Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Kosztowna przyjemność polowania

epe
Kto chce zostać myśliwym, nie może myśleć, że wstąpi do koła i będzie opływał w dostatki w postaci drogocennej dziczyzny. Myślistwo kosztuje - zarówno dużo czasu, jak i pieniędzy.

Żeby zostać myśliwym, trzeba spełnić szereg warunków - pozdawać egzaminy, odbyć roczny staż, poznać regulamin polowań. Myśliwy musi wpłacić wpisowe do koła łowieckiego, od kilkuset do nawet kilkunastu tysięcy złotych, ponadto wyposażyć się w broń, ubranie łowieckie, w sumie - kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie są to wydatki na każdą kieszeń, ale nie dzieje się tak przypadkiem: łowiectwo ponownie staje się w Polsce elitarnym sposobem spędzania wolnego czasu.
Myślistwo to przede wszystkim hobby. Pomimo brzydkiej pogody, na hubertowskie polowanie w lasach w okolicach Długosiodła w niedzielę 7 listopada przybyło około trzydziestu myśliwych. Zanim zaczęli strzelać, poszli do kościoła. W czasie Mszy św. odprawionej w Długosiodle w procesji z darami członkowie koła zanieśli m.in. obraz, wizerunek św. Huberta, patrona myśliwych, i poroże jelenia. Po odśpiewaniu tradycyjnej pieśni "Pojedziemy na łów", wszyscy wyruszyli do lasu. Tegorocznemu polowaniu przewodniczył Edward Kulesza.

Elitarna pasja

Lasy w gminie Długosiodło to wielka atrakcja dla myśliwych - dużo tu zwierzyny. Tej niedzieli myśliwi ustrzelili jednak tylko dwa zające. Nie przeszkodziło to w zabawie, dobre humory nie opuszczały polujących. Jak podkreślali, efekt polowania, czyli pokot, nie jest najważniejszy. Spotykają się, bo lubią las, łowiectwo to ich pasja, tworzą też grupę dobrych znajomych. Reprezentują przy tym różne zawody - od rolników po lekarzy - i bardzo różne pozycje majątkowe.
Mimo tych różnic w stanie posiadania, każdy z myśliwych musi wydać na swoje hobby co najmniej kilkaset złotych rocznie. Najbardziej kosztowne są początki.
- Żeby zostać myśliwym, trzeba dysponować kwotą ok. 10 tysięcy złotych - ocenia Zbigniew Pożoga.
Na początku trzeba odbyć roczny, bezpłatny staż. Polega on na uczestniczeniu w życiu koła. Od pracy przy budowie urządzeń łowieckich - ambon, lizawek, paśników - po uczestnictwo w nagankach, dokarmianiu. Kandydaci na myśliwych mogą uczestniczyć w polowaniach, ale tylko jako obserwatorzy. Każdy, kto chce wstąpić do koła, musi mieć swojego myśliwego wprowadzającego.
Po odbyciu stażu, koło kieruje kandydata na myśliwego na miesięczny kurs, organizowany przez okręgową radę łowiecką. Podczas kursu (kosztuje ok. 600 złotych) kandydat uczy się zoologii, poznaje regulamin polowań, budowę broni, statut Polskiego Związku Łowieckiego, kynologię (przygotowanie i wykorzystywanie psów myśliwskich do polowań) itd. Kiedy kandydat zdaje egzamin, czeka go kolejna przeszkoda do pokonania. Musi uzyskać pozwolenie na kupno broni wydawane przez policję. Policja, po rozpatrzeniu podania (dokonuje m.in. wywiadu środowiskowego, bada, czy ubiegający się o broń był karany), wydaje odpowiednie pozwolenie. - Broń jest sprawą dowolną - opowiada Zbigniew Pożoga. - Myśliwy może kupić tylko dubeltówkę, może też mieć dubeltówkę i broń kulową.
Ceny broni są bardzo zróżnicowane. Najtańsza dubeltówka kosztuje ok. 3 tysięcy złotych, można też kupić taką za 20, a nawet 35 tysięcy złotych. Podobnie jest z bronią kulową, można ją nabyć za 3,5 tysiąca złotych, ale można kupić dużo droższą.
Na wyposażenie myśliwego składa się też pas na amunicję, ubranie łowieckie, dobrze, jeżeli ma przy sobie lornetę. Trzeba jeszcze wpłacić wpisowe do koła - od tysiąca do kilkunastu tysięcy złotych, w zależności od koła. Jest to, jak mawiają sami myśliwi, kwota zaporowa. Ustala się ją na dość wysokim poziomie, żeby do kół wstępowali tylko ci, którzy naprawdę chcą polować i traktują to jako hobby.
Do listy wydatków myśliwego należy też dodać coroczną składkę do rodzimego koła - np. w kole "Bór" jest to 250 złotych - oraz składkę wpłacaną też raz w roku, do Polskiego Związku Łowieckiego.

Będzie jubileusz

Koło "Bór" powstało w roku 1960. W 2005 roku myśliwi będą obchodzić jubileusz 45-lecia działalności. Co roku koło to organizuje kilka większych polowań (m.in. hubertowskie i w sierpniu, na otwarcie sezonu łowieckiego), jednak w większości polują indywidualnie. Koło gospodaruje w dwóch obwodach w lasach w okolicach Długosiodła. Liczy 52 członków.
Nie bez znaczenia jest też to, że są oni gospodarzami dwóch obwodów leśnych. Budują paśniki, lizawki i dokarmiają zwierzynę. W tym roku na dożywianie przeznaczyli ok. 15 ton karmy. - To wystarczająca ilość, choć przydałoby się jeszcze więcej - opowiada Zbigniew Pożoga, szef koła "Bór".
Tradycyjnie też, przygotowują paczki bożonarodzeniowe dla najbardziej potrzebujących dzieci, uczestniczą w finałach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
- Większość z nas tu mieszka, więc staramy się pomagać ludziom wokoło - mówią. Dla niektórych rodzin czas polowania to w jakiś sposób przepis na życie. W polowaniach zbiorowych uczestniczy grupa naganiaczy zwierzyny, tzw. naganka. Kilkanaście lub kilkadziesiąt osób to głównie mali chłopcy. Za udział w polowaniu dostają ok. 20 złotych. Ich zadaniem jest wypłaszanie przy pomocy drewnianych kołatek (nie mogą być za głośne) zwierzyny. Mogą przy tym do woli krzyczeć.
- Czasami to mnie gardło boli - śmiał się jeden z nastolatków z naganki.
- Są tacy, którzy uczestniczą w nagance, bo naprawdę to lubią, może w przyszłości sami będą chcieli zostać myśliwymi, są tacy, dla których to sposób na zarobienie dodatkowych pieniędzy, czy to dla siebie, czy to na dołożenie do domowego budżetu - opowiada Pożoga.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki