Katastrofa w Smoleńsku. Przyspieszenie "wcięło" pilotów w fotele. Tak mogły wyglądać ostatnie chwile przed tragedią

źródło: Nasz Dziennik
 ZOBACZ TO:  KATASTROFA W SMOLEŃSKU. ZDJĘCIA Z MIEJSCA TRAGEDII
ZOBACZ TO: KATASTROFA W SMOLEŃSKU. ZDJĘCIA Z MIEJSCA TRAGEDII
Udostępnij:
Nawet w ostatniej chwili życia mjr Arkadiusz Protasiuk próbował ratować maszynę i życie swoich pasażerów. Świadczy o tym fakt przekręcenia na prawo płaszczyzny steru kierunku, co widoczne jest również na zdjęciach. Próbował sterować samolotem, ale kluczowy ster wysokości dawno już nie działał - tak mogły wyglądać ostatnie chwile loty według Naszego Dziennika.

- Kapitan Arkadiusz Protasiuk doskonale zdaje sobie sprawę z warunków pogodowych i zna smoleńskie lotnisko. Postępuje bardzo rozważnie. Najpierw wykonuje co najmniej dwa kręgi nad pasem (tzw. oblot), zanim zdecyduje się na podejście do lądowania. Zachowuje się profesjonalnie - osobiście komunikuje się z wieżą, mimo że zwykle robi to nawigator lub drugi pilot.

- Piloci rozpoczynają ścieżkę zniżania 10 km od progu pasa startowego, na wysokości 500 metrów. Cały czas działają niezwykle ostrożnie, znają komunikaty pogodowe i wiedzą od załogi Jaka-40 o problemach lądującego wcześniej Iła-76. Autopilot co 2 km będzie zniżał maszynę o 100 metrów. Za 2 minuty, na wysokości właśnie 100 m, w odległości 2 km od pasa zdecydują, czy lądować i przejdą na ręczne sterowanie, tzw. final approach.

Czytaj więcej:
To nieprawda, że tupolew lądował! Przeczytaj, co mówi naoczny świadek tragedii (wideo)

- Po wyrzuceniu podwozia dochodzi do usterki steru wysokości, czyli "płetwy" z tyłu samolotu. Mogło to być spowodowane awarią hydrauliki samolotu lub bloku sterowania.

- Autopilot i załoga o tym nie wiedzą. Schodzą nieco za szybko, pod zbyt dużym kątem. Kapitan Protasiuk nie może wiedzieć, dlaczego tak się dzieje, ale woli dmuchać na zimne. Już na 3 km przed progiem pasa decyduje się zrezygnować z lądowania. Kapitan przekręca gałki sterowania autopilotem, ustawiając maksymalną prędkość i wysokość. Autopilot sterujący ciągiem silników ustawia je na moc startową, a więc maksymalną.

- Piloci nie widzą ziemi, a ogromne przyspieszenie "wcina" ich dosłownie w fotele. Wszyscy świadkowie potwierdzają, że dźwięk silnika był dziwny, inny niż wszystkich innych samolotów podchodzących do lądowania. Był to odgłos maksymalnych obrotów silników. W tym momencie prezydencki Tu-154M słyszał por. Artur Wosztyl, kapitan Jaka-40. Potwierdza, że był to właśnie ten charakterystyczny, świetnie pilotom znany szum silników na najwyższych obrotach, absolutnie nie takich, przy których się ląduje.

- Kapitan Protasiuk poleca nawigatorowi ustawić autopilota tak, by następny way-point (punkt na trasie) znajdował się po przeciwległej stronie pasa. Jednak wbrew zamierzeniom nie będą się wznosić.

Czytaj więcej:
Odczytano czarne skrzynki: co wydarzyło się 18 sekund przed tragedią?

- Nie działa ster wysokości. Na 18 s przed katastrofą system EGPWS "dostrzega", że samolot nie wznosi się, a ustawiona jest najwyższa moc silników. Alarmuje pilotów, co rejestruje czarna skrzynka. System "mówi" wbrew wersji Rosjan: "Don't sink! Don't sink!", ("Nie przepadaj!"), co zdarza się tylko, gdy samolot nie wznosi się po starcie lub na maksymalnej mocy silników. Nie jest prawdą, że komunikat systemu brzmiał: "Terrain ahead! Pull up!" (Ziemia przed tobą! Ciągnij w górę!), jak twierdzą Rosjanie. Smoleńskiego lotniska nie ma w bazie danych systemu, ten tryb ostrzegania był po prostu wyłączony. Inaczej dużo wcześniej, już na wysokości 666 m, zabrzmiałby komunikat systemu. W tej sytuacji działał tylko system EGPWS, który nie wymaga wiedzy o pozycji samolotu względem terenu i lotniska. Jednym z elementów tego systemu jest właśnie komenda: "Don't sink!".

- W tym momencie piloci przelatują nad wąwozem, zatem wskazówka radiowysokościomierza zdaje się iść w górę. Pokazuje pozorny wzrost wysokości. "Wcięci" przez olbrzymie przyspieszenie w swoje fotele, nie widząc ziemi w gęstej mgle, nie mogą zweryfikować tego własnymi zmysłami. Ostrzega ich jedynie system.

- Tymczasem samolot powoli opada, przez 8-9 sekund. Czarna skrzynka nagrywa pytania pilota o wysokość i pozycję. Piloci dostrzegają ziemię.

Czytaj więcej:
Wstrząsająca rozmowa pilotów Tupolewa tuż przed śmiercią

- Kapitan Protasiuk próbuje przejąć ręczną kontrolę nad maszyną. Przed nimi wzgórze. Są lekko przechyleni na lewo. Uderzają lewym skrzydłem w samotne drzewo. Końcówka skrzydła odpada i wbija się w ziemię, jest widoczna na nagraniach.

- Uderzając w zbocze, gwałtownie przechylony samolot obraca się na grzbiet. Lecąc na maksymalnym ciągu silnika, maszyna uderza z dużą prędkością w ziemię słabszym elementem konstrukcji. Stąd większe od normalnych zniszczenia samolotu.

- Nawet w ostatniej chwili życia mjr Arkadiusz Protasiuk próbował ratować maszynę i życie swoich pasażerów. Świadczy o tym fakt przekręcenia na prawo płaszczyzny steru kierunku, co widoczne jest również na zdjęciach. Próbował sterować samolotem, ale kluczowy ster wysokości dawno już nie działał.

Czytaj więcej:
Jezu, Jezu!!! - ostatnie słowa pilotów. Przeczytaj, co jeszcze zarejestrowały czarne skrzynki (wideo)

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

o
obiektywnie

W stenogramach, w ostatnich słowach, jest zarówno wykrzyknięte słowo "k..a", jak i okrzyk "Jezu!" .. Ech .. do czego doprowadza ludzi polityka ... jedni kłamią, że było tylko "Jezu", a drudzy kłamią że było tylko"k..a"... a było jedno i drugie.... długo jeszcze ta tragedia będzie dzielić ludzi w Polsce, bo prawda mało kogo interesuje... a prawdą zapewne jest że samolot był po prostu niesprawny i stąd cała katastrofa.  

S
Stanisław Remuszko

Przebieg katastrofy był niemal stuprocentowo inny. Ten tekst jest nie tylko wyssany z brudnego palca, lecz i anonimowy. Gdybym bym autorem, to bym się bardzo wstydził. Stanisław Remuszko, remuszko@gmail.com, 504-830-131, 21 września 2016

A
Andrzej-najtrzeźwiejszy

Fałsz w artykule - widać, że ściągnęli z Naszgo Dziennika: piloci nie wołali "Jezu! Jezu! tylko "kur...wa...!!!! Wszystkie istotne elementy w tym art. sfałszowano! Było "pull up!!! Terrain ahead!!!" a nie jakieś "...sink!" To, co w tym "artykule", to jest pic na wodę i fotomontaż dla niekumatych. Walnęli w zbocze, bo wbrew ostzreżeniom opadali. Nie było awarii steru wysokści. Nawet n ie nastawili wysokościomierza barycznego.

A
Andrzej-trzeźwy

nie wołali "Jezu! Jezu! tylko "kur...wa...!!!! Wszystkie istotne elementy w tym art. sfałszowano! Było "pull up!!! Terrain ahead!!!" a nie jakieś "...sink!" To, co w tym "artykule", to jest pic na wodę i fotomontaż dla niekumatych. Walnęli w zbocze, bo wbrew ostzreżeniom opadali. Nie było awarii steru wysokści. Nawet n ie nastawili wysokościomierza barycznego.

A
Ale bzdury..
Po latach wiadomo że Rosjanie mowili prawdę o Terrein Ahead i Pull Up.
I że nie było kilku prób podejścia tylko jedno nieudane...
Więcej informacji na stronie głównej Tygodnik Ostrołęcki
Dodaj ogłoszenie