MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kobieta spłonęła w fotelu

Mieczysław Bubrzycki
26 strażaków z Ostrowi, Małkini, Komorowa i Kalinowa gasiło mieszkanie Pielachów
26 strażaków z Ostrowi, Małkini, Komorowa i Kalinowa gasiło mieszkanie Pielachów Fot. KPPSP
Naprzeciw ostrowskiego sądu i prokuratury wybuch gazu i pożar zniszczyły część bloku. W zgliszczach w mieszkaniu na poddaszu znaleziono zwłoki kobiety.

26 strażaków z Ostrowi, Małkini, Komorowa i Kalinowa gasiło mieszkanie Pielachów
(fot. Fot. KPPSP)

W czwartek 18 marca około godziny 13.45 wybuch wstrząsnął budynkiem przy ul. Prusa w Ostrowi Mazowieckiej. Przechodnie, interesanci oraz pracownicy sądu i prokuratury z niedowierzaniem patrzyli na blok stojący po drugiej stronie ulicy. Na poddaszu widać było płomienie, za chwilę na ziemię spadła z hukiem zewnętrzna ściana znajdującego się tam mieszkania.
- Usłyszałem huk i niemal w tej samej chwili drzwi wejściowe do naszego mieszkania wpadły do środka - opowiada Wincenty Siwek, mieszkający na trzecim piętrze w tymże bloku. - Za chwilę usłyszałem drugi huk, wydawało mi się, że był potężniejszy niż ten pierwszy. Teraz domyślam się, że to był odgłos ściany, która spadła z czwartego piętra na ziemię. Nie ukrywam, że w pierwszym odruchu pomyślałem, że to może u nas coś się stało. W tym czasie stałem przy kuchni gazowej, na której gotował się obiad. Gdy wyszedłem na klatkę schodową i spojrzałem do góry, już wiedziałem, że do nieszczęścia doszło u sąsiadów na czwartym piętrze. W mieszkaniu też nie było drzwi, przez otwór widziałem płomienie.
Wincenty Siwek był wtedy w domu razem z żoną Wacławą. Nic im się nie stało.
Krystyna Rybicka z mężem i córką mieszkają naprzeciw mieszkania nr 18, w którym doszło do wybuchu.
- Pracuję niedaleko, ale nie słyszałam żadnego huku - relacjonuje pani Rybicka. - Przybiegła do mnie koleżanka i mówi, że pali się moje mieszkanie. Nie muszę mówić, jak się zdenerwowałam. Gdy dobiegałam do bloku, widziałam duży płomień na poddaszu. Wiatr niósł go w stronę naszego mieszkania, ale ja w tym szoku byłam pewna, że pożar jest u nas. Pomyślałam o córce, która właśnie kończyła lekcje i mogła być już w domu. Ludzie uspokajali mnie, córka za jakiś czas przyszła. Po drodze do domu zaszła do koleżanki.
Gdy za kilka godzin Rybickim pozwolono wejść do bloku, nie wierzyli własnym oczom. Drzwi wejściowe do mieszkania sąsiadów, które znajdują się naprzeciwko, były w ich przedpokoju razem z ich drzwiami. W kilku oknach nie było szyb. Drzwi balkonowe ledwie trzymały się muru. W pokoiku po lewej stronie między sufitem a ścianą jest szeroka szpara. Długa jest lista mniejszych lub większych uszkodzeń.
- Proszę popatrzeć - Roman Rybicki pokazuje termometr wiszący w przedpokoju. Rtęć poszła gwałtownie do góry i zatrzymała się na samej górze, wskazując ponad 40 stopni Celsjusza. O tym, jak ognisty był to podmuch, świadczą liczne ślady, jakie pozostawił w mieszkaniu: stopiony częściowo żyrandol w przedpokoju, nadpalony kalendarz obok termometru, a przede wszystkim stopione kurtki, w tym dwie skórzane, wiszące po lewej stronie drzwi, w szafie wnękowej.
- Mąż nie będzie miał teraz w czym iść do kościoła - mówi Krystyna Rybicka.
Także w mieszkaniu państwa Siwków temperatura stopiła część futerka pani Wacławy, które wisiało w szafie.
- To była straszna noc - wspomina Krystyna Rybicka. - W ogóle nie spałam. Nasze mieszkanie najbardziej ucierpiało i proponowali nam mieszkanie zastępcze, ale nie chcieliśmy. Przecież nie mogliśmy zostawić mieszkania z całym naszym dorobkiem. Otwory po wybitych szybach zasłoniliśmy czym się dało, ale zimno jest. A tych drzwi balkonowych w ogóle nam zabronili ruszać, aż przyjadą eksperci i ocenią stan techniczny budynku.

*

W mieszkaniu na poddaszu mieszkali państwo Pielachowie. Dwoje dorosłych dzieci (18 i 20 lat) uczy się w ostrowskich szkołach. Gdy doszło do pożaru, byli w drodze do domu. Ich ojciec kilkanaście minut wcześniej poszedł do pracy na drugą zmianę. W domu została mama, która od niedawna była na świadczeniu przedemerytalnym.
- W przeddzień tej tragedii po południu spotkałam panią Basię na klatce schodowej i chwilę porozmawiałyśmy - wspomina Krystyna Rybicka. - Powiedziałam, że wreszcie będziemy mogły spotkać się ze sobą, bo wcześniej było przeważnie tak, że ja wracałam z pracy, a pani Basia szła do pracy.
W zgliszczach strażacy znaleźli zwłoki 50-letniej Barbary Pielach. Siedziała w fotelu w pokoju. Mieszkanie zostało doszczętnie zniszczone. Poważnemu uszkodzeniu uległ także dach domu.
Dochodzenie w sprawie ustalenia przyczyn tragedii prowadzi policja pod nadzorem prokuratury. Z nieoficjalnych informacji wynika, że dość prawdopodobne jest, że najpierw w mieszkaniu na poddaszu powstał pożar, a butla wybuchła w jego wyniku. Świadczy o tym wysoka temperatura powietrza podczas eksplozji.

*

Pielachom miasto zaproponowało mieszkanie zastępcze. Zdecydowali się jednak na razie na mieszkanie u rodziny w podostrowskiej wsi. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej wypłacił im jednorazową zapomogę.
- Do czasu odbudowy zniszczonego mieszkania otrzymają od miasta lokal zastępczy - zapewnia burmistrz Mieczysław Szymalski.
Blok znajduje się niedaleko ratusza, burmistrz był przez cały czas na miejscu akcji.
- To zdarzenie bardzo mnie przygnębiło - przyznaje.
Następnego dnia po tragedii w Ostrowi mówiło się przede wszystkim o pożarze na ul. Prusa. Pod blok co chwila przychodzili ludzie, zatrzymywali się przed budynkiem i zadzierając głowy patrzyli z niedowierzaniem na skutki czwartkowej tragedii.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki