m
mama 2 letniej Oli
moja Olcia też miała wirus A/H1N1.I nikt o Tym prócz rodziny nie wiedział. Rodzina była objęta kwarantanną . Nie wiem po co ten rozgłos?. a ma być ciąg dalszy Dobrze ,że chłopak jest już w domu. A swoją drogą , to szybko mu to przeszło.Ja z córką spędziłam w szpitalu dwa tygodnie. Coś jest tu nie halo.
Dodaj ogłoszenie