Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Kupiec i sportowiec

Aneta Kowalewska
Marek Giziński
Marek Giziński A. Kowalewska
Założyciel i dyrektor wyszkowskiego MOSiR-u, dziś kupiec; w wolnym czasie wędkarz i siatkarz. W radzie miejskiej zasiada już drugą kadencję. Mowa o Marku Gizińskim.

W radzie Giziński zasiada drugą kadencję - najpierw w opozycji, teraz w koalicji. W tej kadencji przewodniczy komisji promocji i kultury. Zwykł mawiać, zwłaszcza gdy radni w swych wystąpieniach oddalają się nieco od tematu, że istotą rzeczy jest jej sens, a nie forma.
- W ogóle mam zwyczaj mówić co myślę, nie owijając w bawełnę, przez co nie zawsze jestem lubiany - przyznaje radny Giziński. Od lat wierny jest Unii Wolności. Mówią o nim: człowiek Karola Pękula.
Postanowił kandydować do rady po raz drugi, żeby zrealizować z nową ekipą kilka ważnych dla niego planów. Z poprzednią to się nie udawało. A z obecną?
- I tak, i nie - mówi Giziński. - Tak, bo część z tego co założyliśmy, udało się zrealizować, a nie, bo nie są to wszystkie nasze cele. Niestety, burmistrz zajmuje się najpierw bardziej istotnymi z jego punktu widzenia sprawami, jak gospodarka, wygląd miasta itp. Jest pewna hierarchia spraw. Kultura i sport mają zazwyczaj to do siebie, że zajmują dalsze pozycje - mówi radny Giziński. - Do realizacji wielu zamierzeń konieczna jest współpraca obu wyszkowskich samorządów, czyli miejskiego i powiatowego. Z tą, jak wiadomo, przynajmniej jeszcze do niedawna, nie było najlepiej.
Radny Giziński nie czuje się politykiem, bo jak zapewnia, nie mówi na okrągło, nie musi kłamać i zabiegać o niczyje względy. Ceni sobie niezależność finansową i to, że może mówić, co myśli. - Nie lubię też, gdy ludzie nic nie robią, tylko narzekają, zamiast zrobić coś pożytecznego i dążyć do zmiany tego, co ich zdaniem jest niewłaściwe - mówi radny Giziński.

Sportowe pasje i kupiecka niezależność

Giziński - absolwent ekonomii turystyki na SGPiS, razem z kolegą Markiem Aleksandrem wpadł w połowie lat 70. na pomysł utworzenia w Wyszkowie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.
- Byliśmy młodzi, świeżo po studiach, ambitni i energiczni, pojeździliśmy po Polsce, popodglądalismy projekty i statuty powstających MOSiR-ów i zaczęliśmy tworzenie naszego, wyszkowskiego - mówi Marek Giziński. - Na czele ośrodka stanął Stefan Żochowski. Potem na krótko rozstałem się z MOSiR-em, by od 1982 roku na cztery lata objąć stanowisko dyrektora. Kiedy powstawał wyszkowski MOSiR, był jedną z pierwszych tego typu placówek w kraju. Zdecydowanie największą życiową pasją i powołaniem jest sport i turystka. Pochłaniają one wiele jego uwagi teraz i kiedyś, w każdej formie, jednak z punktu widzenia rodzinnego spokoju i poczucia bezpieczeństwa wybrał kupiectwo. Gdy nastał wolny rynek, wykorzystał nadarzającą się okazję i założył dwa sklepy w Wyszkowie - sportowy i wędkarski. Teraz to małe, rodzinne firmy, w których pracuje z żoną i dorosłymi synami.
- Cenię sobie tę niezależność. Fakt, że sam sobie jestem szefem, że bardzo dużo zależy ode mnie, a właściwie nie tylko ode mnie, bo nasza firma jest rodzinna i prowadzimy ją w demokratyczny sposób. Uważam, że takie rodzinne firmy to doskonały pomysł, są bardzo twórcze, opierają się na wspólnym interesie, zaufaniu, choć oczywiście w każdej rodzinie, nawet najlepszej, mogą się zdarzyć różnice zdań i nieporozumienia - mówi radny Marek Giziński. Jego rodzina to żona i dwóch dorosłych synów - a także synowa.
Niegdyś czynny sportowiec, był w kadrze w sekcji koszyków AZS-u Lublin, dwukrotnie także w kadrze brydżystów, dziś grywa tylko dla przyjemności w siatkówkę - jako członek drużyny Mimozy. I wędkuje. To drugie hobby Marka Gizińskiego.

Jego Wyszków

Choć nie rodził się w Wyszkowie, tu się wychował - jako pięciolatek zamieszkał w Rybienku Leśnym, tam spędził dzieciństwo - czuje się więc z głębi serca wyszkowianinem. Lubi swoje miasto i jak zapewnia - jego dobro bardzo mu leży na sercu. Nie patrzy jednak na Wyszków bezkrytycznie. I choć jest w grupie radnych popierających burmistrza przyznaje, że rządzący Wyszkowem nie mają spójnego pomysło w jakim kierunku miasto powinno się rozwijać.
- Szczerze mówiąc nie bardzo wierzę w powstanie w Wyszkowie jakichś dużych zakładów przemysłowych, to przedsięwzięcia kosztowne i ryzykowne, stawiałbym raczej na małe i średnie rodzinne firmy - mówi Giziński, zdecydowany przeciwnik lokalizacji hipermarketu w Wyszkowie. Brakuje mu także ładnego zagospodarowania wyszkowskiego centrum.
- Nie może być tak, żeby w centrum miasta królowały jakieś kurniki - uważa. I żal mu, że wyszkowianie wciąż nie mogą w pełni odkryć starożytnej mądrości, że miasto buduje się "od wody".
- Tak naprawdę dopiero niedawno Bug zaczyna być bardziej wykorzystywany, a ja pamiętam czasy, gdy po Bugu pływały żaglówki. Jestem pewien, że atrakcyjność rzeki przyciągnęłaby do Wyszkowa wielkomiejską brać - mówi radny wzdychając na myśl o starym, sympatycznym ryneczku, w którym przytulone do siebie ciasno kamieniczki tworzą serce miasta - handlu, rozrywki, życia kulturalnego.
Martwi radnego Gizińskiego także wyszkowska młodzież, bardzo zdolna, usportowiona, ale i niepozbawiona problemów. Tymczasem brak dobrej miejsko-powiatowej współpracy powoduje, że uczniowie nie kontynuują sportowego rozwoju. Młodzież rozpoczyna edukację sportową i zainteresowanie różnymi dyscyplinami w podstawówkach i gimnazjach (które prowadzi miasto), ale nie kontynuuje ich potem w szkołach średnich (prowadzonych przez powiat).

Marzenia radnego Gizińskiego

Zapalony wędkarz, doskonale zna problemy tutejszych wędkarzy i marzeniem jego jest, by problemy te rozwiązywane były sprawnie i systematycznie, z determinacją taką, z jaką stworzona została sekcja straży rybackiej.
Marzy też, by samorządy wyszkowskie zacieśniły współprace i by w efekcie tego udało się stworzyć warunki dla ciągłości sportowych pasji młodzieży.
- Największym bodaj kapitałem Wyszkowa jest wspaniała utalentowana młodzież i wydaje mi się, że powinniśmy o nią szczególnie dbać. Pojawiała się też taka idea, której jestem zwolennikiem, aby np. w obiekcie ochotniczej straży pożarnej powstała szkoła średnia dla utalentowanej artystycznie młodzieży. Mamy przecież fachowców, mamy potencjał. I wreszcie w efekcie współpracy miasta i powiatu można byłoby realizować wspólne projekty turystyczne - marzy radny Giziński.
Co go cieszy? Choćby fakt, że ZHP się rozwija, czemu radny bardzo sekunduje. I że placówki kulturalne i sportowe, których połączeń był zwolennikiem skorzystały - jego zdaniem - z tej reorganizacji, przestały z sobą konkurować, zaczęły współpracować, usprawniły zasady funkcjonowania i stały się bardziej dostępne, a podatnik zyskuje ciekawsza i pełniejsza ofertę nie ponosząc żadnych dodatkowych kosztów.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki