Kosiniak-Kamysz: PiS nie zdoła zniszczyć III RP. Ale ostatnie wydarzenia to żółta kartka

Agaton Koziński
Władysław Kosiniak-Kamysz - prezes PSL, poseł. Był ministrem pracy w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Jego ojciec był ministrem zdrowia w rządzie Tadeusza Mazowieckiego
Władysław Kosiniak-Kamysz - prezes PSL, poseł. Był ministrem pracy w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz. Jego ojciec był ministrem zdrowia w rządzie Tadeusza Mazowieckiego fot. slawomir mielnik / nowa trybuna opolska
Udostępnij:
- Skończył się czas liberałów, wolnego rynku, który ma wszystko regulować. Trzeba wrócić do silnych państw narodowych - mówi prezes ludowców w rozmowie z Agatonem Koziński.

PiS rządzi od roku, a opozycja ciągle nie może wyrwać się z marazmu. Dlaczego?
Pierwszy raz po 1989 roku mamy do czynienia z sytuacją, gdy państwem rządzi jedna partia. W dodatku rządzi w sposób tak radykalny. Świat polityczny się zmienił i trzeba przegrupować szeregi.

Ile czasu to przegrupowanie będzie trwać? Bo dziś wydaje się, że naprzeciw PiS-u jest tylko bezkształtna magma.
Proszę mnie nie traktować jako reprezentanta całej opozycji. Nie roszczę sobie do tego mandatu.

Jest Pan częścią opozycji, dlatego proszę o diagnozę obecnej sytuacji. Dlaczego nie umiecie w żaden sposób przykuć uwagi do swoich działań?
Za ostro pan ocenia opozycję. Zrobiliśmy sporo, ale PiS podejmując tak radykalne decyzje, zmusza wszystkich do reakcji. Brak reakcji oznaczałby kapitulację. W ten sposób wyznacza boisko, na którym trwa polityczna gra. Oddzielna sprawa, że to boisko ma często słabą murawę i gra na nim może zakończyć się kontuzją dla wielu, którzy próbują na nim grać.

To największa zmiana ostatniego roku? W czasie, gdy PSL współrządził, to były rozgrywki Ligi Mistrzów, a teraz mamy kopaninę na kartoflisku?
Gramy wciąż w tej samej lidze, ale PiS przesuwa granice boiska. Myśli, że jak ustawi inaczej bramki, łatwiej będzie mu wygrać. Oczekuje, że wszyscy do tej nieczystej gry się dostosują.
I część opozycji daje się na to nabrać. My nie zamierzamy. Wolimy narzucić swoje tempo gry i reszta opozycji też powinna tak zrobić.

CZYTAJ TAKŻE: Władysław Kosiniak-Kamysz: CETA jest zagrożeniem dla wszystkich

Nie zapowiada się.
Zobaczymy, PiS samo się podkłada. Gdyby tylko wprowadziło 500+ i nie popełniło po drodze tych wszystkich błędów, dziś miałoby poparcie powyżej 50 proc. Tymczasem nie jest w stanie utrzymać nawet poparcia z ostatnich wyborów.

PiS uznało, że teraz sondaże nie mają znaczenia. Lepiej trudne reformy zrobić dziś, aby wysokie poparcie mieć w 2019 r.
Gdyby sondaże nie miały znaczenia, to PiS nie wycofałoby się ze zmian w prawie aborcyjnym, tylko wywiązało się ze zobowiązań, jakie złożyło konserwatywnym wyborcom. To dowód, że z sondażami się jednak liczą.

Aborcja to kwestia, na której PiS ewidentnie się poślizgnął. Dlaczego opozycja tak rzadko umie wybić ich z rytmu?
Zbyt mało czasu minęło od wyborów. Dziś są w głównym nurcie a my mówimy im sprawdzam. Inna sprawa, że nie jest łatwo partii opozycyjnej przebijać się ze swoimi pomysłami, gdy ma tak utrudniony dostęp do mediów, zwłaszcza publicznych, gdzie nasi przedstawiciele nie są zapraszani.

Ale co by powiedzieli, gdyby zostali zaproszeni?
Pyta mnie pan, jakie propozycje PSL zamierza zgłaszać?

Propozycji na pewno macie całą masę. Ale pytam o jakieś ciekawe. Takie, które redefiniowałyby ważną sferę życia, czy przynajmniej pobudziły choć trochę emocje.
W sobotę odbędzie się kongres PSL. Tam przedstawimy całościowy program. Nie będą to hasła anty-PiS-owskie, lecz ciekawe, pozytywne rozwiązania.

Proszę o przykład.
Choćby propozycje zmian w edukacji. Proponujemy m.in. ograniczenie liczebności uczniów w klasach do 20-stu, pięć godzin angielskiego już od pierwszej klasy i ciepły posiłek dla każdego ucznia.

Słupki poparcia będą aż furkotać, gdy Polacy usłyszą ten pomysł.
Wielkie dzieła buduje się z małych klocków.

Energii ludzi, by ruszyli za Wami przeciwko PiS-owi, w ten sposób nie uruchomicie.
Dziś sytuacja na świecie zmienia się w sposób radykalny. PiS postępując tak jak dotychczas, samo się wypali. Ważniejszym pytaniem jest, co będzie dalej? Czy rozczarowanie jeszcze bardziej zradykalizuje nastroje, czy też pojawi się tęsknota za normalnością? Skończył się czas liberałów, wolnego rynku, który ma wszystko regulować. Trzeba wrócić do silnych państw narodowych, a także silnych regionów.
Powiedział Pan „silnych państw narodowych”?
Tak - silnych w ramach Unii Europejskiej. Globalizacja poszła za daleko. Niektóre procesy wymknęły się rządom spod kontroli ze szkodą dla obywateli.

To jest nowy język PSL-u?
Mówiliśmy, już o tym gdy negocjowaliśmy warunki wejścia Polski do Unii Europejskiej.

Zauważył Pan, że zaczyna mówić PiS-em?
PiS w swoich deklaracjach jest fałszywe. Co innego mówi w Polsce, a co innego robi w Brukseli. Widać to dobrze w sprawie umowy CETA. Gdyby PiS było dziś w opozycji, pierwsze protestowałoby przeciw tej szkodliwej umowy. Ale rządzi, więc ją popiera.

PiS regularnie wzywa do reorganizacji całej UE.
PiS chce zmieniać instytucje, my chcemy większego otwarcia Unii na ludzi. Dla ludowców UE powinna być silna siłą regionów. Doskonale pokazuje to przykład Walonii, która blokowała CETA.

Napięcie między Walonią i Flandrią może doprowadzić do rozpadu Belgii - to też pokazuje, ile mogą silne regiony.
Problem Belgii wynika z historycznych zaszłości i nierówności społecznych.

A Pan chce go jeszcze wzmacniać, co doprowadzi w końcu do rozpadu kraju.
Wzmacniać chcę Małopolskę, Mazowsze, Podlasie, nie Walonię.

Śląsk?
Też. To nie jest region, który ma ciągoty separatystyczne.

CZYTAJ TAKŻE: Władysław Kosiniak-Kamysz: CETA jest zagrożeniem dla wszystkich

Jak Pan go wzmocni, uruchomi Pan falę, która te tendencje obudzi. Na Śląsku widać osoby czekające na to.
Granie tymi lękami to paliwo dla radykałów. Mówię o tym, że nakaz z Warszawy czy Brukseli nie powinien decydować o tym, co mają robić poszczególne gminy czy powiaty.

Pan był w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz, które mocno wspierały instytucje UE i tę Brukselę, na którą teraz Pan utyskuje.
Bogu dzięki, że PSL było w tym rządzie. Przynajmniej było komu tłumić zapędy liberalne. Dziś nie ma nikogo, kto tłumiłby radykalne zapędy PiS.

Jak się Panu przez cztery lata współpracowało z tymi liberałami?
Mieliśmy inną wizję świata. Nie byliśmy w jednej partii, tylko w koalicji. W niektórych sprawach różniliśmy się, a w części myśleliśmy podobnie.

Tak samo myśleliście choćby w sprawie podnoszenia wieku emerytalnego do 67 lat.
Przez wiek emerytalny - o czym mało kto dziś pamięta - tamta koalicja prawie się rozpadła. Platforma nie potrzebowała nas do przeprowadzenia tej ustawy, miała przecież poparcie Ruchu Palikota. Tylko dzięki ludowcom udało się do tego projektu wpisać m.in. emerytury częściowe czy specjalne uprawnienia dla rolników i dla samotnych matek. Gdyby PO bardziej nas wtedy słuchała, nie byłoby problemu z wiekiem emerytalnym.

PO bardziej słuchała? Przecież to Pan jako minister przygotował tę ustawę.
Nad ustawą wspólnie pracowałem z Rostowskim, Bieleckim, Jasserem, a na koniec także z Pawlakiem i Tuskiem.

Ale Pan się pod nim podpisał.
Całe szczęście, że za projekt odpowiadał mój resort, bo dzięki temu mieliśmy większy wpływ na jego ostateczny kształt.

Podniesienie wieku emerytalnego dało sporo punktów PiS-owi. Przygotowany przez Pana resort demontaż OFE doprowadził do powstania Nowoczesnej. Czuje się Pan jak akuszer sukcesów tych partii w ostatnich wyborach?
Myślę, że jakiś udział w sukcesie tych partii mieli także ich liderzy. OFE przyniosło Polsce wiele krzywdy, ale Nowoczesna powstała przede wszystkim na fali rozczarowania Platformą.

PiS uzyskał „efekt WOW” programem 500+. Musicie zaproponować coś podobnego. Widzi Pan na to szansę?
Dla mnie takim polem jest polityka senioralna i propozycje zmian tworzących lepsze warunki do życia dla seniorów
Zaproponuje Pan program „emerytura 1500+”?
To nie czas na hasła. PSL zawsze przedstawiało realne propozycje. Przygotowujemy takie, które poprawią warunki seniorów, bo emeryci nie dostają poważnej oferty od obecnego rządu.

Jak polską politykę zmienią takie wydarzenia jak Brexit, czy wygrana Donalda Trumpa?
Polityka na pewno już nigdy nie wróci do tych ram, w jakich funkcjonowała do 2015 r. Ostatnie wydarzenia to żółta kartka dla wszystkich polityków. System polityczny oparty na wierze w zbawienną siłę kapitalizmu odchodzi do przeszłości. Nie obawiałbym się jednak tego procesu, bo powstaje nowa przestrzeń, w której liczyć się będzie słuch społeczny.

Pan mówi o programach, ale Brexit i Trump to sygnał, że wyborcy chcą też całkowicie nowych ludzi w polityce. Jak ten antysystemowy trend będzie silny w 2019 r.?
Pytanie, czym skończy się ta rewolucja? Nie chciałbym, by na fali rozczarowania niespełnionymi obietnicami Trumpa w Stanach czy PiS w Polsce doszło do dalszej radykalizacji nastrojów. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że po rozhuśtaniu statku przez radykałów, wszyscy zapragniemy, by znów było normalnie.

Kiedy było normalnie?
Na pewno były okresy, które mogłyby być dla nas dobrym wzorem na przyszłość.

W III RP? Bo PiS chce od niej odejść.
PiS nie zdoła zniszczyć III Rzeczpospolitej.

CZYTAJ TAKŻE: Władysław Kosiniak-Kamysz: CETA jest zagrożeniem dla wszystkich

Mam wrażenie, że utknął Pan w szpagacie - z jednej strony widzi, że wiatr się zmienił i wieje w żagle partii spoza głównego nurtu, z drugiej strony widzi zalety tego głównego nurtu i nie chce z niego wychodzić. Długo Pan wytrzyma w tej pozycji?
Nie utknąłem. Na pewno trzeba pracować na rzecz wzmocnienia samorządu - bo tam rozgrywają się sprawy najważniejsze. Trzeba wzmacniać rolę budżetów obywatelskich, organizacji pozarządowych. Im więcej decentralizacji tym lepiej. Państwa powinno być tyle ile trzeba, powinno pomagać Polakom a nie dominować ich życie.

Czyli chce Pan zmian systemowych. W kampanii założy Pan koszulkę z podobizną Trumpa?
Proszę zwrócić uwagę, kto na niego głosował: amerykańska wieś, małe miasta.

Ten elektorat przejął w Polsce PiS.
A wcześniej AWS, a potem SLD. Dziś ani jednej ani drugiej partii nie ma. PiS też przeminie, a PSL dalej będzie obecne. Choć na pewno musimy odbudować naszą pozycję w swoim mateczniku: na wsi i w mniejszych miastach.

Na razie będziecie musieli bronić się przed zarzutami, które pewnie pojawią się po kontrolach CBA w urzędach marszałkowskich kierowanych przez PSL.
Takiej kontroli jeszcze nie było. CBA równocześnie weszło do wszystkich urzędów marszałkowskich bez jakichkolwiek podstaw. To budzi podejrzenia, że funkcjonariusze działają na polityczne zlecenie. Zgodnie z zasadą: dajcie mi człowiek, a ja znajdę na niego paragraf.

Pan uważa, że nie będzie do czego się przyczepić? W Warszawie widać gigantyczną skalę nadużyć.
Bo w stolicy nie rządzi PSL. Nie zamierzam tłumaczyć się za Platformę.

Kontrolę przypomną, że PSL jest u władzy. Trudno będzie Panu wejść w szaty antysystemowca.
Antysystemowca już jednego mamy i wystarczy.

Kto ma w Polsce na nie monopol? Bardziej PiS, czy Kukiz?
Mam na myśli Pawła Kukiza. PiS już przecież rządziło i wszyscy pamiętamy, jak to się skończyło. Władza zużywa, a władza totalna zużywa totalnie i bardzo szybko. Przyjdzie moment, że ten balon mocno napompowany obietnicami w końcu pęknie.

Czyli opozycja ma w Polsce łatwo - nic nie musi robić, wystarczy, jak będzie czekać, aż PiS sam się wyłoży.
Jeśli ktoś w to uwierzy, to tak jakby już przegrał. My naprawdę dużo robimy, pracujemy. To zaprocentuje w czasie wyborów samorządowych.
Jeszcze wrócę do czasów, gdy był Pan ministrem w rządzie Tuska. Nie boi się Pan, że to okaże się dla Pan obciążeniem?
Ostatni sondaż pokazał, że Polacy uważają Tuska za najlepszego premiera po 1989 r. Cieszę się, że byłem w jego rządzie, bo dzięki temu mogłem wprowadzić np. roczne urlopy rodzicielskie czy 1000 zł na każde - nie tylko na drugie - dziecko. Bezrobocie spadło z 14 proc. do poniżej 10 proc.

To wszystko dzięki Tuskowi, czy mimo Tuska?
Czasem się spieraliśmy, czasami zgadzaliśmy. Czasem osiągałem swojej cele spierając się z nim a czasem współpracując.

Tusk Pana rękoma wyjmował najbardziej gorące kasztany z ognia: OFE i podniesienie wieku emerytalnego.
To jeszcze wcale nie było najtrudniejsze. Znacznie trudniej było z takim koalicjantem odbudowywać dialog społeczny między rządem, związkowcami i pracodawcami. Tusk nigdy nie miał do tego serca. A ja się uparłem i udało się.

CZYTAJ TAKŻE: Władysław Kosiniak-Kamysz: CETA jest zagrożeniem dla wszystkich

W 2019 r. PSL wystawi samodzielnie listy wyborcze?
Tak. Żadnych wspólnych list nie będzie.

Przecież PSL współpracuje z KOD-em.
PSL idzie swoją drogą, w równym dystansie do władzy totalnej i totalnej opozycji.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Kosiniak-Kamysz: PiS nie zdoła zniszczyć III RP. Ale ostatnie wydarzenia to żółta kartka - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny
„Trzeba wrócić do silnych państw narodowych”.
Co byłoby z USA gdyby tam też powstało pół setki narodowych państw i państewek, zamiast silnego federalnego państwa z 50-ma stanami? Zapewne te stany i staniki wielokrotnie toczyłyby ze sobą krwawe wojny.

Ale pozytywne doświadczenia USA nas nie interesują,
my Stanów Zjednoczonych Europy nie chcemy,
ale będziemy brnąć nacjonalizmami do III wojny światowej.
Przejdź na stronę główną Tygodnik Ostrołęcki
Dodaj ogłoszenie