Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Kto boi się Cyganów

Mieczysław Bubrzycki
Jadwigę Grabowską dwa razy atakowały Cyganki
Jadwigę Grabowską dwa razy atakowały Cyganki Fot. M. Bubrzycki
Dwa razy w ostatnich kilkunastu miesiącach Cyganki wtargnęły do domu starszej pani z Nowego Sielca i poturbowały ją.

Jadwigę Grabowską dwa razy atakowały Cyganki
(fot. Fot. M. Bubrzycki)

Jadwiga Grabowska z Nowego Sielca w gminie Krasnosielc mieszka w drewnianej chatce. Po śmierci męża i dwojga dzieci pozostała na tym świecie sama jak palec. - Nie wiem dlaczego Cyganie uwzięli się właśnie na tę kobietę - zastanawia się głośno mężczyzna z sąsiedztwa. Pierwszy raz Cyganie zajechali pod chatę pani Jadwigi dość dawno temu. Jadwiga Grabowska nie pamięta, kiedy to było, choć ma świeżo w pamięci przebieg zdarzenia. Sąsiadka z naprzeciwka twierdzi, że to było prawie rok temu, na jesieni, bo akurat zagrabiała zeschłe liście. Inna sąsiadka jest prawie pewna, że było to jakieś dwa lata temu. Sąsiadki różnią się także w opisie marki samochodu, którym przyjechali Cyganie. Mieszkająca bliżej pani Jadwigi twierdzi, że i wtedy, i ostatnio, było to auto w kolorze metalicznym na jakichś niepolskich numerach. Sąsiadka, która mieszka dalej, jest pewna, że poprzednio Cyganie przyjechali białym dużym fiatem, a ostatnio takim srebrzystoniebieskim ładnym samochodem. - Podobnym jeździ Ruski mieszkający w Krasnosielcu, więc pomyślałam sobie nawet, że to on ich przywiózł. Sąsiadki różnią jeszcze w paru szczegółach, ale zgodne są w jednym: że Jadwiga Grabowska, kobieta prawie 90-letnia, została dwukrotnie sponiewierana przez kilka Cyganek. - Za pierwszym razem strasznie mnie zamotały - mówi Jadwiga Grabowska. - Pchały się we dwie do domu na siłę. Kłamałam mówiąc, że mąż leży chory, choć tak naprawdę mąż już nie żyje, ale one na nic nie patrzyły, tylko zarzuciły na mnie jakąś kapę czy koc, porozrywały bluzkę, pourywały rękawy od koszuli nocnej i powyrywały guziki. Nic nie ukradły, bo zaraz tu ludzie się zlecieli. A najpierw przestraszyły się chłopa, który stanął pod latarnią i zapytał, czego chcą ode mnie. Wtedy Cygan siedzący w samochodzie zagwizdał, kobiety szybko wsiadły do samochodu i odjechali. - Bardzo mnie zdziwiło, że samochód stoi, a w środku siedzi Cygan - opowiada sąsiadka. - Nie ukrywam, że trochę się bałam. Za chwilę pojawiły się Cyganki, które wsiadły do samochodu i szybko odjechali. Gdy weszłam do środka pani Grabowska była stargana i strasznie roztrzęsiona. Tłumaczyła, że biły ją pięściami i chciały wepchnąć do piwnicy. Sąsiadka z naprzeciwka zatelefonowała wtedy na policję do Makowa. Policjant wysłuchał, ale gdy dowiedział się, że Cyganie już odjechali, a starszej pani nie zrobili większej krzywdy, orzekł, że szanse na ich złapanie są niewielkie, zwłaszcza że telefonująca kobieta nie potrafiła podać szczegółów wyglądu auta, ani numerów rejestracyjnych, a poszkodowana nie chciała zgłaszać zdarzenia na policję. We wtorek 22 lipca przebieg zdarzeń był nieco inny. - Do domu weszła jedna, druga była na podwórku - opowiada Jadwiga Grabowska. - Zobaczyła to sąsiadka i biegiem do mnie. A ta pierwsza chciała ode mnie a to wody, a to kartofli. Stanęłam w drzwiach i udało mi się wypchnąć ją z sieni, choć to była gruba baba, dwa razy taka jak ja. Urwała mi fartuch. Nic wielkiego mi się nie stało, ale byłam strasznie wystraszona. Od razu położyłam się do łóżka. - Wybiegłam na drogę, jak tylko zobaczyłam ten samochód - relacjonuje sąsiadka. - Teraz uwinęli się szybciej niż poprzednio. Wsiedli szybko do samochodu i odjechali. Tym razem nie bili jej. Sąsiadka nie telefonowała na policję, bo uznała, że to nie ma sensu. - Wydaje mi się, że i wtedy, i przedwczoraj to byli ci sami ludzie - mówi sąsiadka z naprzeciwka. - To były trzy kobiety i mężczyzna. Dwie z tych kobiet to były typowe Cyganki, ta trzecia miała bladą cerę. Cyganki zawzięły się na Grabowską, ale za pierwszym razem, zanim podjechały pod dom starszej pani, usiłowały także wejść do domu innej starszej wdowy, która mieszka w drugiej części wsi. Ta jednak nie wpuściła ich do domu. Jadwiga Grabowska wyciągnęła wnioski z obu tych zdarzeń. Do tej pory pies stał na łańcuchu przy budzie w głębi podwórka. Teraz przywiązała go przy samych drzwiach. Szczeka na każdego obcego i nie pozwala zbliżyć się do drzwi.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki