Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

KRUS ma zawsze rację?

Mieczysław Bubrzycki
Rolnik z Drążdżewa zarzuca ostrołęckiemu KRUS-owi, który zabrał mu rentę, że źle ocenił stan jego zdrowia. "Ja nie mam dziś z czego żyć" - alarmuje 55-letni mężczyzna.

- Jestem 55-letnim rolnikiem, a raczej tym, co z niego zostało - twierdzi Bogusław Szewczak z Drążdżewa Małego w gm. Krasnosielc. - Gospodarstwo rolne prowadziłem samotnie, a nie jest to praca lekka. Na dodatek uległem wypadkowi, złamałem nogę, ale w okresie rekonwalescencji też trzeba było pracować. Lekarze u których się leczyłem, stwierdzili, że stan mojego zdrowia nie pozwala mi na dalszą pracę i skierowali mnie do komisji orzecznictwa KRUS w Ostrołęce. Otrzymałem na rok rentę. Przez cały czas leczyłem się na zwyrodnienie stawów, a także kręgosłupa. Zdaniem orzecznika KRUS, pana Napiórkowskiego, stan mojego zdrowia poprawił się jednak na tyle, że odebrano mi rentę. Innego zdania są lekarze, którzy mnie leczą: ordynatorzy oddziałów neurologicznego i ortopedycznego w Ostrołęce. W stosownych zaświadczeniach napisali, że nie jestem zdolny do jakiejkolwiek pracy. Mimo to, lekarz orzecznik komisji KRUS w Makowie Maz. opierając się na tych orzeczeniach stwierdził, że mogę wykonywać lekkie prace. Pytam tylko, które prace w gospodarstwach rolnych są lekkie?
- Mało tego, po złożeniu przeze mnie wyników aktualnych badań i kolejnego opisu choroby ze wskazaniem, że stan mojego zdrowia pogarsza się, nie zostałem nawet zakwalifikowany na komisję ds. orzecznictwa - kontynuuje Bogusław Szewczak. - Niejaka pani Kraszewska z ostrołęckiego KRUS-u jednogłośnie orzeka i kwalifikuje dokumenty, bo przecież nie ludzi, do tego, czy mogą otrzymywać świadczenie, czy nie. Kim jest ta kobieta, że podważa opinie lekarzy specjalistów? Jeszcze jeden Kaszpirowski leczący przez ekran telewizora czy Nowak z butelką wody? Ta pani uzdrawia listownie!
Bogusław Szewczak twierdzi, że w takiej sytuacji jak on jest cała rzesza zdesperowanych rolników.
- Nie rozumiem, czym kierują się ci ludzie? - zastanawia się Bogusław Szewczak. - Zatrważa mnie bezduszność urzędników, ich brak zrozumienia dla tych, którzy ich utrzymują.
O wyjaśnienie zarzutów rolnika z Drążdżewa zwróciliśmy się do ostrołęckiego oddziału KRUS.
- Rolnik, który trafił ze swoją sprawą do "Tygodnika", składając wniosek do KRUS-u o rentę inwalidzką powinien mieć świadomość tego, że to nie lekarz rodzinny czy też lekarz z przychodni specjalistycznej decydują o prawie do tego świadczenia - wyjaśnia Tadeusz Wiśniewski, zastępca dyrektora Oddziału Regionalnego KRUS w Ostrołęce. - Decyduje o tym lekarz rzeczoznawca KRUS. W tym konkretnym przypadku zarówno lekarz rzeczoznawca, jak i komisja lekarska KRUS, do której wniósł odwołanie, nie uznali pana Szewczaka za osobę niezdolną do pracy w gospodarstwie, mimo że schorzenia uciążliwe w codziennym funkcjonowaniu czynią ludzi niezdolnymi do pracy. W oparciu o orzeczenie komisji lekarskiej KRUS wydana została decyzja zawierająca pouczenie o możliwości odwołania się od niej do Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, z czego zainteresowany nie skorzystał.
Lakoniczność wypowiedzi dyrektora wynika z faktu, że - jak nam powiedział - ograniczają go przepisy i nie może ujawniać zbyt wielu szczegółów tego typu spraw.
Myli się jednak dyrektor mówiąc, że Szewczak nie odwołał się od orzeczenia komisji KRUS. Dysponuje orzeczeniem Sądu Pracy i Ubezpieczeń Społecznych w Warszawie z 23 kwietnia 2003 r. oddalającym jego odwołanie.
Jak nam powiedziano w ostrołęckim oddziale KRUS, zarówno Bogusław Szewczak, jak i każdy inny opłacający KRUS-owskie składki, może w każdej chwili ubiegać się o ponowną wizytę u lekarza-rzeczoznawcy, jeśli nastąpi istotne pogorszenie stanu jego zdrowia. Gdy zdrowie się nie pogarsza, może stanąć przed KRUS-owskim lekarzem nie wcześniej niż po roku.
Natomiast Bogusław Szewczak złożył wniosek do komisji lekarskiej KRUS w parę tygodni po otrzymaniu niekorzystnego dla niego orzeczenia. Jego wniosek został oddalony, gdyż lekarz-inspektor po przeanalizowaniu złożonych dokumentów nie stwierdziła istotnego pogorszenia stanu zdrowia.
- Ja naprawdę nie mam z czego żyć - mówi Bogusław Szewczak. - Od wypadku drogowego, którego padłem ofiarą, minęły ponad trzy lata. Przez rok chodziłem tylko o kulach. Gospodarstwo oddałem w dzierżawę, bo nie byłem i nie jestem w stanie pracować. Teraz także bywa, że gdy noga mocno mi dokuczy, używam jeszcze kuli do chodzenia. Ja naprawdę nie symuluję! Przez jakiś czas żyłem z renty w kwocie 560 zł miesięcznie. Teraz nie mam żadnego źródła utrzymania...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki