Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Kto kogo zatrudnia w Makowie

Aldona Rusinek
Wiceburmistrz Makowa Tadeusz Marciniak w 6. numerze "Tygodnika Ostrołęckiego" odpierał w rubryce "Co nas boli" zarzuty czytelnika dotyczące zatrudniania ludzi w Makowie na podstawie klucza partyjnego, konkretnie peeselowskiego.

Argumentował, że na 108 osób skierowanych do pracy w strukturach samorządowych przez Powiatowy Urząd Pracy zaledwie trzy rzeczywiście są związane z PSL. Ta wypowiedź wywołała kolejny odzew na łamach.

- Cieszę się, że pan Marciniak - zastępca burmistrza Makowa - zechciał podjąć dyskusję na temat partyjniactwa, za co składam mu wyrazy szczerego szacunku - mówi jeden z czytelników. - Martwi mnie jednak fakt niedostrzegania tego problemu, trawiącego niczym nowotwór naszą lokalną społeczność. To, że nie mamy do czynienia z całkowitym zdziczeniem polegającym na zwalnianiu wszystkich pracowników, aby obsadzić te miejsca swoimi ludźmi, nie jest dowodem na to, że partyjniactwa nie ma. Nie dziwi mnie, że członkinie PSL zostały skierowane do pracy przez Powiatowy Urząd Pracy, bo jego kierownik też jest członkiem PSL. Bardzo typowym jest tłumaczenie pana Marciniaka, że w 10-tysięcznym Makowie nie można uniknąć powiązań. Pewnie jest w tym trochę racji. Pytanie tylko, dlaczego ci, którzy chcą zdobyć pracę, nie mogą uniknąć powiązań z PSL lub SLD. To władze tych partii tworzą tak chore mechanizmy i zależności, że bez umocowania partyjno-towarzyskiego nie można znaleźć pracy w urzędach i instytucjach opanowanych przez te partie. PUP nie informuje nawet o wolnych etatach, wszystko odbywa się zakulisowo. Doskonałym przykładem jest kariera pani Agnieszki Szydłowskiej. - byłej kierowniczki Powiatowego Biura ARiMR, która ostatnio została zatrudniona w Zespole Szkół w Makowie, a pan starosta Gójski będzie znów obłudnie ubolewał, że rodzice posyłają swoje dzieci do szkół ponadgimnazjalnych w sąsiednich powiatach. Mnie to nie dziwi, bo to wyraz ich mądrości.
- W Makowie jest grupa trzech osób trzymających władzę, a kto daje pracę, ten ma władzę - twierdzi inny czytelnik. - Są to: Tadeusz Marciniak - zastępca burmistrza, szef miejskiego PSL, Elżbieta Michalska - kierownik Powiatowego Urzędu Pracy, zastępca szefa miejskiego PSL i Zbigniew Bański - szef biura posła Deptuły, zwany "kadrowym powiatowymÇ". Ta trójka decyduje o tym, kto i gdzie ma podjąć pracę w ramach robót publicznych. Na ich usługach, a zwłaszcza na usługach "kadrowego", jest starosta. Te osoby są z PSL-u. Czasami dopuszczają do decyzji o skierowaniu do pracy z PUP-u także SLD, który reprezentuje wicestarosta Gójski. Nikt spoza układu PSL-SLD pracy nie dostanie. Powinno się dokładnie zbadać skierowania do robót publicznych wystawiane przez PUP. Jeżeli zdarzy się, że ktoś spoza tego układu dostanie pracę, to jest to dziecko pracownika PUP albo dziecko nauczyciela.
Kolejny czytelnik stawia propozycję dla starosy Białobrzeskiego: "Niech się pan starosta zastanowi nad sensem istnienia Powiatowego Urzędu Pracy, w którym nie ma żadnych ofert pracy (co potwierdzają wasze łamy), bo sprawę zatrudnienia w powiecie i tak załatwiają dwaj kadrowi: jeden z PSL-u z siedzibą przy ul. 1 Maja, a drugi z SLD zajmujący pokój naprzeciwko pana starosty. Byłoby to i tańsze, i podejrzewam, że kosztowałoby to mniej nerwów osoby bezrobotne, które drepczą do PUP-u licząc na przychylność losu".
Elżbieta Michalska, kierownik Powiatowego Urzędu Pracy nie rozumie takich zarzutów.
- Nie jest naszą winą znikoma liczba ofert pracy. Dyskutanci z łamów "Tygodnika" powinni się chyba orientować w sytuacji miasta. Powinni wiedzieć, że lokalnego rynku pracy właściwie nie ma. Że w Makowie brakuje większych zakładów pracy, od czasu do czasu trafiają do nas pojedyncze oferty z małych prywatnych firm, które podajemy do publicznej wiadomości. Mamy zarejestrowanych 5300 bezrobotnych. Nie sposób wszystkim załatwić pracę. Naszym najważniejszym zadaniem jest zdobywanie pieniędzy na łagodzenie problemu bezrobocia. Część pieniędzy otrzymujemy z budżetu. Piszemy także programy, na które dostajemy dodatkowe fundusze. W ubiegłym roku zdobyliśmy w ten sposób dodatkowo 500 tys. złotych. W ten sposób, chociaż na jakiś czas, zapewniamy zatrudnienie bezrobotnym w ramach robót publicznych, prac interwencyjnych, stażów i umów absolwenckich. Głównymi pracodawcami są samorządy lokalne. Bo przede wszystkim w gminach, w strukturach miasta czy powiatu można znaleźć dla bezrobotnych choćby chwilowe zatrudnienie.
W ubiegłym roku PUP skierował do pracy 908 osób, w tym roku skierowania w ramach prac interwencyjnych otrzymało 67 osób (przważnie do małych prywatnych firm na 2-3 miesiące). Na staże absolwenckie skierowano 51 osób (oznacza to kilkumiesięczną pracę, osoby te nadal mają status bezrobotnych), 4 osoby otrzymały pracę w ramach umów absolwenckich, czyli zostały zatrudnione w ramach umów o pracę. Poza tym 28 osób zakwalifikowano w ramach programu rządowego do zatrudnienia w Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Spośród 53 długotrwale bezrobotnych wybrano tych, którzy wykazali się najlepszą znajomością pracy na komputerze, bo taki był podstawowy wymóg tej oferty pracy.
- Chyba trudno byłoby mieć tylu znajomych, zwłaszcza członków PSL czy SLD - sumuje Elżbieta Michalska.
Starosta Kazimierz Białobrzeski uważa całą dyskusję za małostkowe rozgrywki polityczne czy wręcz personalne.
- Mógłbym z dużym prawdopodobieństwem wskazać autorów tych wypowiedzi, ale po co? Ich zarzuty są absurdalne. Zatrudniamy ludzi kierowanych do nas przez PUP w ramach stażu absolwenckiego. Dla tych młodych ludzi, w sytuacji obecnego bezrobocia, jest to jedyna możliwość zakosztowania pracy i mobilizacji do jej dalszego poszukiwania. Nie kierujemy się przynależnością partyjną ani jakimikolwiek innymi względami poza potrzebą pomocy tym ludziom. Nie sądzę również, by Powiatowy Urząd Pracy kierował ich na zasadzie klucza partyjnego czy koneksji, choć zapewne w takim mieście jak Maków trudno uniknąć znajomych. Autorzy tych wypowiedzi są jakoś politycznie przewrażliwieni. Każdy ma prawo do pracy, niezależnie od powiązań politycznych. Z cytowanych głosów czytelników wynikałoby, że nikt kto należy do PSL czy SLD, nie ma prawa szukać pracy ani być zatrudnionym. Czy Agnieszka Szydłowska, która została zwolniona z kierowniczego stanowiska w ARiMR - nie wiem, z przyczyn politycznych, czy nie - a teraz została zatrudniona jako wychowawczyni w internacie, naprawdę nie ma prawa do pracy? Nie wiem, czy ją ktoś protegował. Na pewno nie starosta. Dyskusja na taki temat na podstawie ogólnikowych zarzutów wydaje mi się w ogóle niepoważna.
Elżbieta Michalska wyjaśnia, że Agnieszka Szydłowska otrzymała rzeczywiście skierowanie do pracy w internacie na wakujące miejsce wychowawcy. Już nie pracuje, bo zapotrzebowanie było na dwa tygodnie.
Wicestarosta Janusz Gójski zapewnia, że nie załatwiał pracy nikomu z układów rodzinnych, partyjnych czy towarzyskich.
- Syn - jedyna moja tutaj rodzina - od lat jest nauczycielem i żadnych protekcji nie potrzebuje. Zatrudnianie ludzi w ogóle nie leży w kompetencjach starosty, odpowiadają za to dyrektorzy jednostek. Zresztą od dawna, od dwóch lat mniej więcej, nie ma w ogóle możliwości zatrudnienia na etatach w starostwie. Więc żaden członek SLD też nie otrzymał w tym czasie żadnej posady - twierdzi.
Wiceburmistrz Tadeusz Marciniak, nie ma nic nowego do dodania w tej kwestii:
- Jak powiedziałem w poprzednim numerze TO, na 108 osób skierowanych w różnych formach do miejskich struktur, tylko trzy były związane z PSL. To chyba nie jest niepokojąca statystyka.
Zbigniew Bański, szef biura poselskiego Zbigniewa Deptuły przyznaje natomiast:
- Rzeczywiście, w ramach stażu absolwenckiego do pracy przez PUP skierowana była moja bratanica. Ale już nie pracuje, jest w tej chwili na kuroniówce. Gdybym był takim powiatowym "kadrowym", jak mnie ktoś mianuje, czy nie mógłbym załatwić jej pracy? Widocznie nie mogę - ani jej, ani komukolwiek innemu. Nikogo nigdy nie protegowałem, nie mam wpływu na decyzje PUP-u. Z przykrością też stwierdzam, że często jako kierownik biura poselskiego czuję się bezradny wobec ludzi, którzy przychodzą do nas z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy - mówi.
- Mam wrażenie, że zarzuty czytelników trącą właśnie partyjniactwem, jakąś walką "podjazdową" pod obecną ekipę. Nie sądzę, żeby były to osoby bezrobotne, które rozumieją problem bezrobocia - uważa Elżbieta Michalska. - Nie widać w tych głosach prawdziwej troski o bezrobotnych, ale zjadliwość i polityczne podteksty. A nam naprawdę obojętna jest przynależność partyjna ludzi, którzy się do nas zgłaszają. Staramy się załatwić jak najwięcej miejsc pracy. I staramy się naszych podopiecznych podtrzymywać na duchu. Podopieczni jednak - o czym świadczy między innymi nasza sonda - mają zgoła odmienne zdanie o pomocy świadczonej przez urząd pracy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki