Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Komisyjna rozrzutność

Jacek Pawłowski
To nie żart. To również nie głos populisty. To są fakty! Niebogata Ostrołęka jest rekordzistką na ogólnopolską skalę w liczbie komisji Rady Miejskiej - mamy ich dziesięć. W poszczególnych komisjach zasiadają zaś tłumy radnych - w jednej nawet osiemnastu gdy cała rada liczy 23 osoby.

Sąsiednia Łomża ma siedem komisji Rady Miejskiej, podobne wielkością do Ostrołęki Suwałki - sześć, nieco mniejszy Ciechanów - pięć, o wiele większy Białystok obywa się tylko siedmioma komisjami. Po co zatem Ostrołęce aż dziesięć komisji? Nie jest ani znacząco większym miastem od wszystkich wymienionych, ani nie ma więcej problemów. Utrzymanie komisji kosztuje. Każdy przewodniczący ma dietę o 600 zł wyższą niż szeregowy radny. Dieta wiceprzewodniczącego jest o 240 zł większa od normalnej. Każda komisja ma jednego przewodniczącego i jednego wiceprzewodniczącego. Gdyby komisji było o trzy mniej, roczne oszczędności na dietach wyniosłyby 30,2 tys. zł. Do końca kadencji zostało równo dwa lata, zatem ewentualnie zaoszczędzone diety to 60,4 tys. zł. Po doliczeniu do tego kosztów obsługi komisji, kserowania materiałów, kawy, herbaty, paluszków, śmiało można powiedzieć, że moglibyśmy zaoszczędzić 70 tys. zł. Za te pieniądze można wybudować np. nawierzchnię na osiedlowej ulicy, albo sfinansować ponadprogramowe zajęcia w szkołach, na co wiecznie brakuje pieniędzy.

Które komisje do likwidacji

Żeby w Radzie Miejskiej było mniej o trzy komisje, należy jedną zlikwidować, a cztery połączyć w dwie. Do likwidacji nadaje się komisja inwentaryzacyjna - kompletny anachronizm, niespotykany praktycznie nigdzie indziej. Takie komisje funkcjonowały w radach miejskich w Polsce w 1990 roku, kiedy samorządy dopiero co powstawały i przejmowały na własność państwowe grunty i budynki. Inwentaryzować mienie komunalne w takim mieście jak Ostrołęka można jedną, najwyżej dwie kadencje, ale nie piętnaście lat! Jeżeli czegoś jeszcze nie zinwentaryzowano, dziś powinna to zrobić komisja finansowa albo gospodarki komunalnej. Nie ma powodu, by podatnicy płacili za osobną komisję. Jest w ostrołęckiej radzie komisja zdrowia i ochrony środowiska (nawiasem mówiąc, to osobliwe połączenie zadań, którymi się zajmuje). W wielu innych miastach sprawy zdrowia należą do komisji spraw społecznych. Ostrołęcki samorząd zajmuje się niemal wyłącznie promocją zdrowia, nie utrzymuje żadnego szpitala, niepotrzebna jest zatem osobna komisja zdrowia. Zaś sprawami ochrony środowiska z powodzeniem może się zajmować komisja gospodarki komunalnej. W ostrołęckiej radzie istnieje osobna komisja zajmująca się oświatą. Osobna zaś nadzoruje kulturę, sport i turystykę. Wprawdzie w niektórych miastach w Polsce są osobne komisje oświaty, jednak skoro w ostrołęckim ratuszu jeden wydział zajmuje się oświatą, kulturą, sportem i turystyką, to dlaczego w radzie mają być aż dwie komisje? Osobną sprawą jest to, że w każdej z ostrołęckich komisji pracuje bardzo wielu radnych. Żadne przepisy nie zabraniają radnym zasiadać w komisjach. Mogą pracować, w ilu chcą. Jednak liczebność niektórych komisji ostrołęckiej Rady Miejskiej przekroczyła granice rozsądku. Komisja gospodarki komunalnej jest tylko o pięć osób mniej liczna niż cała 23-osobowa rada. W innych komisjach 14 osób to norma. W takich miastach jak Łomża, Suwałki czy Ciechanów komisje są dwa razy mniej liczne.

Radni jak semafory

Z naszej obserwacji wynika, że koalicja i opozycja rywalizują o liczbę miejsc w komisjach, od tego bowiem zależy większość w głosowaniu. Stąd rzucają do politycznej walki jak największe siły. Ale jest też jeszcze inny powód. Na komisjach toczą się prace nad kształtem najistotniejszych dla miasta aktów prawnych. Większość poprawek, zmian jest wprowadzanych na komisjach. Tam też toczy się najwięcej dyskusji i najostrzejszych sporów. Rada Miejska w pełnym składzie przypomina natomiast maszynkę do głosowania. Zbiera się raz na miesiąc i cały dzień przegłosowuje (często bez żadnej dyskusji) przygotowane na komisjach uchwały. Gdy dochodzi do jakichś sporów, często wstaje któryś z radnych (zwykle Wołczuk albo Dymerski) i składa wniosek o zamknięcie dyskusji "bo sprawa była przegadana na komisjach". Niezorientowani w temacie mieszkańcy Ostrołęki, dla których sesje są otwarte, przysłuchując się obradom, mogą nie rozumieć, czym się rada zajmuje. A może o to właśnie radnym chodzi?

Czy to komisjokracja?

Komentuje Janusz Kotowski, przewodniczący Rady Miejskiej w Ostrołęce: - Nie uważam, żeby w komisjach było za dużo radnych. Jeżeli radni chcą pracować w komisjach, to tylko dobrze o nich świadczy. Za posiedzenia komisji ich członkowie nie pobierają diet, więc nie można na ich aktywność patrzeć podejrzliwie. W działalności komisji nie ma zagrożenia dla jawności prac rady. Przed podjęciem każdej uchwały są przedstawiane sprawozdania z prac komisji. To prawda, powinny być lepiej przygotowywane, ale to już sprawa przewodniczących komisji. Co do liczby samych komisji, rzeczywiście jest ich za dużo. Ale są już pomysły w samej radzie, żeby liczbę komisji ograniczyć. Wiem o takiej propozycji jednego z klubów.

Co można za 70 tys. zł?

Podajemy radnym pod rozwagę kilka propozycji

Zorganizować po 333 godziny zajęć pozalekcyjnych w każdej z ostrołęckich szkół średnich przez najbliższe dwa lata szkolne (15 zł za godzinę dla nauczyciela prowadzącego). Takie zajęcia są potrzebne, bo ostrołęckie szkoły prawie nie mają laureatów olimpiad przedmiotowych i są czwartą ligą w rankingach szkół. Miasto kolejny rok nie ma na nie pieniędzy.

Ugotować 20 tys. obiadów dla biednych dzieci. Oznacza to 50 bezpłatnych posiłków każdego dnia wydawanych przez dwa lata szkolne.

Stworzyć na dwa lata trzy dodatkowe miejsca pracy w miejskim Zakładzie Aktywnego Zwalczania Bezrobocia.

Wybudować 300 metrów ulic osiedlowych. Niektóre ulice na os. Leśnym czy na Stacji od trzydziestu lat wyglądają tak samo: błoto, kamienie, dziury.

Naprawić dwa aparaty endoskopowe, które stoją zepsute w ostrołęckim szpitalu. Koszt naprawy wynosi wprawdzie 90 tys. zł, ale gdyby dyrekcja szpitala miała 70, to znalazłaby gdzieś brakujące 20.

Dokupić pięć kamer na ostrołęckie ulice. Doświadczenie uczy, że z obserwowanych ulic chuliganeria przenosi się w inne miejsca. Zatem Ostrołęka potrzebuje więcej kamer.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki