Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Kto zazdrości Kurowickim

TKalinowski
Danuta prowadzi laboratorium analiz lekarskich przy ul. Piłsudskiego w Przasnyszu, Ryszard - inwalida pierwszej grupy - marzy o wartburgu 1,3 kombi. Marzy o wartburgu, gdyż jest to jedyny samochód, w którym osoba z protezą nogi może wygodnie zasiąść za kierownicą. Kurowiccy nie są bogaci, nie są zdrowi, ani młodzi. Kurowiccy są inwalidami, dla których każdy dzień jest wyzwaniem. Wyzwaniem są schody, podróż, zakupy... Są jednak osoby, które im zazdroszczą. Czego? - wynajmowanego pomieszczenia w blokowej piwnicy i blaszanego garażu.

W TO nr 28 w rubryce "Co nas boli?" mieszkaniec ul. Osiedlowej pytał szefową MZGKiM w Przasnyszu, na jakiej zasadzie pan Kurowicki trzyma na osiedlowym placu blaszany garaż i wynajmuje piwnicę pod laboratorium. I ile za to płaci, jeśli płaci. Anna Strześniewska, prezes MZGKiM w Przasnyszu, wyjaśniła wówczas, że szczegółowe udzielenie odpowiedzi na to pytanie stanowiłoby naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych. Wyjaśnień więc nie było. Ale w kilka dni po publikacji odezwał się do redakcji TO Ryszard Kurowicki.
- Powiedziano mi, że w TO jest na mój temat jakaś notatka. I rzeczywiście była. I była ona chyba wynikiem jakiejś dużej złośliwości. Przecież mieszkamy tam od kilkudziesięciu lat i nie unikamy rozmów z sąsiadami. Sąsiedzi wiedzą, że płacimy, a nawet czasem przynoszą nam do mieszkania rachunki - tłumaczy Kurowicki.

Wywołani do odpowiedzi

W bloku przy Osiedlowej 5 mieszka 75 rodzin. To duży blok. Jedni mieszkają tam od zawsze, inni wprowadzili się niedawno. Być może nie wszyscy więc znają Kurowickich i ich sytuację. Kurowiccy wywołani przez sąsiadów do odpowiedzi, postanowili o sobie opowiedzieć. W ten sposób pragną położyć kres osiedlowym plotkom. Danuta i Ryszard są laborantami. Ryszard z racji choroby jedynie wspiera żonę, ona zaś wykonuje zlecane jej przez pacjentów analizy.
- Działamy z chęci pacjenta, tu nie trzeba skierowań lekarskich - wyjaśnia Danuta i dodaje, że analizy to mało dochodowy biznes. Na potwierdzenie swoich słów przedstawia zeszyt zleceń: w styczniu laboratorium odwiedziło sześciu pacjentów, w lutym - dziesięciu, w marcu - trzynastu, w kwietniu - jedenastu, w maju - czternastu, w czerwcu - dziewięciu, w lipcu - pięciu. - Nie są to jakieś kokosy, ale jeśliby się tego nie robiło, to trzeba by było usiąść na ławce przed blokiem i... obrabiać sąsiadów - komentuje Kurowicki, który stracił nogę podczas wypadku w pracy, jako 18-letni chłopak. Ze zmiażdżoną nogą trafił do szpitala. Noga została amputowana. - Zainteresowała się mną wówczas pani doktor. Poradziła, bym poszedł do szkoły na laboranta. I tak się stało - wspomina Kurowicki.

Garaż i piwniczka

Kurowiccy mieszkają na Osiedlowej już niemal 30 lat. I niemal tyle samo lat ma blaszany garaż stojący za śmietnikiem.
- Kiedyś przydział samochodów był na asygnaty. Zanim kupiło się samochód, trzeba było dostać od wojewody przydział. I udało się. Trabancik kombi był naszą radością i uciechą - opowiada Kurowicki. I wyjaśnia, że wraz z asygnatą dostał pozwolenie na ustawienie przed blokiem metalowego garażu. Pozwolenie dostał bezterminowe i bezpłatnie. Garaż stoi do dzisiaj, ale od 19 lat nie stał tam żaden samochód. W tej chwili garaż pasowany na trabanta robi za boks na wózki inwalidzkie. - Stoją tam trzy nasze wózki inwalidzkie do poruszania się na zewnątrz i dwa rowery. Jeden rower wygrałem dwa lata temu na Dniach Przasnysza w konkursie "Tygodnika Ostrołęckiego". Jeździ na nim moja wnuczka - tłumaczy Kurowicki.
Nasi rozmówcy nie robią tajemnicy także z wynajmowanego blokowego pomieszczenia.
- Nie jest to piwnica. Być może w zamysłach projektanta miała to być wózkownia albo pomieszczenie na rowery. Gdy to pomieszczenie wynajmowaliśmy, była to zasyfiona, podła nora. Wynajęliśmy je jednak ze względu na własne kalectwo. Mieliśmy zamiar przenieść tam laboratorium z ul. Piłsudskiego, bo dużo łatwiej byłoby nam pracować na miejscu - wyjaśniają.
Kurowiccy przystąpili do remontu pomieszczenia w piwnicy, ale na wykończenie zabrakło im pieniędzy.
- Wciąż zmniejsza się liczba pacjentów korzystających z naszych usług. Doszliśmy do wniosku, że przeprowadzka chyba nam się nie bardzo opłaci. Gdyby nam ktoś zwrócił pieniądze, które tam włożyliśmy w remont, z chęcią byśmy je odstąpili. Ale co najważniejsze, my za to pomieszczenie cały czas płacimy. Nie zalegamy ani dnia, ani godziny - podkreślają i przedstawiają rachunki. Za owe 15 piwnicznych metrów płacą miesięcznie 71 zł, z tego 47 zł idzie do kasy MZGKiM, a pozostała część to podatek wpłacany do kasy UM.
Anna Suchcicka

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki