Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Kosiarze z Wyszkowa

Aneta Kowalewska
Karola Pękula fotografowaliśmy przed świętami w Wyszkowie
Karola Pękula fotografowaliśmy przed świętami w Wyszkowie A. Kowalewska
Nazywano ich złośliwie kosiarzami z Wyszkowa - Jacka Duchnowskiego i Karola Pękula, ostatnich wojewodów ostrołęckich z nielubianego przez Ostrołękę - z wzajemnością - Wyszkowa. "Wykosili" województwo w rok i ich drogi się rozeszły.

Pamiętny, śnieżny styczeń 1998 roku. W Urzędzie Wojewódzkim na Gorbatowa w Ostrołęce zagościli trochę nieoczekiwanie dwaj wyszkowianie: najmłodszy wtedy w kraju wojewoda Jacek Duchnowski i jego zastępca, znany działacz Unii Wolności, wieloletni nauczyciel Centrum Kształcenia Ustawicznego Karol Pękul. Nazywano ich kosiarzami z Wyszkowa, bo przyjechali "wykosić" województwo - wiadomo było, że wojewodować będą tylko przez rok, do czasu wejścia w życie reformy administracyjnej, która oznaczała likwidację województwa ostrołęckiego.
- Przyjęto nas, delikatnie mówiąc, dość chłodno. To było takie symboliczne, dwaj wojewodowie z Wyszkowa w Ostrołęce, w sytuacji odwiecznej niechęci obu miast - wspomina Pękul. - Wyszków nigdy nie mógł darować, że zepchnięty został do województwa ostrołęckiego i że to Ostrołęka była centrum tego województwa. Wzajemne animozje obu miast wielokrotnie dawały o sobie znać. Na szczęście mnie było łatwiej, miałem w Ostrołęce wielu znajomych, jeszcze z pracy w Centrum Kształcenia Ustawicznego, z mojej działalności społecznej i politycznej. Dzięki nim szybciej zaaklimatyzowałem się, nawiązałem kontakty z ludźmi. Dziś bardzo dobrze wspominam tamten rok, z wieloma osobami utrzymuję kontakty. Zresztą część pracowników byłego urzędu wojewódzkiego pracuje w ostrołęckim ratuszu, do wielu więc zaglądam będąc w Ostrołęce - mówi Karol Pękul.
Współpracy z Jackiem Duchnowskim nie wspomina najlepiej. Za to ziemię ostrołęcką i jej mieszkańców owszem.
- Polubiłem Ostrołękę, polubiłem Kurpie - przyznaje Karol Pękul.

Polityk z ogłoszenia

Karol Pękul pozostał wierny Unii Wolności. Do której, jak wspomina, trafił z ogłoszenia. Był 1990 rok. Świat wokół zmieniał się z dnia na dzień.
- Mieszkałem wtedy w Porębie, z rodzicami żony, ja pracowałem w Wyszkowie. Codziennie, od pierwszego numeru, czytywałem "Gazetę Wyborczą" i któregoś dnia zobaczyłem w niej ogłoszenie, taki apel do tych, którzy są za ideami demokracji, budowaniem społeczeństwa obywatelskiego, wolnego państwa, aby przybyli na spotkanie w określonym miejscu i czasie - podpisani byli pod nim Michnik, Kuroń, Helena Łuczywo i kilka innych osób. Michnika i Kuronia znałem jeszcze ze studiów - ja studiowałem administrację - znałem ich poglądy i podzielałem je. Postanowiłem nic nikomu nie mówiąc jechać na to spotkanie, wsiadłem w autobus, dojechałem do centrum. Spotkanie miało być gdzieś w mieszkaniu na Mokotowie, na dziesiątym piętrze - opowiada. - Te idee, które tam się rodziły, zakiełkowały i w mojej duszy, i tak stałem się członkiem i jednym z założycieli Ruchu Obywatelskiego Akcja Demokratyczna. Raz w tygodniu jeździłem na spotkania, poznałem prawdziwą elitę intelektualną: redaktora Jerzego Turowicza, prof. Ludwika Stommę, ks. Józefa Tischnera. Potem były pierwsze wolne wybory, prezydencka kampania Mazowieckiego i powstanie Unii Demokratycznej, a wraz z Balcerowiczem - Unii Wolności. Byłem przy jej narodzinach - mówi z dumą Pękul.
- Przyjaźnie z tamtych lat przetrwały do dziś, dzięki nim mam przyjaciół w całym kraju, czasem się spotykamy - mówi, że wtedy zyskał pewien moralny kręgosłup, uzbrojony w zasady starał się ich nigdy nie łamać i podczas gdy niektórzy jak szczury z tonącego okrętu wskakiwali na coraz to nowe platformy, pozostał wierny swojej Unii.
- Tacy jesteśmy, ludzie Unii Wolności. Dla mnie bycie w polityce to nie jest tylko kwestia zabiegania o stołki, jeżdżenia wypasionym mercem i sprawowania ważnych funkcji, zabiegania o posady i pieniądze - tu chodzi o coś innego - o poglądy, o wizje i sposób uprawiania polityki, o pewne idee. Mnie blisko do takich ludzi, jak Mazowiecki, Geremek, Kuroń - z ich mądrości czerpałem, bo miałem zaszczyt z nimi przez długie lata pracować. Rzecz nie w tym, aby być u władzy, wygrywać, rzecz w tym, aby na co dzień realizować coś, w co się wierzy - nie zmieniać barw i przynależności, bo gdzieś ktoś oferuje intratne posady. Tak pojmowana polityka nie musi być brudna, uwikłana - uważa Pękul.

Kadrowy telewizji

Karol Pękul od czterech lat pracuje w Telewizji Polskiej, gdzie jest zastępcą dyrektora kadr. Gdy ktoś szuka pracy w telewizji, trafia na niego. Do jego obowiązków należy zarządzanie personelem, podnoszenie jego kwalifikacji, efektywności, szkolenia, itd.
- Mnóstwo ludzi szuka pracy w telewizji - przyznaje Pękul. Tymczasem od sześciu lat telewizja stara się systematycznie redukować zatrudnienie. W tym roku planuje się je zmniejszyć o kolejne 300 osób. Zwalniani będą ludzie, którym przysługują wcześniejsze emerytury.

Pękul ma pracę stresującą i niemal każdego dnia czuje się poddawanym kolejnym egzaminom i wyzwaniom. Ale jest to praca satysfakcjonująca finansowo, dająca możliwości rozwoju, samorealizacji, robienia kariery. Czy zrezygnowałby z niej na rzecz powrotu do czynnego uprawiania polityki? Na przykład po to, by kandydować w wyborach do parlamentu?
- Do parlamentu na pewno nie, z dwóch powodów: po pierwsze, dlatego że w takim okręgu, gdzie obecny poseł Filipek z Samoobrony, nie będąc ani razu, w Wyszkowie zdobywa tu dwa tysiące głosów, kandydat Unii Wolności nie miałby szans i dlatego także, że patrząc na nasz dzisiejszy parlament bardzo się cieszę, że nie jestem jego częścią - tłumaczy Pękul. Czymś innym jest natomiast polityka lokalna, samorządowa. Ta Pękulowi zawsze była bardzo bliska.
- Przez czternaście lat byłem nauczycielem w CKU, teraz, gdy mam w weekend wolną chwilę, wpadam na kawę do koleżanek i kolegów z dawnej szkoły, pooddychać tamtą atmosferą. Tęsknię za szkołą, za pracą z młodzieżą. Było coś niesamowitego, coś fantastycznego w wychowywaniu młodych ludzi - obserwowaniu, jak się zmieniają, w kształtowaniu ich. Wydaje mi się, że umiałem słuchać swoich uczniów i umiałem do nich mówić. Że coś z tych spotkań ze mną wynieśli - mówi Pękul i opowiada o swoim niedawnym spotkaniu z byłym uczniem, Arturem Gotowcem.

- Artur skończył dobre studia, był jakiś czas prezydentem AIESEC, takiej studenckiej organizacji, dziś pracuje w świetnej, amerykańskiej firmie, gdzie zajmuje się m.in. rekrutacją pracowników. Spotkaliśmy się gdzieś przypadkiem, poznał mnie, pogadaliśmy trochę. Powiedział mi coś bardzo budującego - że to, czego się ode mnie nauczył, bardzo przydaje mu się dziś w pracy, bo mówiłem im zawsze - moi uczniowie pewnie się teraz uśmiechną - że to nie tylko oceny, nawet te najwyższe świadczą o tym, co człowiek jest wart, nie dyplomy ale także to, co człowiek robi poza tym, do czego jest zobowiązany, ile więcej od siebie wymaga i oczekuje, ile faktycznie potrafi - mówi Pękul. I wspomina pewną swoją inicjatywę jeszcze z czasów szkoły - utworzenie Koła Młodych Demokratów - działało krótko, młodzież obawiała się, że ta pozalekcyjna działalność nie przez wszystkich będzie mile widziana.
- I dziś ten sam Artur mówi do mnie, że niedobrze się stało, żeśmy się wtedy wycofali, że koło przestało istnieć. Potrzeba odwagi, aby walczyć o to, w co się wierzy - mówi Karol Pękul.

Codziennie uczy tego swoje córki. Zabiera je na spotkania, poznaje z ciekawymi ludźmi. Cieszy go, że nie są obojętne na to, co dzieje się wokół, że myślą szeroko, orientują się w tym, co dzieje się wokół, mają własne zdanie i potrafią go bronić - a czy któraś z nich przejmie po ojcu pałeczkę i zaangażuje się politycznie - to będzie jej wyłączny wybór - ojciec nie będzie ich ani zachęcał, ani zniechęcał.
- Jestem gorliwym zwolennikiem budowania społeczeństwa obywatelskiego, a aby wpływać na życie społeczne i mentalność ludzi, nie trzeba koniecznie sprawować funkcji publicznych - twierdzi Pękul. - Chętnie biorę udział w różnych przedsięwzięciach, które służą temu, aby mojemu miastu i jego mieszkańcom wiodło się lepiej. Nie czuję się jednak tutaj żadnym autorytetem, jestem po prostu jednym z tych, którym nie jest obojętne, co dzieje się wokół, i którzy mają odwagę głośno o tym mówić.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki