Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Jazda na szmacie po polsku

Magdalena Mrozek
Sprzątające zarabiają 5 zł za godzinę pracy
Sprzątające zarabiają 5 zł za godzinę pracy A. Wołosz
Pani krzątająca się po domu ze ścierką i odkurzaczem rzadko komu kojarzy się z szarą strefą. Tymczasem w Ostrołęce jest około 15 firm legalnie świadczących usługi sprzątania i wiele kobiet, które dorabiają do skromnej pensji czy renty sprzątając mieszkania i domy. Czyszczą domy kobiet zapracowanych, bogatych, chorowitych a czasami leniwych.

Dzwoniąc pod kilka numerów podanych w ogłoszeniach rozlepionych np. na klatkach schodowych dowiadujemy się, że już za 50 zł możemy mieć posprzątane mieszkanie - poodkurzane, z pościeranymi kurzami, z czystą i wyfroterowaną podłogą, umytą glazurą i terakotą, z wyszorowaną wanną i toaletą. Za dodatkowe 30 zł w mieszkaniu będą lśniły okna i zostaną wytrzepane wszystkie dywany i chodniki.

Mieszkanie posprzątam

Dwa tygodnie przed świętami to dla kobiet sprzątających prawdziwe żniwa.
- Klientek przed Wielkanocą nie brakuje, ale jest trochę mniej pracy niż przed Bożym Narodzeniem - porównuje Barbara Wielecka. Od dwóch lat sprząta nie tylko w swoim parterowym domu w Wojciechowicach, ale także w obcych mieszkaniach w Ostrołęce. Twierdzi, że wiosną, zwłaszcza kiedy jest ładna pogoda, kobiety same wolą przejrzeć kąty po zimie. Jeżeli są bardzo zapracowane i nie mają czasu na domowe prace albo też siły, szukają kogoś, kto pomoże w porządkach.
- Narobić to się naprawdę można, bo klientki są bardzo wymagające i zanim zapłacą, to trzy razy zajrzą w każdą wnękę. Jak coś jest nie po ich myśli, każą z miejsca poprawić, ale pieniądze z tego sprzątania i tak są wcale nie najgorsze - opowiada.
Wielecka ma stałe klientki. Polecały sobie wzajemnie solidną i uczciwą panią Basię. Dwa lata temu opiekowała się czteroletnim synem jednej z lekarek. Żeby dorobić do skromnej pensji niani, zgodziła się także na dodatkowe domowe prace - raz w tygodniu większe sprzątanie, pranie i prasowanie. Po roku chłopiec poszedł do przedszkola, a Wielecka martwiła się, że zostanie bez pracy.
- Po niecałych dwóch miesiącach pani doktor zadzwoniła i zapytała, czy nie chciałabym raz w tygodniu przychodzić sprzątać. Zaproponowała, że nie tylko u niej, ale i u jej teściowej. Zgodziłam się za 350 zł miesięcznie.
Pocztą pantoflową zdobyła jeszcze dwa inne zlecenia w domkach jednorodzinnych na Pomianie.
- Cudzego nie ruszę i nie obchodzi mnie, co kto ma w domu. Bo wiem, że jak chcę zarobić na swój czynsz, muszą ufać mi ludzie, którzy na kilka godzin zostawiają mnie w swoich mieszkaniach.
Jasno daje do zrozumienia, że o swoich klientkach nie plotkuje. Nie opowiada ani o rodzinnych niesnaskach, których często jest świadkiem, ani o zwyczajach domowników.
- Co się w tych domach dzieje, mnie nie obchodzi. Wiem to dla siebie. Za bardzo zależy mi na pracy - ucina próby podpytywania o to, kim są jej pracodawcy. - Nie pozwalam jednak, żeby ktokolwiek traktował mnie jak prywatną służącą, czyli przynieś, podaj, pozamiataj. Śniadania do łóżka nikomu nie podaję.
Pani Basia podkreśla, że pracuje u naprawdę porządnych ludzi, takich co to z okazji świąt czy jej imienin składają życzenia. Czasami oprócz pieniędzy dostaje coś ekstra - dobrą kawę albo jakiś kosmetyk.
Prawie cały Wielki Tydzień, poza piątkiem i sobotą, miała zajęty. W swoim domu do porządków zapędziła męża i dwie nastoletnie córki. Po powrocie z pracy doglądała tylko, czy zrobili to, co im zapisała na kartce, którą przylepia do lodówki.
Podobne kartki otrzymuje od swoich pracodawczyń. Przed świętami oprócz stałych zleceń dopisują jeszcze pranie i krochmalenie pościeli, prasowanie, zmianę pościeli, trzepanie dywanów, mycie okien, pranie firanek i zasłon, i upinanie czystych.
- W święta byłam bardzo zmęczona, ale opłacało się, bo policzyłam sobie, że w ciągu dwóch tygodni zarobiłam prawie 600 zł.
Martwi ją tylko jedno, że pracuje na czarno. Zwierza się, że myślała nawet o zarejestrowaniu działalności gospodarczej - firmy sprzątającej, ale szybko pomysł porzuciła, kiedy zorientowała się, ile wynoszą koszty legalnego zatrudnienia.
W Ostrołęce jest około 15 firm, które można wynająć do sprzątania. Są to przeważnie firmy ochroniarskie, które świadczą również usługi sprzątania.

Ciasto upiekę

Do nieformalnej spółki pani Basia dopuściła swoją zaufaną sąsiadkę.
- Kasia piecze rewelacyjne ciasta. A do tego zawsze wie, jakie są najmodniejsze. W tamtym roku w jednej z rodzin, gdzie sprzątam, była komunia. Chcieli kupić ciasta w cukierni, to podpowiedziałam im, że moja koleżanka na pewno upiecze taniej, no i przede wszystkim smaczne, domowe ciasta. Smakowały wszystkim, a na czekoladowy tort miała od ręki zamówienie. Pani Kasia za dużą blaszkę ciasta bierze zazwyczaj 25-30 zł. Droższe są torty, w zależności od liczby tzw. pięter kosztują od 50 do 100 zł.
- Na Wielkanoc piekłam keksy, makowce, roladę, snickersa, serniki z bitą śmietaną i mazurka - wylicza Katarzyna Ogrodowska. - Bite dwa dni spędziłam przy gorącym piekarniku, ale się opłacało.
Wszystkie potrzebne produkty kupuje sama. Wiejskie, duże jaja z ładnymi prawie czerwonymi żółtkami przywozi na rynek zaprzyjaźniona handlarka.
- Na produktach nie oszczędzam, bo nie warto. A ja i tak wychodzę na swoje. Najgorsze teraz to kupowanie cukru, bo strasznie podrożał i trzeba ganiać za nim po całym mieście.
Zaciera z zadowolenia ręce, bo wkrótce zacznie się sezon komunii i wesel.
- Każdy liczy się z groszem i często słyszę, "co mam sama piec i jak nie wyjdzie zmarnować pieniądze" to wolę zamówić i podać gościom smaczne ciasto. Jedni drugim mnie polecają i tym sposobem dorabiam do skromnej pensji salowej.

Nie dam sobą pomiatać

Kilkanaście lat sprzątaniem zajmuje się Halina Wieśkiewicz. Najpierw pracowała w szkole, teraz sprząta po domach.
- Do biura mnie nie wezmą, więc robię to, co potrafię i z czego da się wyżyć. Przecież nie usiądę i nie będę płakać. Już swoje przepłakałam, jak mnie w wyniku oszczędności dyrektor zwolnił z pracy.
Mąż Wieśkiewiczowej jeździ taksówką, ale to co zarobi, nie wystarcza na wszystkie rachunki i ratę za nową pralkę. Nie bardzo podoba mu się to, czym zajmuje się jego żona, zwłaszcza po niedawnej awanturze z dotychczasowymi pracodawcami, kiedy musiał po męsku interweniować.
- To byli dziwni ludzie. Przez kilka lat siedzieli w Stanach i ciężko pracowali, żeby pobudować dom. On jak prawie każdy tam Polak zasuwał na budowie, ona jechała na szmacie. Wrócili do kraju i wszystko im się w głowach poprzestawiało. Zgodziłam się u nich sprzątać, a nie słuchać obelg - tłumaczy wzburzona pani Halina.
Opowiada, że do tych ludzi dotarła przez ogłoszenie. Na początku było dla niej zrozumiałe, że kiedy pracowała, jej pracodawczyni chodziła za nią krok w krok. Obawiała się obcej osoby w domu, poza tym obserwowała, czy dokładnie sprząta.
Jednak, jak twierdzi, sytuacja z każdym tygodniem zaczęła się pogarszać.
- Mało tego, że pańskim gestem pokazywała mi, co mam zrobić, skąd zetrzeć kurz i kazała zmywać zacieki na kubkach, talerzach, łyżkach, które się robiły po jej zmywaniu, to potrafiła zrobić awanturę, że zużyłam do prania za dużo proszku czy płynu do płukania. Ta rodzina jest naprawdę bogata, a kupowali najtańsze środki czystości i pieklili się, kiedy np. szyby w oknach się mazały.
Przyznaje, że finansowo była to jej najlepsza posada, bo za pracę we wszystkie poniedziałki, środy i piątki miesiąca dostawała 500 zł. W pozostałe dni pracowała, jak mówi, u normalnych ludzi.
- No bo czy normalnym jest sprawdzanie w mojej obecności zawartości lodówki, czy przypadkiem czegoś z niej nie wzięłam, tak samo kawy, herbaty, alkoholi itp. Rysowanie flamastrem kresek na pojemnikach czy butelkach?
Awanturę, która dwa tygodnie temu zakończyła się męską szarpaniną, wywołał dość wysoki rachunek za telefon stacjonarny.
- Ani razu nie skorzystałam z ich telefonu, bo zawsze noszę przy sobie komórkę - tłumaczy Wieśkiewiczowa. - Zostałam w mało cenzuralnych słowach oskarżona o wydzwonienie kwoty, która widniała na rachunku - ponad 400 zł. Usłyszałam, że w związku z tym po wypłatę nie mam co przychodzić. Załamałam się, bo do tych ludzi nie trafiały żadne racjonalne argumenty, a na pensję przecież uczciwie zapracowałam.
Męża pani Haliny na wieść o oskarżeniu "normalnie trafił szlag", jak sama określa jego zachowanie. Pojechał do pracodawców żony i zażądał przedstawienia billingu. Najwyraźniej panowie nie doszli do porozumienia, bo prowadzona podniesionym tonem rozmowa skończyła się szarpaniną.
- Na pieniądze za marzec nie mam co liczyć. Ale ku mojemu zdziwieniu niedługo po tej awanturze odebrałam telefon od tej pani z propozycją zrobienia porządków na święta, za które dostałabym 100 zł. Powiedziałam jej, że mam w nosie jej pieniądze i ją samą. Chciałabym jednak bardzo zobaczyć, jak ta czyściocha sama łapie się za ścierkę.

PS. Nazwiska i imiona bohaterek tekstu zostały zmienione.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki