Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Kuchnia głodem poczęta

bplodziszewska
Kontynuujemy naszą akcję "Kulinarne dziedzictwo Mazowsza". Dziś o korzeniach (czyli źródłach, nie przyprawach) kurpiowskiej kuchni

To zadziwiające, że obecnie regionalna kuchnia kurpiowska, obfita i wystawna w swej prostocie, źródła ma w nędzy, głodzie i niedostatku. Zajadając się dziś potrawami, w licznych odwołujących się do regionalnej tradycji gospodach, karczmach, zajazdach czy gospodarstwach agroturystycznych, nie uświadamiamy sobie, że Kurpie musieli przejść długą drogę od głodowego pożywienia: kawy z żołędzi, chleba z igliwiem sosnowym, masła z brzozowej miazgi do dzisiejszych skrzypiących pod ciężarem jadła stołów na rozlicznych bankietach towarzyszących ludowym imprezom. Gdy w XIX wieku zaczęły kurczyć się lasy, ludzie żyjący na północ od Narwi w kierunku Mazur musieli z myśliwych, bartników i rybaków, stać się rolnikami. Nie była to łatwa zmiana. "Piaszczysta i błotnista gleba nie zaspokajała ich potrzeb" - pisze badacz Kurpiowszczyzny Adam Chętnik w wydanej w 1936 roku arcyciekawej pracy "Pożywienie Kurpiów", "Trudno też [Kurpiom] było od razu przerobić się z myśliwców na rolników, a zamiast strzelby brać do ręki cepy". Nim Kurpie nauczyli się gospodarować na roli, przymierali głodem. "Pomału jednak Kurpie przyzwyczajali się do nowych warunków. Oczywiście pożywienie musiało również ulec zasadniczej zmianie. Pieczono więcej chleba i kołaczów, wyrabiano kaszę. Dawne potrawy, w większości mięsne i rybne, musiały siłą rzeczy zejść na dalszy plan. Odżywianie to jednak na razie było skąpe, niedostateczne, co się odbijało i na wyglądzie zewnętrznym ludności. Potwierdzają to różni pisarze i badacze dawniejsi Kurpiów, mówiąc np. że Čdziewczęta, ładne za młodu, prędko się starzeją od ciężkiej pracy i kiepskiego odżywianiaÇ" - pisze Chętnik, powołując się w ostatniej części na pracę niejakiego G.R. "Razskazy o Polsze i Polakach", praca wydana w Moskwie w 1899 roku. Część regionalistów przełomu XIX i XX wieku skłonna jest twierdzić, że główne przywary Kurpiów (wytykane im zresztą do dziś) wzięły się z przeniesienia "leśnych" zwyczajów na grunt typowo rolny. "Wskutek ciężkich warunków życiowych i trudnej walki o byt Čwe wzajemnych stosunkach Kurpiów coraz więcej bierze górę wrodzony naturze ludzkiej egoizm, a niezłagodzony żadną kulturą umysłową ujawnia się jako ogólna chłopska chciwość, ta pozostałość drapieżności zwierzęcejÇ" - pisze Chętnik powołując się na pracę D. Staszewskiego "Moralność i umoralnienie Kurpiów" wydaną w Płocku w 1903 roku. Ale zaraz usprawiedliwia i w pewnym sensie idealizuje mieszkańców Kurpiowszczyzny. "To się spotyka wszędzie, szczególnie w czasie ogólnej biedy lub klęsk żywiołowych. Na ogół jednak Kurpie, choć są nieraz przygłodni, nie tracą wiary w lepsze jutro, pracują, jak mogą, starając się ze swych piaseczków wytworzyć glebę chlebodajną, a przez to samo byt swój utrzymać. Wiedzą też dobrze, że dawne czasy - kiedy las ich żywił - już nie wrócą". Mimo, że bywało biednie, a czasami i głodno, Kurpie traktowali jedzenie jako ważny codzienny rytuał. "Cała rodzina zaczyna się gromadzić do jedzenia wtedy, gdy już woń podsmażanej słoniny rozejdzie się po izbie. Dzieci przysuwają wtedy duży stołek z deski bliżej kuchni, oraz mniejsze stołeczki lub pieńki drewniane, inni wołają na śniadanie ojca lub braci, jeżeli pracują w oborze. Do jedzenia są wszyscy w komplecie i obsiadają ustawiony stołek. Gospodyni, doskwarzająca słoninę (czy olej), sypie najpierw na wielką misę glinianą kartofle, w całości, gorące, dymiące parą, i krasi je od razu słoniną, poczem na drugą misę nalewa kapuśniak, barszcz buraczany, lub żur". Wspólny posiłek integrował rodzinę, bywało, że dość osobliwie. "Cała rodzina, od gospodarza do dzieci i parobka, zajadają razem z jednej misy. Gospodarz często na kolanach trzyma paroletnie dziecko i pcha mu w buzię kartofle z misy. Gospodyni ČprzykucnieÇ jakkolwiek na rogu, bliżej kuchni, i uważa, czy czego nie zabraknie, wtedy bowiem dokłada, dolewa, ČprzykrasaÇ słoniną. Po zjedzeniu pierwszego dania nalewa dużą misę ČzajadkiÇ, kaszy czy klusek, które wszyscy jedzą z tejże misy". Kurpie doceniali, że jedzenie to dar Boży. Z przymrużeniem oka można by powiedzieć, że znacznie bardziej doceniali niż drugi katolicki naród Europy - Irlandczycy. Utarty bowiem stereotyp, na który powołuje się m.in. Norman Davies w "Bożym igrzysku", każe obcym sądzić, że wspólny mianownik Polaków i Irlandczyków polega na ortodoksyjnym katolicyzmie oraz żywieniu się ziemniakami i wódką. Są jednak pewne różnice. O ile w swej najsłynniejszej powieści "Ulisses" geniusz irlandzkiej literatury James Joyce opisuje niejakiego Bucka Mulligana, który odmawiając modlitwę przed posiłkiem "pobłogosław panie Boże te dary" jednym tchem klnie szpetnie "o k..., nie ma masła", o tyle Kurpie podchodzili i podchodzą do jedzenia naprawdę nabożnie. Żarty na bok! Powołajmy się znów na pracę spełniającą wymogi źródła historycznego czyli na "Pożywienie Kurpiów" Adama Chętnika. "Przed jedzeniem i po jedzeniu żegnają się wszyscy pocichu krzyżem (...). Jeżeli w czasie jedzenia przyjdzie ktoś z sąsiadów, to życzy zwykle ČZegnaj Boze!Ç, na co gospodarze odpowiadają: ČZegnaj, Panie BozeÇ, albo wprost ČProsiemyÇ. Gość wtedy mówi: ČBóg zapłać! spozywajcie państwo z Bogiem, niech Pan Jezus przezegnaÇ". Gościnność dawnych Kurpiów bywała różna. Inna wobec swoich, a odmienna wobec obcych. "Niekiedy sąsiadowi dają łyżkę do ręki i każą siadać razem do misy, ten jednak powinien się ČwzdragaćÇ, aby nie pomyślano, że umyślnie na śniadanie przyszedł. Czasem gospodyni już zgóry uprzedza gościa grzecznie: ČProsiemy, ale łyzki nie damyÇ". Tymczasem gdy przed wojną zawitał do kurpiowskiej chaty ktoś ze świata, mógł liczyć na specjalne względy. "Nie zawsze gościowi podają to samo, co i sobie, lecz szykują kawę czy herbatę, albo mleko i do tego często chleb biały. Jeżeli zostaje na dłużej, to dają mu to samo, lecz oddzielnie na talerzach, przy stole" - pisze Chętnik. Pamiętajmy, że na co dzień Kurpie jadali z jednej misy "przy stołku". Książka Adama Chętnika "Pożywienie Kurpiów" jest wyjątkowym źródłem informacji o tym, co dawniej jadano. Potwierdza to ostrołęcki regionalista dr Stanisław Pajka. - My historycy, badacze Kurpi zanadto skupiamy się na rzeczach wielkich: przemianach społecznych, kulturze, władzy. Mało kto zajmuje się tak przyziemnym zjawiskiem, ale jakże ważnym w życiu człowieka, jak pożywienie. "Niewiele opisałem takich potraw, którychbym osobiście nie próbował, lub nawet nie umiał przyrządzić" - napisał Chętnik w swojej pracy, co dodatkowo uwiarygadnia poczynione przez niego spostrzeżenia. Niezwykłe są też, prezentowane obok, rysunki autora. Z pozoru proste, ale trafnie oddające charakter kulinarnych zajęć Kurpiów. Z jednej strony więc ogólna bieda, proste i niewyszukane potrawy, nie pozwoliły Kurpiom znacząco zaistnieć na kulinarnej mapie Polski. Z drugiej jednak - przy obecnej modzie na kuchenny regionalizm i wielkim popycie na nieskomplikowane, a zdrowe produkty, uboga kurpiowska kuchnia staje przed wielką szansą na wypromowanie. Jacek PawŁowski PS. W "Pożywieniu Kurpiów" Adama Chętnika wyczytaliśmy, że przodkowie mieszkańców Puszczy Zielonej wytwarzali zmyślne kociołki do stawiania nad ogniskiem. W takich kociołkach powstawały istne cuda kulinarnej sztuki. Odtwórzmy więc kulturę kociołkową. Kilka lat temu Europa zaraziła nas grillami. Zaraźmy więc teraz Europę kociołkami! Tym bardziej, że co wytrwalsi penetratorzy sklepów ogrodniczych i turystycznych wypatrzyli gotowe i zupełnie niezłej jakości kociołki. Czekamy więc na przepisy naszych Czytelników, co można uwarzyć w kociołku nad ogniskiem. Niezależnie od tego trwa nasz wakacyjny konkurs na regionalną potrawę Puszczy Białej i Zielonej. Szczegóły obok.

Konkurs - Gospodynie, do dzieła!

Przypominamy, że projekt "Kulinarne dziedzictwo Mazowsza" realizują mazowieckie tygodniki regionalne: ostrołęcki, ciechanowski, siedlecki, płocki, radomski i "Życie Żyrardowa". Projekt ten finansowany przez Fundusz Współpracy "Agro-Info" w Warszawie ma wypromować nasze regionalne specjały, by rozsławiały Mazowsze w Unii Europejskiej. W kolejnych wakacyjnych numerach wszystkich tygodników, w tym również TO ukazywać się będą publikacje promujące i upowszechniające regionalne tradycje związane z przygotowywaniem pożywienia, receptury na produkty i potrawy regionalne. Ogłaszamy przeto konkurs na Mazowiecki Produkt Regionalny i zapraszamy do nadsyłania propozycji potraw i produktów regionalnych. Zgłaszane do konkursu receptury muszą dotyczyć wyrobów tradycyjnych, znanych i występujących na stołach mieszkańców Mazowsza lub poszczególnych wsi od dawna, powinny cechować się dużą częstotliwością występowania oraz być wytwarzane w małej skali, z powszechnie dostępnych surowców. Receptury wraz z opisem sposobu przygotowywania produktów i potraw prosimy nadsyłać pocztą na adres "Tygodnika Ostrołęckiego", ul. Goworowska 8a, 07-410 Ostrołęka lub zgłaszać telefonicznie, w celu uzgodnienia terminu spotkania i spisania przepisu przez przedstawiciela "Tygodnika", do redakcji - nr (0-29) 764-22-82 do końca sierpnia br. Najciekawsze propozycje będą opublikowane i nagrodzone. Jury konkursu wyłoni laureatów. Rozstrzygnięcie konkursu oraz uroczyste wręczenie nagród przewidziane jest we wrześniu. Formularze zgłoszeniowe można otrzymać w redakcji TO, oraz terenowych oddziałach w Ostrowi Mazowieckiej i Przasnyszu. Można też je pobrać ze strony internetowej www. cofund. org. pl/agro-smak.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki