Kamil Wiśniewski: Wcześniej chciałem dojechać do mety Dakaru, teraz stanąć na podium

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Kamil Wiśniewski: Wcześniej chciałem dojechać do mety Dakaru, teraz stanąć na podium
Kamil Wiśniewski: Wcześniej chciałem dojechać do mety Dakaru, teraz stanąć na podium materiały prasowe
Udostępnij:
- W poprzednich latach liczyło się przede wszystkim zebranie doświadczeń i dojechanie do mety. Ale już ten etap minął. Teraz podejmiemy ryzyko, bo tak robi na Dakarze każdy, kto chce wygrać - zapowiada przed Rajdem Dakar 2022 Kamil Wiśniewski. Jadący na quadzie zawodnik Orlen Teamu jest jednym z faworytów do stanięcia na podium rywalizacji w Arabii Saudyjskiej.

Od edycji Dakaru w 2019 r. był pan szósty, piąty i czwarty. Nadszedł czas na podium?
Tak, zdecydowanie. W poprzednich latach liczyło się przede wszystkim zebranie doświadczeń i dojechanie do mety. Ten etap już za mną. Nabrałem doświadczenia, z nawigacji jestem bardzo dobry, sprzęt mam mocniejszy, jedne rzeczy uległy - na bazie doświadczeń - lekkiej modyfikacji, inne całkowitej zmianie konstrukcji, więc w najbliższej edycji interesuje mnie tylko podium.

Pojedzie pan quadem z napędem na tył, czy 4x4?
Na tył, jak rok temu. Wcześniej jeździłem czteronapędówką i co prawda wygrywałem klasyfikacje w tej kategorii, ale mało osób w niej startowało. W ostatniej edycji postawiliśmy na pojazd z napędem na tył, z zespołem przygotowaliśmy go pod kątem wytrzymałości, aby dojechać do mety. Z jednej strony był więc dobrze przygotowany, ale nie kombinowaliśmy przy silniku. Teraz podejmiemy ryzyko, bo tak robi na Dakarze każdy, kto chce wygrać.

Podczas przygotowań do zbliżającej się edycji więcej czasu spędził pan w garażu czy na bezdrożach?
Było to wyważone. Budowaliśmy silnik, później kilka tygodni go testowaliśmy, następnie znowu do garażu i po kilku tygodniach ponownie trzeba go było sprawdzić. W międzyczasie zamawianie jednych części, odsyłanie drugich, robienie pomiarów, składanie, rozkręcanie. Słowem - mnóstwo „zabawy”. I tak rok zleciał. Konstrukcja jest całkowicie inna niż ta, którą jechałem dwa lata temu. Jest dużo lżejsza. Swoją drogą, jeszcze nigdy nie byłem tak przygotowany fizycznie, jak do tej edycji. Oczywiście zawsze starałem się, by wszystko było super, ale teraz zrzuciłem trochę kilogramów, poprawiłem siłę i wytrzymałość.

To wnioski wyciągnięte z doświadczeń?
Też. Rzecz w tym, że na quadzie z tylnym napędem im mniej kilogramów, tym lepiej. Czasami jak wziąłem więcej wody czy grubiej się ubrałem, to czułem spadek mocy sprzętu. Oczywiście nie można też przesadzić w drugą stronę. Generalnie czuję się dobrze i quad dobrze jedzie.

Od kiedy pan morsuje?
Od trzech lat regularnie. Wcześniej korzystałem z kapsuły kriogenicznej, ale jednak lepiej się czuję po naturalnych metodach. Mniej choruję, organizm się uodparnia i pobudza do działania.

Duże różnice temperatur będą na pustyni. To większe wyzwanie dla organizmu czy sprzętu?
Myślę, że to się rozkłada po równo. Jeśli ktoś będzie miał najlepszego quada, ale będzie słabo przygotowany, czy na odwrót, to nie pojedzie dobrze. Wszystko musi się zgrać plus trzeba mieć szczęście. Czasami wszystko - nawet zwykły udział w rajdzie - może zależeć od jednej nakrętki, która kosztuje grosze. Widziałem to na własne oczy. Trzeba wiedzieć, na ile można sobie pozwolić i gdzie. Nie da się przygotować do Dakaru w ciągu dwóch-trzech miesięcy. Nad sprzętem trzeba cały czas pracować, bo konkurencja nie śpi. Trzeba pamiętać, że w przypadku quadów nie dostajemy gotowego produktu, a sami je budujemy.

Dakar w Arabii Saudyjskiej to przede wszystkim jazda po piachu. To panu bardziej pasuje niż różnorodność, jaka była w Ameryce Południowej?
Mam wrażenie, że wcześniej było trudniej, co akurat mi się bardziej podobało i lepiej się jechało. Rajd był bardziej wymagający, także podczas przygotowań. Bywało, że czekała nas jazda ponad 4000 m n.p.m., dlatego przez dwa tygodnie przed Dakarem spałem w namiocie ciśnieniowym. Ponadto jechało się w błocie, po wodzie, generalnie jazda była bardziej zróżnicowana i nie wiadomo było, co czeka za dwie-trzy godziny. Obecnie mam takie odczucia, jakbyśmy byli na rajdzie cross-country, z tą różnicą, że trwającym dwa tygodnie i oczywiście mającym więcej kilometrów do przejechania. Poza tym piasek, wydmy, w kółko to samo.

Zabiera pan ze sobą coś na szczęście?
Nie, nie przywiązuje wagi do takich rzeczy. Nawet quada w żaden sposób nigdy nie nazywam. Później trudno byłoby mi się z nim rozstać, a jednak często go zmieniam albo jego części. Byłoby to więc zbyt duże obciążenie dla głowy!

JUŻ IDZIESZ? MOŻE CIĘ ZAINTERESUJE:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Kamil Wiśniewski: Wcześniej chciałem dojechać do mety Dakaru, teraz stanąć na podium - Sportowy24

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Oj, oj, oj...
Więcej informacji na stronie głównej Tygodnik Ostrołęcki
Dodaj ogłoszenie