Jak sprawdzają się w Polsce ograniczenia w obrocie ziemią? Rozmowa z dyrektorem KOWR

Lucyna Talaśka-KlichZaktualizowano 
Rozmowa z Witoldem Strobelem, dyrektorem generalnym Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, m.in. o gospodarowaniu ziemią rolną i o polskiej żywności

Ziemia w Polsce wciąż jest droga. Z czego to wynika?

Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa jest, jeśli chodzi o gospodarowanie państwowymi gruntami rolnymi, przedłużeniem działalności Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa (była to instytucja, która przejęła ziemię z PGR), a następnie Agencji Nieruchomości Rolnych (która tą ziemią gospodarowała). U progu lat 90. minionego wieku przejęto ok. 4,7 mln ha państwowej ziemi. Wówczas trzeba było się wręcz prosić, żeby znaleźć dzierżawców lub chętnych do kupienia tych gruntów.

Tamte czasy podobnie wspominają niektórzy dzierżawcy - wtedy zainteresowanych państwowymi nieruchomościami brakowało. Co się takiego stało, że pojawił się głód ziemi?

W latach 90. produkcja rolna wydawała się mało atrakcyjna. Sytuacja zmieniła się zasadniczo po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, a więc wtedy, gdy staliśmy się beneficjentami dopłat obszarowych. Od tamtej pory nastąpił dynamiczny wzrost cen gruntów. Sytuacja taka trwała do listopada 2015 r., kiedy to Krzysztof Jurgiel, minister rolnictwa i rozwoju wsi, wprowadził tymczasowy zakaz do czasu opracowania nowych przepisów. W kwietniu 2016 roku uchwalona została ustawa wstrzymująca sprzedaż gruntów Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa na 5 lat.

Ci, którzy chcieli ziemię kupić, nie byli z tego zadowoleni.

Wprowadzeniu tej ustawy towarzyszył bardzo silny lobbing, który nazywał tę sytuację wręcz zamachem na własność prywatną, prognozowano także paraliż w obrocie ziemią. Zmiany w prawie wprowadzono w czasie, gdy po PGR zostało już milion czterysta tysięcy hektarów, a przecież ziemi rolnej w Polsce już nie przybędzie.

Dlatego resort rolnictwa postawił na dzierżawę?

Obecnemu Ministerstwu Rolnictwa zależy na tym, żeby ziemia służyła produkcji żywności i rozwojowi rodzinnych gospodarstw. Ma to również znaczenie strategiczne, ponieważ wpływa na bezpieczeństwo żywnościowe kraju.

W 2015 roku ceny gruntów z ZWRSP przekroczyły średnio 30 tys. zł/ha. W niektórych województwach były jeszcze wyższe (np. w Kujawsko-Pomorskiem ponad 60 tys. zł/ha). Wielu rolników nie było stać na takie inwestycje, ponieważ zwykle nie kupują jednego hektara, a 10 i więcej, a wtedy robi się duża kwota.

To absurd, bo taka inwestycja (hektar za ponad 60 tys. zł) może się nigdy nie zwrócić!

Efekt był taki, że niektórzy rolnicy się zadłużali, brali kredyty, a to z kolei odbijało się na kondycji gospodarstw, bo nie mogły się dalej rozwijać oraz mechanizować…

Co się stało po wejściu w życie ustawy, która zamroziła sprzedaż państwowych gruntów?

Główną formą zagospodarowania nieruchomości rolnych stała się dzierżawa. To zadanie KOWR realizuje, organizując przetargi ograniczone, których uczestnikami są wyłącznie rolnicy. Gospodarz podpisuje z nami umowę dzierżawy, nawet na 10 lat, i dzięki temu może zaplanować rozwój gospodarstwa i jego modernizację, płacąc czynsz dzierżawny, który nie jest wysoki.

Przeczytaj też: Ardanowski: - Praca rolników musi być opłacalna. Nie mogą dostawać groszy [wywiad]

Kiedyś o dzierżawy niektórzy rolnicy walczyli zaciekle nawet między sobą. No i kończyło się tym, że musieli płacić wysoki czynsz!
W nielicznych przypadkach czynsz wynosi ok. 2 tys. zł/ha. Najczęściej jest on znacznie niższy, szczególnie od sierpnia 2016 roku, gdy minister Krzysztof Jurgiel wydał rozporządzenie regulujące wysokość czynszu dzierżawnego i uzależnił go m.in. od klasy ziemi.

Wcześniej odbywały się głównie przetargi licytacyjne, podczas których czasami w ferworze walki, pod wpływem emocji, rolnik licytował wysoką stawkę, a potem miał problem. Dziś organizowane są głównie przetargi ofertowe, w których wysokość czynszu nie jest decydującym kryterium. Bardziej liczą się: odległość siedziby rolnika od działki, którą jest zainteresowany, wielkość gospodarstwa, obszar gruntów, które kupił lub wydzierżawił od KOWR (wcześniej od ANR), intensywność produkcji zwierzęcej. Kryteria są dopasowane do regionalnych uwarunkowań (takich jak np. średnia wielkość gospodarstwa).

Na początku roku odbyły się konsultacje, w których uczestniczył minister rolnictwa oraz przedstawiciele wszystkich znaczących organizacji rolniczych. W marcu br. podpisaliśmy symboliczne porozumienie z Wiktorem Szmulewiczem, prezesem Krajowej Rady Izb Rolniczych, które zakończyło okres uzgodnień na temat kryteriów przetargowych.

Czy to już są stałe kryteria, czy też planujecie wprowadzić kolejne zmiany?

Nic nie jest dane raz na zawsze. Wsłuchujemy się w głos środowisk rolniczych. Ustaliliśmy, że jesienią po zakończeniu sezonu wegetacyjnego zastanowimy się nad tym, czy potrzebne są jakieś zmiany.

Przetargów jest dużo, w pierwszych czterech miesiącach br. odbyło się aż ponad 3400 przetargów na dzierżawę, zatem dziennie po kilkadziesiąt. Rolnicy chwalą sobie tę formę zagospodarowania państwowych gruntów. Nie potwierdziły się więc obawy, że dojdzie do paraliżu w obrocie ziemią.

Jak pan ocenia obrót i gospodarowanie gruntami rolnymi w naszym kraju?

KOWR na mocy przytaczanej już ustawy został wyposażony w instrumenty administracyjnego oddziaływania na rynku obrotu prywatnymi nieruchomościami rolnymi. Nie jesteśmy jednak żandarmem. Interweniujemy rzadko, najczęściej wydajemy pozytywne decyzje. Ważne jest, by ten, kto kupuje ziemię, dawał rękojmię właściwego prowadzenia gospodarstwa.

Przeczytaj też: Kombajn im przeszkadza, a chleb to by jeść chcieli. Dyskusja na temat uciążliwości żniw

Wróćmy jeszcze do czasów, gdy zainteresowanych ziemią po PGR-ach było niewielu. Niektórzy dzierżawcy mówią, że wtedy zaryzykowali, dbali o te grunty jak o swoje, ale w latach 2012-2016 zostali zmuszeni do oddania części dzierżawionej ziemi. Wszyscy, których objęły te 30-proc. wyłączenia, wydali nieruchomości?

Wyłączenia z dzierżawy 30 proc. gruntów rolnych dotyczyły osób gospodarujących na ponad 428 ha. Gospodarowanie na kilkuset hektarach pozwala na osiąganie odpowiednich przychodów. Niektórzy dzierżawcy posłuchali złych doradców, którzy mówili im: „nie oddawajcie ziemi, bo i tak wam nic nie zrobią! Najwyżej potem zmieni się prawo”.

KOWR nie jest instytucją ustawodawczą, ale wykonawczą, a nowelizacja ustawy z 2011 r. wprowadziła zasady dotyczące wyłączeń. Kończą się umowy zawarte w latach 90. i ci, którzy nie wyłączyli tych obszarów, będą musieli zwrócić ziemię.

Będą mogli wziąć udział w przetargach?

Stanowisko ministra rolnictwa, organów sprawiedliwości, jak i nasze jest takie, że nie ma abolicji dla tych, którzy nie wyłączyli „trzydziestek”.

Muszą wydać ziemię, a my możemy rozważyć, czy będą mogli wystartować w przetargu na dzierżawę. Oczywiście na takich zasadach, które obowiązują, czyli dzierżawa ma wspierać głównie rodzinne gospodarstwa.

Dla nas to też jest problem, bo są to najczęściej duże gospodarstwa i potrzebna jest ich restrukturyzacja - trzeba się zastanowić, co scalić, co podzielić, by ta ziemia jak najszybciej mogła służyć produkcji rolniczej. Oczywiście nie jesteśmy bezwzględni - jeśli dzierżawcy kończy się umowa latem, a rośnie na niej zboże, to poczekamy na wydanie ziemi do zakończenia zbiorów.

Tamta sytuacja z wyłączeniami sprawiła, że rolnicy nie są pewni, na co stawiać. Owszem, ci, którzy mają niewiele ziemi, cieszą się, że wreszcie mogą wydzierżawić państwowe grunty, ale i oni nie wiedzą, czy państwo nadal będzie stawiać na dzierżawę?

Dziś pewne jest to, że podstawą jest dzierżawa, także wieloletnia. Gdybym był rolnikiem, to na pewno wziąłbym udział w przetargu.

Jednak niektóre nieruchomości wciąż możecie sprzedawać.

Wstrzymanie sprzedaży nie dotyczy gruntów rolnych mniejszych niż 2 ha, a także domów, lokali mieszkalnych, budynków gospodarczych, garaży, ogródków przydomowych.

Co istotne, średnia cena sprzedaży 1 ha gruntów rolnych z ZWRSP w pierwszym kwartale br. wyniosła 29 277 zł, zatem stawki ustabilizowały się, ziemia przestała drożeć.

Inne nieruchomości możemy sprzedać w wyjątkowych i uzasadnionych przypadkach, jeśli minister rolnictwa wyrazi na to zgodę. Możemy również nieodpłatnie przekazywać nieruchomości samorządom na realizację ich zadań własnych. Przez 25 lat przekazaliśmy ponad 58,2 tys. ha, na których powstały szkoły, ośrodki kultury, place zabaw, a nawet cmentarze komunalne.

Udzielamy także bezzwrotnej pomocy finansowej na inwestycje na terenach wiejskich, które są wykorzystywane m.in. na budowę wodociągów, kanalizacji, oczyszczalni ścieków czy budowę lokalnych dróg. W ub.r. w ramach bezzwrotnej pomocy finansowej przekazaliśmy gminom i spółdzielniom mieszkaniowym ok. 30 mln zł.

Ostatnio uczestniczymy także w pracach nad wsparciem programu „Mieszkanie plus”, bo samorządom brakuje terenów pod budownictwo.

Zajmujecie się także obsługą funduszy promocji produktów rolno-spożywczych. Niektórzy rolnicy twierdzą, że są one niepotrzebne!

Mamy 9 funduszy promocji, których celem jest m.in. działalność marketingowa, podnoszenie świadomości konsumentów, wzrost sprzedaży. Do zadań KOWR należy wyłącznie administrowanie funduszami, rozliczanie projektów oraz obsługa rachunków bankowych funduszy.

Warto być może po dekadzie obowiązywania ustawy o funduszach promocji trochę inaczej ukierunkować tę działalność. Myślę o promocji zagranicznej, mediach społecznościowych czy kampaniach w internecie.

Zobacz także: Susza zabrała plon. Może nie starczyć nawet na opłacenie kombajnu

Marketing polskiej żywności na pewno jest potrzebny, tym bardziej że jesteśmy znaczącym eksporterem i mamy powody do dumy. W 2017 r. eksport produktów rolno-spożywczych wyniósł 27,3 mld euro (o 3 mld euro więcej niż w 2016 r.), a perspektywy są wciąż bardzo dobre. Dodatnie saldo handlu zagranicznego wyniosło w ub. r. 8,4 mld euro i było o 19 proc. wyższe niż rok wcześniej. Dla utrzymania tego trendu potrzebujemy aktywnych działań prowadzonych poza granicami, np. podczas targów i międzynarodowych wystaw.

Staramy się także, aby dobrze mówiono i pisano o polskiej żywności, dlatego zapraszamy do naszego kraju osoby wpływowe. Na tegoroczne targi Polagra Food zaprosiliśmy dziennikarzy z Chin, Wietnamu, RPA, ZEA i Indii. Rynki w ich krajach są duże i bardzo obiecujące.

Gdyby zamknąć granice, czego - jeśli chodzi o żywność - mielibyśmy za dużo?

Myślę, że rynek sam by te różnice wyregulował. Na pewno dynamicznie rozwija się w Polsce mleczarstwo. Forma spółdzielczej własności paradoksalnie nam pomogła. Kiedy w sposób bezrefleksyjny prywatyzowano i wyprzedawano zagranicznym firmom polskie przetwórnie (czasami za bezcen), to mleczarnie się przed tym uchroniły. Dobre spółdzielnie zainwestowały w nowoczesne technologie. I np. Mlekovita świetnie się rozwinęła. Ma w swojej ofercie przeszło tysiąc produktów, które sprzedaje do 80 krajów.

Dotyczy to także przetwórstwa mięsnego (także mięsa drobiowego), gdzie pod względem norm bezpieczeństwa żywności czy rozwoju technologicznego zrobiliśmy wielki postęp.

A co z małymi przetwórniami?

Jeśli są dobrze zarządzane, obronią się na rynku. Jako przykład mogą posłużyć mleczarnie z regionu, z którego pochodzę: Opole Lubelskie ma świetne sery twarogowe, Piaski dysponują szeroką paletą wspaniałych produktów, a Krasnystaw oferuje wyśmienite kefiry i jogurty.

Na przełomie lat 80. i 90. zachłysnęliśmy się produktami z Zachodu, sugerując się ładnym wyglądem samych opakowań. Ten czas się skończył. Dziś konsumenci zwracają uwagę nie tylko na cenę i opakowanie, ale coraz częściej na jakość i walory zdrowotne. Wzrosła świadomość konsumentów, mamy większą siłę nabywczą, inne nawyki, zmieniliśmy styl życia. Dzięki temu firmy, które wytwarzają produkty bardziej naturalne, przypominające nam smaki znane z dzieciństwa, mają szansę na sukces.

Patriotyzm decyduje o tym, co wkładamy do koszyka?

Patriotyzm konsumencki jest rozwinięty w wielu krajach. My się go dopiero uczymy. Jeszcze 10 lat temu byliśmy większymi kosmopolitami, dziś bardziej doceniamy to co polskie, chcemy kupować żywność z naszego kraju. Problemem jest jednak to, że większość sieci handlowych to nie jest polski kapitał. Na szczęście konsumenci nauczyli się czytać etykiety i coraz trudniej ich nabrać na „niby polskie” produkty.

Pomagają im aplikacje, które pozwalają na podstawie kodu kreskowego sprawdzić, kto jest producentem, czy to naprawdę polska marka. W lipcu 2017 roku została oddana do użytku strona internetowa www.polskasmakuje.pl oraz aplikacja mobilna „Polska Smakuje” w wersji testowej. Zachęcamy zarówno producentów certyfikowanych produktów spożywczych, jak i rolników wytwarzających żywność w ramach Rolniczego Handlu Detalicznego do rejestrowania się na portalu.

Patriotyzm konsumencki będzie się w Polsce rozwijać!

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Materiał oryginalny: Jak sprawdzają się w Polsce ograniczenia w obrocie ziemią? Rozmowa z dyrektorem KOWR - Gazeta Pomorska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3