Jak zażegnać kryzys małżeński radzą Joanna i Norbert Dawidczykowie

Robert Majkowski
Robert Majkowski
Ostrołęczanie, państwo Dawidczykowie to terapeuci, autorzy książki "Bigos małżeński"

Czy coraz więcej par prosi Was o pomoc?

Joanna Dawidczyk: Z tym proszeniem o pomoc tak naprawdę jest różnie. Wiele par potrzebuje jej, ale nie wchodzi dalej w uzdrawianie swojego małżeństwa, ponieważ żeby coś z nim zrobić, trzeba włożyć sporo wysiłku i zmianę zacząć od samego siebie. A przeważnie jest tak, że chcemy aby ta druga osoba się zmieniła, a nie my.

- Niestety...

Norbert Dawidczyk: Albo „stety”. Jest to bowiem zarazem bardzo twórcze. Odpowiadając jednak na pytanie: tak, dostrzegamy coraz większą potrzebę wśród małżeństw takiej pomocy. Widzimy też na jakim poziomie dialogowania między sobą są osoby, które z niej korzystają. Nieraz jest to poziom zero.

Joanna: Na początku organizowaliśmy jeden turnus rekolekcji wakacyjnych. W te wakacje będzie ich cztery. A myślę, że gdybyśmy dwa kolejne dołożyli, chętni by się znaleźli.

Jaka jest przyczyna problemów małżeńskich?

Norbert: Osobom, które trafiają do naszej poradni, mówimy, że jesteśmy wypadkową trzech rzeczy. Po pierwsze tego, jacy się urodziliśmy. Chodzi mi o naszą naturę: na przykład ktoś jest introwertykiem, kto inny ekstrawertykiem. Drugim elementem jest wszystko to, co nam się przydarzyło w życiu. Przeszłość ma na nas wielki wpływ. Mały człowiek, którym każdy z nas był, uczy się od najbliższych mu i najważniejszych dla niego ludzi, czyli rodziców, relacji międzyludzkich. Tego, jak mężczyzna traktuje kobietę i na odwrót, kto dominuje w związku, jak się traktuje dzieci, czy małżonkowie są jednością.

Joanna: Czy się całują, przytulają...

Norbert: Czy wyznają sobie miłość. Jeśli ktoś nie słyszał w rodzinnym domu, żeby tata mamie wyznawał miłość, to prawdopodobnie, wchodząc w dorosłość, będzie miał problem z mówieniem „kocham”. Ale to jest do nauczenia, bo trzecim elementem jest nasza wolna wola. To nasza nadzieja, bo dzięki niej możemy wyjść z trudnych doświadczeń z przeszłości, możemy pracować nad tym, co w nas wrodzone.

Po lekturze Waszego mini-poradnika „Bigos małżeński” można odnieść wrażenie, że właściwie niewiele potrzeba, aby uratować swoje małżeństwo. Wystarczy rozmawiać i słuchać.

Joanna: W tej książce głównie zajęliśmy się szeroko pojętą komunikacją. Bo widzimy, że dzisiejszy świat umiera z powodu braku rozmowy, a małżonkowie bardzo z tego powodu cierpią. To ma swoje różne źródła. Jednym z nich jest wychłodzenie emocjonalne. Jeśli małżonkowie zaczynają mijać się, zbyt dużo pracować, nie świętują razem, nie spędzają wspólnie czasu, to mniej rozmawiają. A utrzymywanie relacji jest jednym z filarów małżeństwa, a także innych związków. My nie wyobrażamy sobie dnia bez rozmowy ze sobą.

Norbert: Przy czym mówiąc „rozmowa”, mamy na myśl coś innego niż zwykłą wymianę informacji. W końcu „zrób zakupy” to również rozmowa. Nam chodzi jednak o coś głębszego, związanego z emocjami i przeżyciami. Na naszych rekolekcjach pytamy małżonków czy znają marzenia swojego męża, żony? Część zna, inni nie wiedzą zupełnie nawet od czego zacząć, a żyją ze sobą 10, 20 lat. Należy też rozdzielić znaczenie słów „słuchać” i „usłyszeć”. To, co nas zostaje ze słuchania, jak te treści w nas pracują, jaki mają na nas wpływ - to wszystko wrzucamy do koszyczka „usłyszeć”. A w małżeństwie usłyszeć znaczy też rozumieć.

Joanna: To też pytanie o naszą hierarchię wartości. Jeśli małżeństwo w tej hierarchii umieszczamy gdzieś w okolicach pierwszego miejsca, bo wiele osób mówi, że najważniejszy jest dla nich Pan Bóg, dla nas również, to znaczy, że ja mam robić wszystko, aby o nie walczyć, żeby nie przemknęło mi koło nosa. To nie jest tak, że się rozwiodę, zacznę nowy związek i będę szczęśliwa. Z tego pierwszego związku bowiem mogę wyjść pokiereszowana i to pokiereszowanie wnieść do kolejnej relacji. Dla ratowania małżeństwa opłaca się wysłać małżonka na terapię. My sami jesteśmy po terapii, inaczej nie moglibyśmy skończyć studiów i sami pomagać małżeństwom.

Jak pracowało się Wam wspólnie podczas pisania „Bigosu małżeńskiego”?

Joanna: Było bardzo miło. Pomysł na książkę wypłynął od uczestników rekolekcji, naszych warsztatów. Wielokrotnie upominali się o to, żebyśmy spisali swoje konferencje.

Norbert: Wspólne pisanie było bardzo jednoczące, było kolejną rzeczą, którą robiliśmy razem. A to też ważne dla małżeństwa: im więcej robimy razem, tym dla niego lepiej. Pomiędzy pójściem na zakupy samemu, a z małżonkiem jest zasadnicza różnica.

Joanna: Korektę książki zrobił brat. Moja mama ją przed publikacją czytała, aby nanieść poprawki. Czyli pełna symbioza rodzinna! Bezpośredni impuls do napisania mini-poradnika dał też zaprzyjaźniony z naszą rodziną ojciec dominikanin Andrzej Bielat, z którym współprowadzimy rekolekcje dla narzeczonych. We współpracy z nim piszemy drugą książkę.

- Oczywiście o małżeństwie...

Norbert: To będzie w dużej mierze opis tego, co wypracowaliśmy podczas rekolekcji dla narzeczonych. Ale książka będzie też skierowana dla małżonków.

Joanna: Będzie o szczęśliwym małżeństwie, o czterech jego filarach: dialogu, różnicy płci, w jaki sposób może nas ona ubogacać, o tym, jak tworzyć jedność w seksualności i jak sobie poradzić z przeszłością. Ale będzie też o relacjach z teściami. My odpowiadamy za część praktyczną, ojciec spojrzy na te zagadnienia z punktu widzenia Kościoła, ale z dominikańskim humorem.

Więcej w papierowym wydaniu TO.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie