Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Jak Zabłocki na akcyzie

Magdalena Mrozek
Przed drzwiami wydziału komunikacji w Ostrołęce 24 czerwca było można rzec pusto
Przed drzwiami wydziału komunikacji w Ostrołęce 24 czerwca było można rzec pusto Fot. A. Wołosz
Od ponad miesiąca na ostrołęckich ulicach widać coraz więcej samochodów, które jeżdżą na tablicach rejestracyjnych z żółtym paskiem. Przeważnie są to stare auta zachodnich marek. Głównie niemieckie ople i volkswageny. Po pierwszym maja, sporo osób zwabionych zniknięciem ograniczeń w sprowadzaniu używanych samochodów ruszyło na motoryzacyjne zakupy do bogatszych sąsiadów.

Przed drzwiami wydziału komunikacji w Ostrołęce 24 czerwca było można rzec pusto
(fot. Fot. A. Wołosz)

Złoty interes jednak dla wielu szybko okazał się takim, do którego trzeba jeszcze dołożyć. A sprowadzone auto bywa droższe od tego, które można kupić z ogłoszenia lub w komisie. Opłaca się tylko tym, którzy potrafią znaleźć sposób na akcyzę, która wbrew oczekiwaniom, że 1 maja zniknie, została.
Po wejściu Polski do Unii Europejskiej Polacy zaczęli wręcz czyścić z używanych aut składowiska zachodnich dilerów. W maju sprowadzono do Polski ponad 47 tys. starych samochodów, podczas gdy przez cały zeszły rok sprowadzono ich 33 tys. Gwałtowny wzrost importu używanych aut można tłumaczyć tym, że od 1 maja nie obowiązuje w Polsce zakaz sprowadzania smochodów nie spełniających norm emisji spalin Euro 2. W Europie Zachodniej eksploatacja ponad 10-letnich samochodów jest nieopłacalna ze względu na wysokie podatki dla aut niespełniających norm emisji, jak i na wysokie koszty ich użytkowania.

Wyprawa po auto

Darek Pągowski z Ostrołęki trzy tygodnie temu kupił w Hannoverze za 1600 euro (ok. 8 tys. zł) dziesięcioletniego opla vectrę. Za podobnego w Polsce musiałby zapłacić około 15 tys. zł.
Do Niemiec pojechał z kolegą, biegłym w języku sąsiadów zza Odry, bo jak mówi, bez znajomości niemieckiego można podarować sobie wyjazd. Trzeba nie tylko dogadać się ze sprzedającym co do ceny, ale załatwić na miejscu trochę formalności. I to załatwić w taki sposób, żeby wyjazd się rzeczywiście opłacał. Bo nie sztuka, jak twierdzi, jechać, kupić auto i zapłacić maksymalną 65-procentową stawkę akcyzy. Tyle wynosi na auta z 1998 roku i starsze, które najczęściej kupują w Niemczech ostrołęczanie.
- Do akcyzy dochodzą koszty sprowadzenia samochodu na jego własnych kołach albo na lawecie, przegląd i wydanie książki pojazdu - wyjaśnia Darek.
Najpierw oczywiście samochód należy znaleźć. Wcale nie jest to takie łatwe, zważywszy, że wyjeżdżając chcemy jak najszybciej wrócić do domu. Każdy dzień pobytu w Niemczech to mniej euro w kieszeni.
- Niemcy nie ukrywają, że rynek sam się napędza, więc korzystają i windują ceny. Po samochody ruszyli masowo nie tylko Polacy ze wszystkich stron kraju, chociaż ich rzeczywiście w każdym, nawet najmniejszym mieście się spotyka, ale też na przykład Słowacy.
Darek twierdzi, że w komisach - autohausach - samochody są już dość wyraźnie poprzebierane i lepiej szukać auta przez ogłoszenia w gazetach albo w internecie.
- Mają bogatsze wyposażenie niż te rzucane na nasz rynek, mają też zdecydowanie większe przebiegi - dzieli się obserwacjami Pągowski. - Tyle, że te kilometry są robione po drogach gładkich jak stół, a nie dziurawych jak u nas. I są to prawdziwe przebiegi, które w Polsce handlarze od ręki poprawiają.
Żeby zakupionym autem wrócić do Polski, trzeba wydać kolejne 150 euro na tablice wywozowe.
- To tablice z czerwonym paskiem. W cenie tablicy zawarte jest również ubezpieczenie, ważne przez dwa tygodnie. Do jazdy w Polsce nie upoważniają natomiast żółte tablice, które kosztują mniej, bo 90 euro.
Samochód taki jak Darka kosztuje już w tym momencie 8 tys. 200 zł.
Od sprzedawcy powinniśmy dostać brief (niemiecki dowód rejestracyjny), poświadczenie wyrejestrowania auta, badania T†V oraz AU i umowę kupna-sprzedaży. W przypadku kupna z komisu - fakturę. Jeśli samochód wiezie laweta, nie ma potrzeby kupowania tablic rejestracyjnych, wystarczy brief i umowa.
- I tak naprawdę - twierdzi Darek - najgorsze zaczyna się po powrocie do kraju. Bieganie po urzędach i ceny opłat natychmiast zabijają każdą radość z zakupu.
Najpierw Urząd Celny, w którym wypełnia się deklarację zakupu auta i zapłacenia podatku akcyzowego. Płaci się go wcześniej przelewem na konto. Ostrołęczanie jeżdżą odprawiać dsamochód najczęściej do Urzędu Celnego w Ciechanowie. Bywało i tak, że trzeba było czekać nawet miesiąc na odprawę. Można wtedy jeździć na tablicach z czerwonym paskiem. Podatek obliczamy, mnożąc średni kurs euro w NBP z bieżącego dnia, w którym składamy wniosek, przez kwotę euro widniejącą na fakturze lub umowie kupna-sprzedaży i przez wysokość akcyzy.
Wysokość akcyzy zależy od roku produkcji oraz pojemności silnika (patrz tabela - przyp. red.). Przy czym auta roczne to te wyprodukowane w roku bieżącym. Maksymalna stawka akcyzy na najstarsze auta wynosi 65 proc.
Podstawą opodatkowania akcyzy jest zadeklarowana wartość samochodu, wynikająca z faktury lub umowy. Urzędy celne nie mogą już korzystać ze swoich cenników.
- Naprawdę najkorzystniej jest jechać z kimś, kto zna dobrze niemiecki. Z właścicielem idzie się dogadać i w umowie wpisuje się jak najniższą kwotę sprzedaży. Są i tacy, co wpisują w niej 1 euro. I policz od tego akcyzę! Ważna jest też dobrze napisana umowa, z której wynika, że auto jest uszkodzone i wymienia się wszystkie usterki, było walnięte, ma duży przebieg. Jeśli nie ma, to w Polsce podkręca się licznik do przodu. Poza tym wykręca się wszystko, co wykręcić można, i auto oddaje się do wyceny rzeczoznawcy. Wtedy samochód wychodzi za grosze - Darek zdradza sposoby na obejście wysokiej akcyzy i maksymalne obniżenie kosztów. - To proste, że tak robią handlarze. W inny sposób nie opłacałoby się im sprowadzanie samochodów, a przecież ciągną do kraju jeden po drugim.
Dodaje, że można też wybrać się po auto ze znajomym handlarzem. Pomaga przy załatwieniu formalności za granicą i w kraju z rzeczoznawcą włącznie, a potem kasuje za usługę 1000 zł.

Wizyty w urzędach

Z urzędu celnego należy się udać do urzędu skarbowego po zaświadczenie o zwolnieniu z podatku VAT, które kosztuje 150 zł (sic!).
Następnie trzeba zrobić przegląd techniczny auta - za 160 zł, przetłumaczyć brief na język polski - 70 zł. Dokument potwierdza wymeldowanie samochodu w Niemczech oraz ważność umowy. Zostaje jeszcze ubezpieczenie OC, przy maksymalnych zniżkach to około 260 zł.
I dopiero wtedy można wybrać się do wydziału komunikacji odpowiedniego urzędu miejskiego czy starostwa. Tam za dowód czasowy, tablice rejestracyjne i znaczki skarbowe trzeba zapłacić 127 zł. Za miesiąc zgłaszamy się po stały dowód rejestracyjny - 34 zł i kartę pojazdu - 500 zł.
- Sprowadzenie samochodu może się opłacać, ale tylko wtedy, kiedy zastosuje się kilka wybiegów i znajdzie się samochód w dobrym stanie za przyzwoitą cenę - mówi Darek. - Szlag jednak trafia, bo ta chrzaniona akcyza zmusza także uczciwych ludzi do kombinowania, a przecież od momentu naszego wejścia do Unii jest nielegalna.
Po doliczeniu akcyzy i wszystkich innych opłat cena dziesięcioletniej vectry wyniosła około 14 tys. 300 zł. Doliczając koszty dojazdu i benzynę w baku na powrót, wyjdzie niewiele mniej niż 15 tys. zł. Ile kosztowałaby przy zastosowaniu różnych obejść? Tego nie wiemy, bo Darek, do czego się przyznaje, poznał je już po powrocie z Hannoveru.
Młodsze samochody z kolei są mniej chętnie sprowadzane, bo ich ceny za granicą nie są dla większości Polaków atrakcyjne, mimo że obłożone zdecydowanie niższym podatkiem akcyzowym.

W wydziałach komunikacji bez kolejek

Szefowe wydziałów komunikacji w ostrołęckim Urzędzie Miejskim i starostwie przyznają, że po pierwszym maja rejestrują więcej sprowadzonych zza granicy aut. Nie jest to jednak taka liczba, która paraliżowałaby pracę urzędów. Kolejek, jak zapewniają, na korytarzach nie ma.
W kwietniu w wydziale komunikacji Urzędu Miejskiego zarejestrowano 14 pojazdów, a w czerwcu 38. W sumie wydano 74 karty pojazdów.
- Sądziłam, że będzie gorzej, ale na razie nie ma szturmu na wydział - usłyszeliśmy od Barbary Jakackiej, kierowniczki wydziału komunikacji UM w Ostrołęce. - Więcej rejestracji zaczęło się w czerwcu. Dodaje też, że rejestrację wydłużają procedury, przez które należy wcześniej przejść. - Do dwóch tygodni, tak przynajmniej słyszałam od naszych petentów, czeka się na wydanie z urzędu celnego potwierdzenia zapłaty akcyzy.
- Nie zwiększyliśmy liczby stanowisk obsługujących interesantów, bo nie było takiej potrzeby. Nie zwiększyła się liczba petentów. Nie ma ani kolejek, ani tłoku w wydziale, ani problemów z rejestracją - zapewniła nas Genowefa Żebrowska, dyrektor wydziału komunikacji i drogownictwa w ostrołęckim starostwie.
Znacznie szybciej, bo z reguły trzy, cztery dni z ustawowych siedmiu, czeka się na zaświadczenie o obowiązku lub braku obowiązku uiszczenia podatku od towarów i usług w ostrołęckim Urzędzie Skarbowym.
Takich zaświadczeń do tej pory urząd wydał około dwustu.

Żółte paski na tablicach

W pierwszych dniach czerwca Straż Graniczna na granicy polsko-niemieckiej nie wpuszczała do Polski używanych aut z Niemiec na tablicach rejestracyjnych z żółtym paskiem.
Są one wydawane w Niemczech na nazwisko. Samochód z takim dokumentem nie jest zarejestrowany i nie posiada obowiązkowego ubezpieczenia, i z tego powodu auto na żółtych tablicach (za 90 euro) nie mogło zdaniem strażników wjechać do Polski na kołach. Sprowadzający wozy byli więc zmuszeni do wynajmowania lawet.
"Wydawane w Niemczech tablice z żółtym paskiem są ważne przez pięć dni i służą np. do przejazdu z miejsca zamieszkania do mechanika. Nie uprawniają do jazdy nie tylko w Polsce, ale także w pozostałych krajach UE. Po dokonaniu wszelkich sprawdzeń okazało się, że samochody je posiadające zgodnie z polskim prawem o ruchu drogowym nie mogą poruszać się po drogach, a tym samym wjechać do naszego kraju" - wyjaśniał dziennikarzom radia RMF FM Mariusz Skrzyński, rzecznik prasowy lubuskiej Straży Granicznej. Dodał, że sprawa wyszła na jaw po tym, jak Straż Graniczna zwróciła się z pytaniem o cel wydawania takich tablic do strony niemieckiej. Przyczyną zainteresowania tym tematem były przypadki sprowadzania do Polski nawet kilkunastu samochodów na podstawie jednej tablicy rejestracyjnej.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki