MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Jak się kręci M jak miłość

Ewa Pyśk
Ekipa oświetleniowców i dzwiękowców w mieszkaniu w bloku przy ul. Łowickiej w Warszawie, gdzie kręcone są kolejne odcinki serialu
Ekipa oświetleniowców i dzwiękowców w mieszkaniu w bloku przy ul. Łowickiej w Warszawie, gdzie kręcone są kolejne odcinki serialu A. Wołosz
Kingę i Piotrka odwiedza Małgosia Łagoda. Na stole ciasto od babci Basi Mostowiakowej, które podejrzanie szybko znika z blachy. Mieszkanie młodych Zduńskich jest bardzo słoneczne. Tyle, że sceny kręcone są nocą, jasne słoneczne światło to efekt silnych reflektorów. "Cisza! Robimy ujęcie!" - krzyczy reżyser. "Kamera, akcja!" - M jak miłość.

Każdy odcinek serialu ogląda około ośmiu milionów widzów. Na planie najpopularniejszego serialu telewizyjnego w Polsce byliśmy 19 listopada. Ku naszemu zaskoczeniu, przywitała nas ostrołęczanka, Joanna Dąbek, która w serialowej ekipie odpowiada za kontakty z prasą. Z "M jak miłość" związana jest od dwóch lat. Zajmuje się obsługą medialną planu.
Jeszcze tylko podpisujemy zobowiązanie, że nie ujawnimy, co się działo w serialu i już możemy przyglądać się pracy nad "M jak miłość".

Noc, czyli dzień

Warszawa, studenckie mieszkanie gdzieś na Mokotowie. Trzy pokoje i kuchnia. Tam kręcone będą dzisiejsze ujęcia. Kiedy przyjeżdżamy, nie ma jeszcze aktorów, jest za to cała ekipa, która musi przygotować wnętrza. W kuchni ciastka na stole, na ścianie karteczki z ważnymi informacjami, kubki z herbatą - wszystko wygląda tak, jakby rzeczywiście miało tu siąść kilkoro przyjaciół.
Nasze kolejne zaskoczenie to światło. Listopadowe dni są krótkie, bardzo szybko robi się ciemno. W mieszkaniu wynajmowanym przez Kingę i Piotrka jesteśmy około godziny 17.00. Na dworze jest już ciemno, a sceny dzieją się w zimowy, słoneczny dzień, około południa. Okazuje się, że to żaden problem. Silne reflektory ustawiane są na zewnątrz budynku, przed oknami - całe szczęście, że mieszkanie mieści się na parterze. Oświetleniowcy sprawdzają efekt swojej pracy - przez żaluzje w oknach kuchni przebijają smugi światła, które trudno odróżnić od naturalnego, słonecznego. Układają się na drewnianej podłodze w esy-floresy, sprawiając, że kuchnia wygląda przytulnie i ciepło.
- I to jest to - widać zadowolenie na twarzach specjalistów od świateł.
Do pracy przygotowują się charakteryzatorzy i wizażyści, choć nie ma specjalnych warunków na wykonanie makijażu. W dzisiejszych ujęciach wykorzystywana jest tylko kuchnia i przedpokój. Jeden z pokoi to sypialnia Kingi i Piotrka Zduńskich. Książki, wspólne zdjęcia... Kolejny pokój zajmują współlokatorzy młodych Zduńskich. Jest jeszcze jeden pokój, gdzie rozlokował się reżyser i cała obsługa planu. Chociaż mieszkanie teoretycznie jest duże, kiedy biega po nim około 30 osób - nagle staje się ciasno.
- Jedno ujęcie kręcimy średnio około godziny - mówi Łukasz Rogalski, kierownik planu serialu.
Kiedy ekipa rozlokowuje się w pomieszczeniach, zaczynają przychodzić aktorzy. Pierwsza pojawia się Joanna Koroniewska, filmowa Małgosia. Za nią Anna Mucha i Marcin Bosak - nowi bohaterowie. Tempo pracy wzrasta.
- Czy mogę zostać w swoich butach? - pyta Koroniewska.
Zadziwia urodą, która przy bezpośrednim spotkaniu wydaje się być jeszcze bardziej widoczna.
Aktorzy zamykają się w jednym z pokoi.
- Uczymy się roli, ćwiczymy tekst - mówią, tłumacząc brak czasu na rozmowę z nami. - Może później?

Serenady pod blokiem

Nie ma jeszcze Kasi Cichopek i Marcina Mroczka. Kiedy wchodzi Kasia, filmowa Kinga, wydaje się zwykłą dziewczyną, która biegnie do domu po zajęciach na uczelni. Drobna, delikatna. Bez manier gwiazdy, a już nią przecież jest.
- Lubię tę pracę - mówi Kasia. - Przede wszystkim dlatego, że nie ma tu monotonii. Są oczywiście sceny mniej ciekawe, ale to nie znaczy, że nudne.
Kiedy szukamy miejsca na rozmowę z aktorami, okazuje się, że mamy do dyspozycji... łazienkę.
- Tu jest super akustyka - śmieje się Marcin Mroczek.
Kasia Cichopek opowiada, jak na początku żyła serialem.
- Teraz, po trzech latach pracy, patrzę na wiele spraw z dystansem - mówi. - Zaczęłam studiować psychologię stosunków międzykulturowych.
Kasia gwiazdą się nie czuje, ale często okazywane dowody popularności, sprawiają jej przyjemność.
- Szczególnie miłe jest to, jak starsi ludzie mnie pozdrawiają, zaczepiają, żeby porozmawiać - opowiada filmowa Kinga. - Popularność nie jest dla mnie uciążliwa.
Katarzyna Cichopek mając 11 lat zagrała w "Bożej podszewce". Trafiła do serialu z kółka teatralnego przy Teatrze Ochota, dokąd zapisali ją rodzice.
Jej filmowy mąż, w życiu przyjaciel - Marcin Mroczek - z aktorstwem swojego życia raczej nie zwiąże. Studiuje budownictwo na Politechnice Warszawskiej. Bezpośredni, serdeczny. Choć raczej stroni od dziennikarzy, zgodził się z nami porozmawiać. Zagadaliśmy się na tyle, że Marcin spóźnił się na kolejne ujęcie. Reżyser spojrzał na nas groźnie, więc rozmowę musieliśmy, niestety przerwać.
- Lubię pracę, chociaż czasami jestem zmęczony - mówi. Podobnie jak Kasia Cichopek, trafił na plan po wygraniu castingu. - Ważne było to, że jesteśmy tu razem z bratem. To było istotne szczególnie na początku pracy, kiedy wszystkiego musieliśmy się uczyć. Nigdy wcześniej nie graliśmy w filmie.
Marcin mieszka w Siedlcach, więcej czasu spędza jednak w Warszawie.
- Po pierwszym roku gry w filmie, kiedy przyjeżdżaliśmy do Siedlec, pod blok przychodziły dzieci z osiedla i śpiewały piosenkę z serialu "M jak miłość" - opowiada.

Po kablu do kuchni

Aktorzy są już przygotowani do pierwszego ujęcia. Mają dziś do nakręcenia cztery sceny. W małym pomieszczeniu rozlokowano kamery, monitory. Reżyseruje Piotr Wereśniak.
- Zaczynamy! - woła.
Nawet jeżeli nie moglibyśmy trafić do pomieszczenia, gdzie kręcone jest ujęcie, możemy zastosować sposób Ariadny, tyle że tu w wersji "po kablu do kłębka". Podłogę zaścielają kable, jest ich mnóstwo, nad głowami aktorów mikrofony. Znika gdzieś domowa atmosfera miejsca, które oglądaliśmy przed rozpoczęciem zdjęć. Kinga rozmawia ze swoją współlokatorką. Nagle dzwonek do drzwi, otwiera Piotrek. W drzwiach stoi zmarznięta Małgosia Łagoda. Okrzyki powitania, uściski. Nietrudno jest to zagrać, bo aktorzy naprawdę się lubią. Kiedy zamykają się w jednym z pokoi przed ujęciem, żeby uczyć się roli, dochodzi stamtąd śmiech i wesołe okrzyki.
Ciąg dalszy ujęcia. Małgosia przywozi młodym Zduńskim domową szarlotkę, wypiek babci Mostowiakowej. Ciasto piekła jedna z rekwizytorek. I tu był kłopot, bo po każdej z prób sceny (a jest ich średnio około 5, rekord to 17 powtórek), szarlotka systematycznie znika z blachy.
- Jak mi ktoś jeszcze kawałek zje, to uduszę! - krzyczy rekwizytorka. Jak się jednak okazuje, na możliwość zniknięcia ciasta jest przygotowana. Kolejne kawałki słodkości wyłaniają się z torby. Marcin Mroczek znowu po cichu przemyka w kierunku blachy.
- Marcin!!!! - jego wybieg został zauważony. Nici z ciasta. Przynajmniej do końca ujęcia.
Zdjęcia rozpoczynają się ok. godziny 18.00. Kończą po 22.00. Wszyscy są zmęczeni, ale znajdują siłę na żarty i rozmowę.
- I proszę pozdrowić waszych czytelników! - woła Kasia.
Niniejszym to czynimy, składając Państwu w imieniu aktorów, których spotkaliśmy, życzenia słonecznych dni w nowym roku (i niech to będzie prawdziwe słońce!), radości i czasu na przyjemności.
- A najlepiej, niech to będzie nasz film - dodają młode gwiazdy najpopularniejszego w Polsce serialu.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki