Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Gorący temat węgla

Aldona Rusinek
Ile węgla na prawdę spalono w kotłowni
Ile węgla na prawdę spalono w kotłowni Fot. A. Rusinek
W lutym 2003 roku Krystyna Wojdak, były członek Zarządu Spółdzielni Mieszkaniowej "Różanka" złożyła w Komendzie Powiatowej Policji w Makowie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa na szkodę spółdzielni przez jej prezesa Jerzego Kopczyńskiego. Krystyna Wojdak stwierdziła bowiem, że w kotłowni jest znacznie mniej węgla, niż wynikałoby to z faktur zakupu i z rejestrów zużycia.

Taczki liczone łopatami

Wszystko zaczęło się od tego, że jedna z lokatorek Michalina Lubartowska zwróciła prezesowi uwagę, że źle naliczył jej opłaty za ciepło.
- Zwróciłam się więc o pomoc w wyjaśnieniu sprawy do Krystyny Wojdak, która była wówczas członkiem zarządu - przypomina Lubartowska.
- Wówczas zainteresowałam się sprawą węgla - mówi Krystyna Wojdak. - Stwierdziłam, że w magazynie jest zaledwie kilka ton węgla, a był dopiero styczeń, połowa sezonu grzewczego. Poprosiłam księgową o zapisy spalania węgla w kotłach, prowadzone przez palaczy. Okazało się, że zapisy są znacznie niższe, niż liczba ton zakupionego węgla. Różnicy tej nie pokrywał węgiel leżący w magazynie. Prezes obiecał sprawę wyjaśnić, ale niczego nie wyjaśnił. Wówczas złożyłam doniesienie na policję o popełnieniu przestępstwa.
Policja, po przesłuchaniu zainteresowanych stron - w tym prezesa Kopczyńskiego, księgowej Barbary Gawianowskiej i palaczy - 20 marca 2003 r. postępowanie umorzyła. W uzasadnieniu podano, że różnice w zapisach i tonach pozostałego węgla wynikają przede wszystkim z nieumyślnie zaniżonych rejestrów spalonego węgla przez palaczy. Palacze rozliczają zużyty węgiel na taczki, a wrzucają go do pieców łopatami. Mogą w wyniku tego powstać rozbieżności w rozliczeniach, ale jak stwierdził w zeznaniu na policji kierownik kotłowni Wiesław Gajdek, różnice te nie mogły być wysokie, w skali miesięcznej nie powinny przekraczać dwóch ton.
Tymczasem, jak wynika z dokumentów, na sezon grzewczy 2002/2003 kupiono 390 ton węgla, a spalono około 314 ton (lokatorzy nie mogą się nadziwić, dlaczego tak dużo, pomimo docieplenia bloków - w poprzednim sezonie, choć bloki nie były docieplone, spalono zaledwie 260 ton węgla). W magazynie pozostało 14 ton węgla. Wynika z tego, że kilkudziesięciu ton nie ma ani w magazynie, ani w dokumentach.
Biegła powołana do zbadania sprawy oszacowała możliwe zużycie węgla na około 300 ton - uwzględniając słabą sprawność kotłów, temperatury zewnętrzne, wygaszanie pieców w nocy i niską kaloryczność węgla. Teoretyczne wyliczenia biegłej zbliżone są do ilości węgla zawartej w dokumentacjach palaczy. Różną się więc także od ilości zakupionego węgla.
- Węgiel został w całości spalony - zapewnia prezes Kopczyński. - Zima w ubiegłym sezonie była ostra, a my kupiliśmy węgiel niższej jakości, o słabej kaloryczności. Żeby zapewnić ciepło w mieszkaniach, trzeba było spalać więcej węgla. Palacze zapisywali spalony węgiel trochę na oko, w rezultacie ilość spalonego węgla w zapisach była znacznie niższa od faktycznego zużycia. Moją winą jest tylko to, że nie dopilnowałem palaczy. W styczniu, kiedy Krystyna Wojdak poruszyła problem węgla, zrobiliśmy komisyjne ważenie, zdyscyplinowałem palaczy. Kierownik kotłowni został ukarany obniżką premii. Potem zapisy były już dokładniejsze i prawidłowe.

Spółdzielcy pozbawieni głosu

Jednak brakujące tony do dzisiaj nie są rozpisane w dokumentach.
- Rzeczywiście, nie ma tego węgla ani w magazynie, ani w papierach. Nie wiem, dlaczego tak się stało i jak to będzie rozpisane. Czekam na decyzję zarządu spółdzielni - wypowiada się główna księgowa Barbara Gawianowska.
Prezes Kopczyński tłumaczy, że nie chciał zmieniać zapisów w dokumentacji, póki było prowadzone postępowanie w prokuraturze. Postępowanie zostało umorzone dopiero w październiku 2003 roku.
- Może to była błędna decyzja. Węgiel będzie rozpisany dopiero w tym sezonie grzewczym - twierdzi prezes. Oznacza to, że do rozliczeń minionego sezonu zostanie doliczony węgiel, który zniknął w ubiegłym sezonie.
- Wartość tych kilkudziesięciu ton węgla to około 25 tysięcy złotych. To są pieniądze 250 członków spółdzielni. A Prokuratura Rejonowa w Przasnyszu uznała, że ja nie mogę składać odwołania od decyzji o umorzeniu śledztwa, bo nie jestem stroną pokrzywdzoną w tej sprawie. To kto jest pokrzywdzony, jeśli nie członkowie spółdzielni? - pyta Krystyna Wojdak.
Prokuratura jako stronę pokrzywdzoną wskazała radę nadzorczą "Różanki". Krystyna Wojdak zaskarżyła tę decyzję do Sądu Rejonowego w Przasnyszu. Sąd podtrzymał orzeczenie prokuratury, że Krystyna Wojdak nie jest stroną pokrzywdzoną w sprawie, więc jest nieuprawniona do wnoszenia zażaleń na decyzje prokuratury. Zdaniem sądu jednak także nie rada nadzorcza jest uprawniona do podejmowania czynności procesowych w związku ze spółdzielnią, lecz zarząd spółdzielni, jako organ ją reprezentujący.
- To jakiś absurd - uważają zainteresowani sprawą członkowie spółdzielni. - Znaczy, że prezes miałby złożyć doniesienie na samego siebie. Albo rada nadzorcza, która odpowiada za dziejące się nieprawidłowości, a jej niektórzy członkowie wraz z prezesem wozili węgiel. Każdy obywatel ma przecież prawo, a nawet obowiązek złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Tu zniknęło kilkadziesiąt ton węgla, wspólnego majątku spółdzielców, a prokuratura i sąd uważają, że nie mamy prawa do rzetelnego wyjaśnienia sprawy. Naszym zdaniem jest to nadużycie, a nie zaniedbanie obowiązków organizacyjnych przez prezesa, jak stwierdziła pokuratura - mówią nasi rozmówcy.
Krystyna Wojdak, Michalina Lubartowska i kilku innych członków Spółdzielni "Różanka" złożyli więc wniosek do prokuratora generalnego o uchylenie postanowienia Prokuratury Rejonowej w Przasnyszu o umorzeniu postępowania i zlecenie dalszego jego prowadzenia. Autorzy wniosku powołali się na art. 3 prawa spółdzielczego, zgodnie z którym majątek spółdzielni jest prywatną własnością jej członków. Ten zapis daje im uprawnienia strony procesowej w sprawach przeciwko zarządowi spółdzielni, bowiem jako współwłaściciele majątku mogą być pokrzywdzeni.
Sprawę węgla rozpatrywała także Rada Nadzorcza "Różanki".
- Opieraliśmy się przede wszystkim na analizie biegłego, a także na wyliczeniach i argumentach prezesa spółdzielni - mówi Krzysztof Cieślak, przewodniczący Rady Nadzorczej. - Bardzo trudno jest precyzyjnie wyliczyć zużyty węgiel, ale być może faktycznie rozbieżności są podejrzanie duże. Nie wiem też, dlaczego ten brakujący węgiel jest dotychczas nierozliczony. Jeżeli prezes uznał, że to przede wszystkim wina palaczy, powinni być surowo ukarani, bo strata jest rzeczywiście znaczna. Tymczasem nie ponieśli oni większych konsekwencji. Myślę, że zlecimy komisji rewizyjnej ponowne zbadanie całej sprawy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki