Jeden z większych ostrowskich zakładów pracy znalazł się w bardzo trudnej sytuacji

Jarosław Sender
W sądzie czeka wniosek zarządu ostrowskiej mleczarni o upad¬łość. Jest jednak szansa na uratowanie znacznej części miejsc pracy w tej firmie.

23 grudnia 2009 roku do sądu wpłynął wniosek zarządu Mazowieckiej Spółdzielni Mleczarskiej Ostrowia o upadłość z możliwością likwidacji. Podobny wniosek złożył Invest Bank, który jest największym wierzycielem mleczarni, z tym że dopuszcza on możliwość ugody. Sąd jeszcze nie rozpatrzył tych wniosków. Pierwsze posiedzenie ma się odbyć 27 stycznia.

Powodem wniosku jest dramatyczna sytuacja ekonomiczna spółdzielni, przede wszystkim wysokie zadłużenie. Nie udało nam się dokładnie ustalić, ile ono wynosi. Są tacy, którzy twierdzą, że wszystkie zobowiązania sięgają 80 mln zł, a te bankowe prawie 50 mln zł.

Rządzi komornik

Od kilku tygodni w zakładzie "rządzi" komornik, który zajął konta firmy. Ma on zabezpieczyć interesy wierzycieli - głównie banku. Chodzi także o to, żeby nie wyprzedawać majątku spółdzielni. To komornik jest teraz płatnikiem dla pracowników, w ub. tygodniu nie było jednak jeszcze wypłat za grudzień.

O całkowite przejęcie zakładu stara się grupa Polmlek. Przejęli już dostawców mleka, choć jest ich znacznie mniej niż rok temu. Obecnie dzienny skup mleka wynosi ok. 200 tys. litrów, przed rokiem było to 370 tys. litrów, a jeszcze kilka lat temu nawet 700 tys. litrów.

- Był czas, że co miesiąc ubywało mleczarni 20 procent dostawców - mówi jeden z rolników. - Mówiło się, że przy Ostrowi pozostali tylko idioci. Polmlek jednak wyrównał nam to, czego nie zapłaciła spółdzielnia, a teraz płaci regularnie.

Średnia cena skupu wynosi obecnie 96 gr za litr, ale więcej mają duzi dostawcy.

- To dobra cena - mówi dostawca. - Inni nie płacą więcej. Jestem zadowolony, że przetrzymałem ten najgorszy czas.

Polmlekowi zależy jednak także na przejęciu zakładu oraz załogi (obecnie pracuje tu ok. 380 osób). Tak naprawdę Polmlek jest już pracodawcą większości załogi i płaci Ostrowii za dzierżawę budynków i maszyn. Pracownicy wzięli bowiem urlopy bezpłatne w MSM Ostrowia i od 1 stycznia większość z nich (ok. 250 osób) podpisała umowy z Polmlekiem. Na razie na miesiąc. Pozostali są pracownikami MSM Ostrowia.

Historia upadku

Kiedy sąd ogłosi upadłość mleczarni, do zakładu wkroczy syndyk, który będzie regulował należności zakładu, a majątek wystawi na przetarg. Nie jest wykluczone, że do przetargu stanie wtedy nie tylko Polmlek, ale także inne firmy mleczarskie.

Załoga trzyma jednak kciuki za Polmlek, bo to jedyny kontrahent, który deklaruje przejęcie zakładu.

Polmlek już dwa lata temu złożył propozycję wykupu wszystkich udziałów za 150 procent wartości. Prezes Henryk Spychalski nie był jednak zainteresowany takim rozwiązaniem, bo kondycja spółdzielni nie była jeszcze wtedy taka zła. Jesienią 2008 roku bank poinformował spółdzielnię, że zaostrzyły się przepisy kredytowe. Od kwietnia 2009 roku zaczęły się kłopoty z odnawianiem przez bank kredytu obrotowego. Aby szukać oszczędności, obniżono wtedy ceny skupu mleka. Dostawcy zaczęli się burzyć, coraz więcej z nich podejmowało decyzję o zmianie mleczarni.

W sierpniu 2009 roku w wypadku drogowym ginie prezes Henryk Spychalski. Jeszcze przed jego śmiercią prowadzone są rozmowy o przejęciu zakładu z Mlekpolem w Zam¬browie. Zakończyły się fiaskiem. Kolejnym kontrahentem jest Mlekovita. Ta zrezygnowała jednak ze swoich planów, a oficjalnym powodem była informacja o rozmiarach zadłużenia Ostrowii.

- Dostaliśmy od nich kopa - mówi dosadnie jeden z uczestników negocjacji.

Mówi się, że Mlekovicie zależy przede wszystkim na mleku. Zbyt blisko jest ich główny zakład w Wysokiem Mazowieckiem, aby opłacało im się utrzymywać drugi w Ostrowi.

W pętli zadłużenia

Już od kilku lat MSM Ostrowia przeżywała kłopoty. Miały one związek z ogólnie kiepską sytuacją w branży mleczarskiej, ale nie bez znaczenia był także sposób zarządzania firmą przez prezesa Spychalskiego. Kierował on spółdzielnią przez 32 lata, aż do tragicznej śmierci w sierpniu ubiegłego roku.

Kłopoty Ostrowii pogłębiały się, jednak nie o wszystkich otwarcie mówiono. Od dawna było wiadomo, że MSM Ostrowia nie utrzyma się na rynku bez pomocy innego kontrahenta. Oficjalne plany prezesa Spychalskiego w tym względzie były niejasne. W swoich wypowiedziach wielo¬krotnie podkreślał, że przejęcie Ostrowii przez inny zakład to nie jest najlepsze rozwiązanie. W 2008 i 2009 roku w spółdzielni prowadzono działania mające na celu ograniczenie kosztów. Powoli redukowano załogę, zmieniono system wynagradzania, sprzedano część nieruchomości. W 2009 roku Spychalski prowadził rozmowy na temat przejęcia spółdzielni przez inne zakłady, ale - jak mówiło się nieoficjalnie - kontrahenci nie przystawali na wszystkie jego warunki.

Kiedy żył Spychalski, rosnące zadłużenie nie budziło niepokoju banku, a przynajmniej nic o tym oficjalnie nie wiadomo. Kiedy prezes zmarł, bank niemal od razu zaczął domagać się spłaty długów. Sytuacja stawała się coraz trudniejsza, aż wreszcie w zakładzie pojawił się komornik. To oznacza faktyczny koniec MSM Ostrowia.

Co by było, gdyby Spychalski nadal żył? Na pewno procesów ekonomicznych nie dałoby się powstrzymać, ale można zadawać sobie pytanie, czy doszłoby do ogłoszenia upadłości? Niektórzy twierdzą wręcz, że mogłoby do tego dojść wcześniej.

Polmlek podał rękę

Ostrowia jest wciąż jednym z większych zakładów w mieście i powiecie. Dziś najważniejsze jest, aby udało się uchronić jak najwięcej miejsc pracy. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby ostateczne kupno zakładu przez Polmlek.

- Dostawcy mleka mają już najgorsze chwile za sobą, największym obecnie problemem jest załoga - mówi Krystyna Rytelewska, przewodnicząca Rady Nadzorczej MSM Ostrowia. - Mam nadzieję, że Polmlek kupi nasz zakład, bo moim zdaniem daje to dużą

szansę na to, że produkcja będzie utrzymana i rozwijana, a ludzie nie stracą pracy. Kiedy nasza mleczarnia znajdowała się w naprawdę krytycznej sytuacji, to właśnie Polmlek podał nam rękę.

- Ten zakład ma dobrą markę i bardzo dobre produkty - mówi Andrzej Grabowski, współwłaściciel grupy Polmlek. - Spółdzielnia wpadła w kłopoty, bo jest przegrzana aż do czerwoności, jeśli chodzi o zobowiązania finansowe. Zależy nam na tym zakładzie, ewentualne ogłoszenie upadłości nie powinno nam przeszkodzić w jego przejęciu. Wcześniej byłem kilka razy w centrali Invest Banku, gdzie proponowałem odkupienie zobowiązań banku za 70 proc. ich wartości. W ogóle nie byli zainteresowani. Jestem poważnym przedsiębiorcą i nie stać mnie na to, żeby na rynku grać nie fair. Mam nadzieję, że ostatecznie kupimy ten zakład. Zamierzamy powiększyć w Ostrowi produkcję i zwiększyć zatrudnienie do około 400 osób.

Jeśli Polmlek przejmie do końca ostrowski zakład i zechce rozwijać produkcję, musi się liczyć z nowymi wydatkami. Pilnego rozwiązania wymaga np. gospodarka ściekowa.

- Zdajemy sobie z tego sprawę - mówi Andrzej Grabowski. - Zaległości inwestycyjne są duże, gotowi jesteśmy w krótkim czasie zainwestować w Ostrów kilkanaście milionów złotych.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie