Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Jak Pawlak z Kargulem

ar
Do redakcji coraz częściej docierają skargi na uciążliwe sąsiedztwo. Trafiają do nas wtedy, gdy ludzie wyczerpali możliwości interwencji w miejscowych urzędach czy na policji, a kontakty sąsiedzkie zaczynają przypominać zażyłość Pawlaka z Kargulem ze słynnej komedii Chęcińskiego "Sami swoi".

Koń który zżera groszek

Barbara i Henryk Bojarscy trzy lata temu kupili maleńką działkę z drewnianym domkiem w Bobinie Wielkim (gmina Płoniawy) w sąsiedztwie Romana Olkowskiego. Zgoda sąsiedzka trwała przez rok, potem zaczęły się kłopoty.
"Mamy problem z sąsiadem, który nam dokucza, a policja w Krasnosielcu jest bezradna. Co mamy zrobić, nie wiem. Złożyliśmy skargę do Komendy Powiatowej Policji w Makowie Mazowieckim, na razie bez echa. Proszę, przyjedźcie, zobaczcie jakie szkody wyrządza nam sąsiad przy pomocy swego zwierzęcia." - interweniowali w redakcji Bojarscy.
To zwierzę to koń, jedyny żywy inwentarz Olkowskiego. Koń pasie się na działce przylegającej do płotu Bojarskich. Płot obrośnięty jest kolorowymi roślinami, groszkiem, kwitnącymi pnączami. Maleńki ogródek Bojarskich jest bardzo kolorowy i wypielęgnowany.
- Obsadziliśmy ogrodzenie pnączami, bo chcemy mieć trochę prywatności. Ale sąsiadowi to wciąż przeszkadza. Jego koń wyżera nam groszek, a sam sąsiad polał nam rośliny ropą, tak że nie nadają się do użytku. A niedawno Olkowski strzelał z wiatrówki do naszego kota, ale przestrzelił na szczęście tylko konewki w ogródku - twierdzą Bojarscy. - Policja była na interwencji, powiedziała, że szkoda jest niewielka. Może niewielka, ale dokuczliwość duża.
- Przez pierwszy rok, póki Olkowski pomagał nam za opłatą na działce, wszystko było w porządku. Ale ja nie mam z czego płacić, zresztą teraz pomoc już mi niepotrzebna, więc zaczął nam dokuczać - skarży się Henryk Bojarski. - Policja poradziła, żebyśmy się piwa na zgodę z sąsiadem napili. Ale my chcemy spokoju na co dzień, a nie przy piwie.
Na Olkowskiego skarży się także inny sąsiad, stary gospodarz Jan Poniatowski.
- To strasznie dokuczliwy człowiek - mówi. - O miedzę się z nim trzeba wykłócać, drzewo, które na pograniczu naszych gospodarstw stało, wyciął i jeszcze słownie mi dokucza. A policja nie umie tego wszystkiego uspokoić.
Roman Olkowski twierdzi, że nikomu życia nie uprzykrza.
- To Bojarscy sprowadzili się tutaj z drugiego końca Polski i nie potrafią po ludzku z sąsiadami żyć - uważa. - Izolują się, odgradzają i kłócą ciągle o wszystko. Ja konia mam tyle lat. Zawsze pasł się na tej łące. To co ja mam teraz konia sprzedać, czy nową łąkę sobie kupić? Zresztą przy płocie Bojarskich rzadko się pasie. Ale jak im przeszkadza, niech postawią wyższy płot. A Poniatowski to nerwowy strasznie człowiek. I złość ma na mnie za to, że kupiłem ten kawałek łąki, który on chciał kupić. Przez dwa lata się do mnie za to nie odzywał.
Sąsiedzki konflikt zna Stanisław Bobiński, sołtys Bobina.
- Ja nie wiem, co się teraz na wsi z ludźmi dzieje. Jakieś zawiści, jakieś ciągłe waśnie. Próbowałem godzić Bojarskich z Olkowskim, ale jak oni sami nie zechcą w zgodzie żyć, co ja mogę zrobić - wzrusza ramionami.

Pies szczeka za ogonem

"Tuż pod moim oknem bez przerwy ujada pies sąsiadów. Jest jakiś chory albo męczony, może nie dają mu jeść? Nie sposób po prostu tego skowytu wytrzymać. Pies terroryzuje całą ulicę, nie pomagają ani skargi na policję, ani do weterynarza" - skarży się Wiesława Olbryś z Krasnosielca.
Kamienica przy ul. Rynek w Krasnosielcu, w której mieszka Wiesława Olbryś, odgrodzona jest betonowym płotem od domu Anny Krzyżewskiej, właścicielki sklepu i ujadającego psa. Zza płotu rzeczywiście dobiega dziwny psi skowyt.
- Tak jest cały czas, ani telewizji nie można oglądać, ani czegokolwiek spokojnie zrobić - mówi Olbrysiowa. Z okna mieszkania widzę tego psa szalejącego w kojcu. W nocy wypuszczają go na podwórko i wtedy jest trochę spokoju, ale w dzień pies nie daje po prostu żyć.
Anna Krzyżewska mówi z kolei, że zdrowie straciła przez Olbrysiową.
- Ta kobieta zajmuje się głównie donosicielstwem. Wszędzie już była ze skargą na tego psa. Mówiła, że go głodzimy, maltretujemy. Wezwaliśmy weterynarza, bo Bary często gania za swoim ogonem i wtedy tak szczeka - właścicielka pokazuje wilczura w niewielkim kojcu. - Ale nocą, jak wypuszczam go na podwórko, jest spokojny. Weterynarz powiedział, że pies jest młody, wyrośnie z tego, i nic nie można na to na razie poradzić. Lekarz nie stwierdził także, by pies był zaniedbany. Może jest po prostu trochę nerwowy. Sąsiedzi z drugiej strony mają psa husky, który ciągle wyje. Na nich Olbrysiowa nie skarży, tylko na nas. Jednego psa ze trzy lata temu nam otruto. Ten też się nie podoba. Innym sąsiadom jakoś to nie przeszkadza, tylko tej jednej. Ale jej wszystko u nas przeszkadza. Co chwila donosi a to do gminy, a to na policję. Taki już człowiek - uważa Krzyżewska.
Sąsiedzi z kamienicy Olbrysiowej rzeczywiście nie potwierdzają, aby Bary im przeszkadzał. Ale inni sąsiedzi potakują, że jest uciążliwy.
- Dziwnie ujada, tak męcząco, cały czas, jakby był chory czy nerwowy. Nasz pies rzeczywiście wyje, ale tylko czasami, gdy po nieobecności zjawiamy się w domu. Tak wyraża tęsknotę. Nocuje w domu, więc gdy jest z nami, w ogóle nie hałasuje - mówi Małgorzata Piórecka, bezpośrednia sąsiadka Krzyżewskich, właścicielka psa husky, Misia.
Inny sąsiad mówi, że oba psy są hałaśliwe, ale Krzyżewskich o wiele bardziej.

Co może policja?

Policjanci z posterunku w Krasnosielcu interweniowali w obu sprawach.
- Możemy w takich sprawach tylko zbadać okoliczności, wiarygodność skargi - mówi asp. Dariusz Daliga. - W przypadku konfliktu o psa - rozmawialiśmy z właścicielami, z lekarzem weterynarii, stwierdziliśmy, że pies ma zapewnione należyte warunki. Jest faktycznie nieco nerwowy i szczeka, ale co policja może na to poradzić. Nie mamy prawa zmusić właścicieli do jego oddania. Nie ma też żadnych podstaw do uśpienia zwierzęcia. Jeśli chodzi o konflikt w Bobinie - była skarga od państwa Bojarskich, że sąsiad z wiatrówki przestrzelił konewkę, a strzelał podobno do kota. Poszkodowani nie zgłosili wniosku o ściganie, więc nasza rola sprowadziła się znów do mediacji. Mamy sporo takich sąsiedzkich konfliktów. W Drążdżewie jest człowiek, który od lat skłócony jest z wieloma sąsiadami i wciąż musimy tam w różnych sprawach interweniować. Wszystkie tego typu sprawy zazwyczaj ciągną się latami. My możemy apelować do zwaśnionych stron o odrobinę dobrej woli i wzajemne zrozumienie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki