Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Jak dzieci zabiorą, to sobie życie odbiorę

Mieczysław Bubrzycki
W szczycie tej chlewni mieszkają Stepnowscy z dziećmi
W szczycie tej chlewni mieszkają Stepnowscy z dziećmi Fot. M. Bubrzycki
Najstarsza córka Stepnowskich, 16-letnia gimnazjalistka, była niedawno w szpitalu, bo zachorowała na zapalenie płuc. Niektórzy mówią, że do choroby przyczynił się silny stres, w jakim żyje dziewczyna. Boi się, że przyjadą i zabiorą ją do domu dziecka.

W szczycie tej chlewni mieszkają Stepnowscy z dziećmi
(fot. Fot. M. Bubrzycki)

- Ona najpierw przez te nerwy przestała jeść, a jak zrobiła się słaba, to najpierw przyplątało się zapalenie oskrzeli, a potem zapalenie płuc - tłumaczy Tadeusz Stepnowski, ojciec Justyny.
W gimnazjum w Wąsewie słyszę, że przez kilka tygodni Justyna kaszlała i choroba wzięła się po prostu z zaniedbania.

Sąsiedzi

Od trzech lat Tadeusz Stepnowski z żoną Hanną i pięciorgiem dzieci mieszkają w szczycie chlewni. Odgrodzili się ścianą od dobytku i mają tam podobno lepiej niż w drewnianej chałupie po drugiej stronie drogi. Lepiej, ale nie najlepiej. Nie ma łazienki ani centralnego ogrzewania.
- Rodziców nie ma! - niezbyt wysoki czternastolatek uchyla drzwi.
Rozmawiamy przez wąską szparę.
- Tata pojechał rowerem do Wąsewa coś załatwiać, a mama jest w Ostrowi - informuje chłopak.
- Oni tak ciągle gdzieś jeżdżą, a dzieci siedzą same w domu - twierdzi jedna z sąsiadek.
Generalnie jednak ludzie nie chcą mówić o Stepnowskich - ani dobrze, ani źle - bo lepiej nie wtrącać się w rodzinne sprawy.
- Żalił mi się Stepnowski niedawno, że dzieci chcą mu zabrać do domu dziecka - mówi jedna z sąsiadek. - Odpowiedziałam, że niech się starają, żeby im nie zabrali. Nie wiem, jak tam u nich jest, ale dzieci moim zdaniem powinny być z matką i z ojcem.
- Oni różnie ze sobą żyją - mówi mieszkanka Zgorzałowa. - Mieszkają razem, choć jej ciągle nie ma, bo światem chodzi.
- Te dzieci strasznie to przeżywają, bo wciąż ktoś do nich w tej sprawie przyjeżdża: a to kurator, a to ktoś inny - wyjaśnia kolejny mieszkaniec wsi. - To chyba nie jest w porządku.
Ludzie we wsi nie znają jednak szczegółów tego, co ma dziać się z dziećmi Stepnowskich. W domu sołtysa słyszę, że może były w tej sprawie jakieś wywiady środowiskowe, ale oni nic o tym nie słyszeli, a sam sołtys też nie był przez nikogo pytany o sytuację u Stepnowskich.
Gdy przyjeżdżam do Stepnowskich po raz drugi, zastaję całą rodzinę w komplecie - oboje rodziców i pięcioro dzieci - choć najstarsza córka w ogóle nie wychodzi z sąsiedniego pomieszczenia, gdy rozmawiamy w kuchni. Najmłodsza 4-letnia Edytka jest natomiast bardzo ciekawa, kim jestem.
Po wyglądzie pomieszczenia widać, że w tym domu nie przelewa się. Skromne meble, żeliwny zlew, metalowa kuchnia opalana drewnem. Bieda w domu Stepnowskich wzięła się, jak słyszę, z kredytów, które zaciągnęli na budowę chlewni. Trzeba je spłacać, a nie ma z czego, bo za kilogram żywca wieprzowego marnie płacą.
Chęć pomocy dzieciom brata deklaruje bezdzietna siostra Stepnowskiego, która mieszka w niedalekim Skarżynie.
- Nie mam swoich dzieci, a dzieci brata bardzo lubią u mnie przebywać i w miarę możliwości pomagam im - zapewnia siostra Tadeusza Stepnowskiego.
- Opieka społeczna też im powinna bardziej pomagać - twierdzi mieszkanka Zgorzałowa. - Oni pomagają tym, którzy mają renty i emerytury, a nie takim, którym naprawdę potrzeba.
- Dzieci w tej rodzinie mają bezpłatne dożywianie w szkole, a rodzina ma talony, które może realizować w sklepie - słyszę w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Wąsewie.
I w szkole podstawowej w Trynosach, i w gimnazjum w Wąsewie twierdzą, że dzieci Stepnowskich - gdy jest zupa - jedzą jej dużo. Czasami przerwy nie starcza na to jedzenie.

Kurator

W styczniu tego roku sędzia Sądu Rejonowego w Ostrowi Mazowieckiej wydał postanowienie o umieszczeniu nieletnich dzieci z rodziny Stepnowskich w domu dziecka.
- To wszystko nie stało się nagle, ta rodzina jest pod opieką kuratora już od 1994 roku - mówi Marta Krasińska, kurator zawodowy rodzinny i nieletnich z ostrowskiego sądu.
Zaczęło się od interwencji policji, która stwierdziła przypadki znęcania się Tadeusza Stepnowskiego nad żoną, za co został skazany na karę w zawieszeniu. Opiekę nad rodziną objęli kuratorzy, którzy - jak słyszę - nie mieli łatwego zadania, bo Stepnowscy niechętnie wpuszczali obcych do domu.
- Naszym zdaniem, powodem decyzji o zabraniu dzieci jest niezaradność rodziców - słyszę w gminie. - Matka prawdopodobnie niedostatecznie sprawuje opiekę nad dziećmi, bo ciągle jest w drodze.
Powiedziano nam, że Hanna Stepnowska odwiedzała panią kurator i żaliła się, że mąż wypędza ją z domu, a kiedy doszło już do rozprawy w sądzie, to z kolei Tadeusz Stepnowski oskarżał żonę, że wciąż jej nie ma w domu i nie zajmuje się dziećmi.
- My nie przyłożyliśmy ręki do decyzji o zabraniu dzieci i, naszym zdaniem, powinny one pozostać w domu - mówi pracownica Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. - To jest najgorsze rozwiązanie, jakie w tej sprawie można wybrać. Naprawdę nie wiadomo, jakie mogą być dalsze tego konsekwencje.
Jak nam powiedziała Zuzanna Kędzierska, kurator społeczny sprawująca od trzech lat nadzór nad rodziną Stepnowskich, postanowienie sądu w tej sprawie nie zapadło pochopnie. To efekt paru lat pracy z tą rodziną. Dzieci i rodzice zostali też zbadani w Rodzinnym Ośrodku Diagnostyczno-Konsultacyjnym w Ostrołęce.
- Powodem takiego postanowienia sądu jest troska o dobro dzieci, które są zaniedbane i nie ma nad nimi właściwej opieki - mówi kurator zawodowy Marta Krasińska. - Dramatem tej rodziny jest, że ona nie chce żadnej pomocy. Mimo że od lat ta rodzina jest pod opieką kuratorów, to oni nawet ich nie wpuszczali do domu.
- To wszystko robi się dla dobra tych dzieci - zapewnia kurator społeczny Zuzanna Kędzierska. - Zdaję sobie sprawę, że to decyzja ostateczna i budząca kontrowersje, ale ta rodzina miała wcześniej niejedną szansę, żeby poprawić opiekę nad dziećmi. Z tej szansy nie skorzystano. Dzieci w tym domu nie zaznają nic dobrego. W domu dziecka będą miały lepiej pod każdym względem.

Szkoła

Dzieci Stepnowskich lubią chodzić do szkoły, choć nie osiągają sukcesów w nauce.
- One lubią chodzić do szkoły, bo tu jest ciepło, bo jest jedzenie - mówi Alicja Trembowska, wychowawczyni Daniela, ucznia VI klasy.
Daniel realizuje profil szkoły specjalnej. To słaby uczeń. Ledwie czyta, ma kłopoty z liczeniem. Zeszyty i długopisy można mu kupować choćby co tydzień, bo ciągle je gubi, albo porozkręca. Bardzo nie lubi pisać. Widać, że w domu w ogóle nikt go nie pilnuje i nie zapyta, co ma zadane.
O trzy lata młodsza Ania jest w czwartej klasie. Na półrocze miała jedynkę z polskiego.
- To spokojne dziecko - mówi jej wychowawczyni Agnieszka Łojek. - Nie wiem, czy nadrobi zaległości, bo ostatnio przez ponad trzy tygodnie nie było jej w szkole. Mówi, że miała operację na brzuch.
15-letnia Dorota ma orzeczone upośledzenie umysłowe w stopniu lekkim. Najlepsza z całej czwórki wydaje się 16-letnia Justyna, uczennica ostatniej klasy gimnazjum.
- Te dzieci, niestety, odstają od reszty uczniów - mówi Roman Malicki, dyrektor gimnazjum w Wąsewie. - One są nie tylko ogólnie zaniedbane, ale nie robią także postępów w nauce.
- Z moich obserwacji wynika, że te dzieci nie mają zaspokojonych nawet podstawowych potrzeb, np. w zakresie higieny - podkreśla Małgorzata Kalapeta, wychowawczyni Doroty. - To są sympatyczne dzieci, ale bardzo zaniedbane.
I w szkole podstawowej w Trynosach, i w gimnazjum w Wąsewie słyszę, że dzieci Stepnowskich stanowią największy problem. Mimo to, nauczyciele, z którymi rozmawialiśmy, mieli wątpliwości, czy umieszczenie ich w domu dziecka na pewno jest najlepszym rozwiązaniem dla tej rodziny.
- To wielki dramat dla tej rodziny, ale nie wiadomo, czy ta decyzja sądu nie stanie się światełkiem dla dzieci - zastanawia się dyrektor Roman Malicki.

Rodzina

Nie da się ogarnąć w jednym tekście całej skomplikowanej historii rodziny Stepnowskich. Także akta sprawy nie w pełni ją odzwierciedlają, choć zawierają urzędowy opis wielu dramatów, jakie były udziałem tej rodziny. Jak słyszę, sytuacja w tej rodzinie zmieniała się jak w kalejdoskopie. Konflikty między małżonkami odbijały się od razu na dzieciach. Charakterystyczne w tym domu jest, że dwoje dzieci to są dzieci ojca, a trzy pozostałe dziewczyny - matki. Nawet na wywiadówki do szkoły rodzice chodzą według tego podziału.
O Hannie Stepnowskiej mówi się, że rzadko jest w domu.
- Kobiecie z tych nerwów pokręciło się w głowie i chodzi po świecie, ale w tej sytuacji co ma robić? - Tadeusz Stepnowski zdaje się usprawiedliwiać żonę, która znika z domu na długie godziny i pozostawia dzieci, z których najmłodsza Edytka ma cztery lata. - Zwracam jej uwagę, ale ona chodzi jak mętna. Ale jak jej nie ma, to ja w domu jestem.
- Jak kuratorzy przyjadą, to ja potem przez tydzień nie wiem, co się ze mną dzieje - mówi Hanna Stepnowska. - Leczę się. Psychiatra powiedział, że to co mi dokucza, to jest więcej z udawania. Lekarz z Wąsewa mówi, że to silna nerwica.
Stepnowska pokazuje zwolnienie lekarskie na cały miesiąc, wystawione pod koniec lutego przez lekarza z Wąsewa.
Oboje Stepnowscy nie widzą większego związku między swoim postępowaniem a ostatnim postanowieniem sądu o zabraniu im dzieci.
- To jest jedna siatka - tak Tadeusz Stepnowski mówi o tych, którzy mu dokuczają.
Ma na myśli zawistnych - jego zdaniem - sąsiadów, którzy zazdroszczą mu dużej obory oraz sąd, który daje im posłuch. Z tego, co mówi Stepnowski, wynika, że wszystkie kłopoty zaczęły się, gdy zaczął budować chlewnię, a kiedy tylko trochę poprawi mu się ekonomicznie, to zaraz są na niego skargi.
- Jak tylko głowę podniosę, to od razu walą mnie w łeb - twierdzi. - Mam jeszcze do spłacenia kredyty, ale oni mi nie dają spokoju, bo to taka wieś. Ja na to nie pozwolę, bo gdzieś prawda musi być! Gdyby mi nie dokuczali, w naszej rodzinie byłoby normalnie.
- Żadnego z dzieci nie utraciłam i nie ukrzywdziłam, wszystkie tak, jak umiałam, wychowałam - mówi Hanna Stepnowska wycierając łzy. - Jak mi je zabiorą, to sobie życie odbiorę.
- Taka to jest sprawiedliwość - wzdycha Tadeusz Stepnowski. - Jak tylko mogę, nie daję się, ale co można poradzić, jak sąd takie wyroki wydaje. Jak nam te dzieci zabiorą, to będzie koniec i z nami, i z gospodarstwem.
*
Los pięciorga dzieci Hanny i Tadeusza Stepnowskich ze Zgorzałowa nie jest jeszcze przesądzony. Stepnowski zapowiedział odwołanie się od wydanego w styczniu postanowienia ostrowskiego sądu. Po napisaniu uzasadnienia sprawa trafi do Sądu Okręgowego w Ostrołęce, który podejmie ostateczną decyzję.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki