Kilkoro uczniów ZS w Różanie nie ma czym dojechać do szkoły

Jarosław Sender
Czworo uczniów z Zespołu Szkół w Różanie, z I i II klasy licealnej i technicznej nie ma czym dojeżdżać do szkoły. Mieszkają w Po¬nikwi Dużej, w gminie Czerwonka. Dotychczas zabierał ich szkolny autobus z Różana. Teraz nie chce. To skutek uboczny zdarzenia z grudnia ubiegłego roku, kiedy to w gimbusie pozostawiono małą Kingę. Dziecko kilka godzin przesiedziało w zimnym autobusie. Pisaliśmy o tym na naszych łamach.

Rodzice zarzucili nieodpowiedzial¬ność opiekunce, która sprawowała pieczę nad dojeżdżającymi dziećmi i kierowcy. Opiekunkę pozbawiono tych obowiązków. Kierowca zaś zaostrzył rygory. Pierwszym efektem było... pozostawienie na drodze dzieci z Ponikwi.

Nie nasze dzieci

- Tyle czasu dzieci dojeżdżały tym autobusem, a teraz nagle nie mogą. Po tej sprawie z gimbusem. Dzieci dochodziły dwa, trzy kilometry do Zawad. Stamtąd zabierał je różański gimbus. Było tak w ubiegłym roku i dwa lata temu. Burmistrz teraz mówi: nie ma mowy. Inna gmina, nie nasze dzieci. Kierowca mówi, że nie ma miejsc i już - mówi Jacek Perzanowski, ojciec dwójki dojeżdżających do Makowa dzieci.

- Chcieliśmy płacić, chcieliśmy ubezpieczyć dzieci, żeby szkoła, gmina, kierowca nie brali na siebie odpo¬wiedzialności - dodaje jego żona, Bożena Perzanowska.

Dzieci z Ponikwi Dużej mają 9 km do szkoły. Kilka tygodni temu, tuż po Nowym Roku poszły jak zwykle do Zawad. W śnieg i mróz. Ale autobus się nie zatrzymał.

Nie mają innej możliwości dojazdu. Mogą jeszcze iść 5 km przez las do Załuzia, do makowskiej trasy, by podjechać autobusem jakieś trzy kilometry.

- Na ósmą do szkoły, dziecko musiałoby o piątej wstać, o szóstej wyjść. Zimą to czarna noc - po matczynemu współczuje dzieciom Bożena Perzanowska.

- Jedyny autobus PKS jedzie tutaj za dziesięć ósma - do Makowa - mówi Ryszard Dzikowski, ojciec dojeżdżającego dziecka. - Wyjeżdża z Makowa, przez Różan, jedzie do Głażewa w gminie Młynarze, zabiera ponadgimnazjalne dzieci, wiezie je do Różana i wraca do Makowa. Chcieliśmy, żeby przez Ponikiew jechał. Z Głażewa do nas jest około czterech kilometrów. Podobno nie ma mowy, by zmienić rozkład jazdy PKS w ciągu roku.

- Byliśmy u burmistrza Parcińskiego z dyrektorem Zespołu Szkół. Rozma¬wialiśmy, prosiliśmy, żeby dzieci mogły dojeżdżać, jak dawniej - burmistrz w ogóle nie chciał o tym słyszeć. Po tej aferze z dzieckiem coś im się odmieniło. Wcześniej dzieci nasze mieściły się w autobusie. Teraz nie. Nagle jakieś przepisy zaczęły wszystkich obowiązywać. Których jeszcze miesiąc temu nie było - mówią rozżaleni rodzice.
Że zaczęto przestrzegać przepi¬sów, to pewnie i dobrze. Choć niewygod¬nie dla dzieci z Ponikwi.

- Dowozimy dzieci na zmiany - mówią rodzice. - Bo przecież muszą do szkoły chodzić. Ale przecież nie mogą być tak pozostawione bez możliwości dojazdu do szkoły.

Rodzice byli także u starosty makowskiego.

- Rozmawiałem z burmistrzem Różana - mówi starosta. - Niczego nie wskórałem. Będę rozmawiał z dyrektorem PKS z Przasnysza w sprawie zmiany kursu autobusu, choć właściwie problemem tych dzieci powinien zająć się wójt Czerwonki. Do niego należy pomoc w rozwiązywaniu problemów mieszkańców.

Burmistrz Jerzy Parciński rzeczywiście jest w tej sprawie nieustępliwy.

Ja nie jestem kierowcą autobusu

- Nie mogę zmusić kierowcy autobusu, by zabierał wiecej dzieci niż może - tłumaczy. - My wozimy 34 dzieci do gimnazjum, szkoły podstawowej i przedszkola. Osiem miejsc pozostaje wolnych. W związku z tym dyrektor szkoły podstawowej, który zawiaduje tymi dojazdami zwrócił się do dyrektora ZS, aby wytypował kilku uczniów, którzy mogliby dojeżdżać naszym gimbu¬sem. Dyrektor Morawski wytypował ośmioro uczniów z naszej gminy z Szyg, z Zawad. Uczniów z Ponikwi kierowca zabierał "nad program", grzecznościowo i na własne ryzyko, żeby dzieci miały łatwiej. Nawet te z sąsiedniej gminy. Po tej awanturze z dziewczynką pozostawioną w gim¬busie powiedział, że niczym już nie będzie ryzykował. I ja go nie mogę zmusić, żeby brał więcej dzieci, niż ma miejsc siedzących. A nie możemy przewidzieć, kiedy będzie komplet pasażerów, a kiedy nie. Nie możemy więc zagwarantować dzieciom z Ponikwi dowozu do szkoły.

Wójt musi wystąpić

Jedyną szansą zatem dla uczniów z Ponikwi jest zmiana kursu autobusowego.

Zwróciliśmy się z tym problemem do Zbigniewa Czaplickiego, dyrekto¬ra PPKS w Przasnyszu.

- Za transport w gminie odpowiada wójt - powiedział nam dyrektor. - To on powinien zwrócić się do nas o zmianę trasy, jeśli jest taka potrzeba. Musimy poznać uwarunkowania dróg, odległości miedzy miejscowościami. Taka zmiana musi być też uzgodniona ze starostą. Nie jest to oczywiście niemożliwe, ale wszystko trzeba przeanalizować. Mamy jeszcze trochę czasu do końca ferii, może uda się wprowadzić te zmiany przed rozpoczęciem zajęć szkolnych - deklaruje dobre chęci dyrektor Czaplicki. - Ale ja nic nie mogę zrobić, jesli władze samorządowe się do nas nie zwrócą z odpowiednim wnioskiem.

Miejmy nadzieję, że zwrócą się natychmiast.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie