Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Jak się to robi w Przasnyszu

(mch)
Grupa filmowa "Sajgon" zaserwowała Przasnyszanom ponad godzinną dawkę humoru i oderwania się od codzienności. Szkoda tylko, że nie ma w Przasnyszu specjalisty, który by mógł wziąć pod opiekę młodych filmowców.

W środę 1 października Grupa Filmowa "Sajgon" zaprezentowała po raz pierwszy przasnyskiej widowni film "Made in Przasnysz". Premiera ze względów technicznych odbyła się z kilkudniowym opóźnieniem. W środowe popołudnie na pierwszy seans przyszło sześćdziesiąt kilka osób. Mniej więcej tyle samo biletów sprzedano na godzinę 19.00. Film trwa około 80 minut. Opowiada o grupie czterech młodych mężczyzn, którzy w dzisiejszych realiach nie potrafią znaleźć dochodowego zajęcia. Dlatego też całymi dniami szukają pomysłu na łatwą forsę wypijając przy tym duże ilości alkoholu. Rozwiązaniem ich problemu ma być znalezienie walizki pełnej pieniędzy, która należy do miejscowego "ojca chrzestnego" i która po nieudanej transakcji zaginęła. Młodzi ludzie próbują więc przechytrzyć miejscową mafię, chociaż nie jest to wcale łatwe. Nawet stara syrenka, którą się poruszają pali tylko "na pych", a miłosne wzloty jednego z kolegów przysparzają im dodatkowych kłopotów.
Mnogość zabawnych sytuacji i dialogów jest niewątpliwie atutem tego filmu. Przasnyskie zaułki, znane twarze i przasnyska rzeczywistość powodują, że widzowie wychodzą z sercem pełnym wrażeń. Uderzają niestety niedociągnięcia techniczne, ale film kręcony był amatorską kamerą, więc nie dało się tego uniknąć.
Młodzi filmowcy Maciej Łęgowski i Marcin Sobociński są zadowoleni ze swojego dzieła i już chcieliby kręcić następny film.
- Dla nas sukcesem jest to, że kolega udostępnił nam kino i że film udało nam się film pokazać - powiedział Sobociński. Sponsorzy sprawili, że film powstał, ale na zyski raczej nie można liczyć.
- Chcielibyśmy serdecznie podziękować wszystkim sponsorom. Specjalne podziękowania dla Artura Olszewskiego za udostępnienie kina Światowid, dla montażysty Jacka Ślubowskiego oraz zespołów Przeciąg i Ska-Fander - dziękowali na premierze twórcy filmu "Made in Przasnysz".

Przasnyszanie o filmie Made in Przasnysz.

Monika Szczepańska, mieszkanka Przasnysza: - Podobał mi się. Bardzo fajny, śmieszny, wesoły. Myślę, że twórcy filmu mają zdolności, a aktorom może uda się zagrać w profesjonalnym filmie.

Sebastian Woliński: - Myślę, że był w porządku. Patrząc kategoriami filmu amatorskiego jest niezły. Scenariusz bardzo dobry, a film momentami wręcz zaskakujący. Poza tym ciekawe dialogi. To, że film jest amatorski uznałbym raczej za zaletę niż wadę, tym bardziej, że film robili moi koledzy i naprawdę mi się podobał.

Artur Modelski: - Normalnie zajÉ było. Wszystko mi się podobało, naprawdę film jest bardzo dobry.

Daniel Modelski: - Po polsku! Wszystko mi się bardzo podobało.

Piotr Kaszubowski, kierownik Muzeum Historycznego: - Uważam, że film ma dobre momenty, które wynikają ze scenariusza, ale efekty komediowe powstają także niezależnie od woli autorów. Wynika to z pewnej naiwności gry autorskiej i przypadkowych sytuacji, które się zdarzały na planie. Twórcy muszą jeszcze popracować nad operowaniem światłem i dźwiękiem, ale myślę, że wszystko przed nimi. Najważniejsze, że chcą, mają zapał i że ktoś po raz pierwszy w Przasnyszu zaprezentował w ten sposób swój film.
PytaŁ Marek Chrzanowski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki