Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Komentarz Do tego głosowania po prostu iść trzeba

Sławomir Olzacki redaktor naczelny "Tygodnika Ostrołęckiego"
Sławomir Olzacki
Sławomir Olzacki B. Foss
Kilka razy w moim życiu czułem, że dzieje się historia. W sierpniu 1980 roku, kiedy podpisywano Porozumienia Sierpniowe; w grudniu 1981 roku, kiedy generał Jaruzelski ogłosił stan wojenny; w czerwcu 1989 roku, kiedy już po Okrągłym Stole, odbywały się wybory do Sejmu i Senatu, których wyniku nikt nie był w stanie przewidzieć, bo wreszcie były wolne.

W czerwcu roku 2003 historia dzieje się ponownie. Dwa dni, 7 i 8 czerwca, przesądzą na długie lata o naszej przyszłości. W odróżnieniu od wielu innych historycznych chwil w naszych dziejach, tym razem decyzja leży w naszych rękach. Przyszłość Polski zdecyduje się tym razem nie w okopach, nie na polach bitew, nie w zaciszu gabinetów naszych, czy obcych mężów stanu. Tym razem o przyszłości Rzeczypospolitej zadecydujemy my sami w referendum o przystąpieniu lub nie do Unii Europejskiej. To dlatego wszyscy zgodnie twierdzą, że udział w tym referendum, to nie tylko prawo, ale i obowiązek. Jest obywatelskim prawem decydować o sprawach ważnych dla kraju. W tak ważnej sprawie jest to jednak także obowiązek. Nie tylko wobec siebie, ale także wobec dzieci i wnuków. Do tego głosowania po prostu iść trzeba.
Podejmując decyzję, co powiedzieć Unii Europejskiej, "tak", czy "nie", kierować się będziemy rozmaitymi względami, emocjami, rozumem, kalkulacją, podpatrywaniem innych. Jakie powody skłaniają mnie do powiedzenia "TAK"?
Na pewno uczucia. Miałem 22 lata, kiedy ze 100 dolarami w kieszeni wyruszyłem w pierwszą wielką podróż mego życia na południe Europy, do Hiszpanii. Już zasieki na granicy czechosłowacko-austriackiej robiły wrażenie. Drobiazgowa kontrola paszportowa, żołnierze w drzwiach pociągu. Wtedy - był rok 1978 - była to granica między dwoma światami. Ten drugi świat był kolorowy, wesoły, sympatyczny. Tyle tylko, ze ja byłem tam obywatelem drugiej kategorii, nawet woda mineralna wydawała się strasznie droga. Na kampingu w Pirenejach jakiś rówieśnik z Wiednia tłumaczył mi, że czuje jak Austria się dusi, mając żelazną kurtynę o niecałe 100 kilometrów od stolicy. W Granadzie piłem wino z młodymi Włochami i Anglikami, piliśmy i za to, by historia nie postawiła nas nigdy naprzeciw siebie ubranych w zielone mundury NATO i Układu Warszawskiego. W Eskurialu pod Madrytem młodzi ludzie dali mi na pożegnanie wielką torbę z jedzeniem, a na peronie rozglądając się trochę na boki, zanucili mi "Międzynarodówkę" w przekonaniu, że robią frajdę koledze zza żelaznej kurtyny. To są wspomnienia. Coraz bardziej odległe, ale przecież żywe. To wtedy zawinięty w śpiwór, patrząc na gwiazdy spadające z nieba pod Saragossą, myślałem o tym, że bardzo bym chciał Europy bez granic i zasieków. Takiej, na którą byłoby mnie stać. Nie zapomina się marzeń młodości. Dlatego teraz, kiedy będę miał szansę oddać swój głos, oddam go także za marzeniami z czasów, kiedy byłem młody.
Rozum w tym głosowaniu uczuciom nie przeczy. Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej wydaje się być także dobrym interesem. Po raz pierwszy w swojej historii przestaniemy być państwem, które leży pomiędzy, w istocie nie należąc nigdzie. Stając się pełnoprawnym członkiem Unii, Polska staje się częścią zamożniejszej, lepiej zorganizowanej, bezpieczniejszej części Europy. Państwo staje się bardziej bezpieczne i stabilne. Dołączając do zamożniejszej części świata, zyskujemy dodatkowe szanse na rozwój.
Jest wreszcie w człowieku coś, co nie należy ani do świata emocji, ani rozumu. To oglądanie się na autorytety. Na innych ludzi, których uważamy za mądrych i godnych zaufania. W sprawie przystąpienia Polski do Unii wypowiedziało się wiele mądrych osób. Także największy autorytet moralny naszych czasów i jeden z największych Polaków w historii. Ojciec Święty jeszcze raz, w maju tego roku, jasno powiedział, że Polska powinna stać się członkiem Unii i wykorzystać swą dziejową szansę. Takiego zdania są też biskupi polscy. Ogromna większość polityków, różnych orientacji, włącznie z prezydentem Kwaśniewskim, bardzo zaangażowała się w kampanię na rzecz przystąpienia Polski do Unii. Tyle nazwisk, tyle autorytetów głoszących to samo, daje do myślenia.
Wiele jest argumentów, skłaniających do opowiedzenia się w tym referendum za Unią. Gdyby komuś wydawały się mało przekonujące, pozostają jeszcze pytania, na które niełatwo znaleźć sensowną odpowiedź. Co zyskamy, głosując na nie? Jaka będzie przyszłość Polski jeśli nie wejdzie do Unii, kiedy wiadomo już, że członkami UE są nasi bliscy sąsiedzi - Słowacja i Litwa?
Jeśli mogę Państwa prosić o cokolwiek, proszę o przemyślenie argumentów na "tak" i na "nie". I proszę o udział w referendum.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki