"Generał: Zamach na Gibraltarze" - ten filn omińmy szerokim łukiem. Nie stracimy wiele.

(bs)
Plakat z filmy "Generał: Zamach na Gibraltarze"
Plakat z filmy "Generał: Zamach na Gibraltarze"
Udostępnij:
W przypadku projekcji filmu "Generał: Zamach na Gibraltarze" spełniło się słynne przysłowie "do trzech razy sztuka". Seans, dwukrotnie przekładany ze względu na złą pogodę lub koncert disco dolo, w końcu doczekał się swojej odsłony.

I tak, 24 maja kilka minut po 22.00, doczekaliśmy ostrołęckiej premiery. Organizatorzy, pełni determinacji, robili wszystko ile byli w stanie, aby seans doszedł do skutku. Wyczekiwanie w napięciu, gołe, gwiaździste niebo nad głową, oraz historyczne miejsce projekcji (Forty Bema) nie były w stanie zrekompensować uczuć, który pojawiły się zarówno w trakcie, jak i po filmie.

Generał- naczelny zwierzchnik armii polskiej podczas II wojny światowej, gdyby żył, z pewnością nie byłby zachwycony widząc historię zaserwowaną nam przez Annę Jadowską.

Generał: Zamach na Gibraltarze nie jest filmem historycznym sensu stricte. Sama reżyserka od początku podkreślała jego specyficzny merytorycznie charakter. To wyłącznie jedna z teorii spiskowych, która powstała na bazie wieloletnich historyczno- dziennikarskich prac prowadzonych przez Dariusza Baliszewskiego.

Całość wyglądałaby dużo lepiej, gdyby twórczyni pochyliła czoło przed wielkim mistrzem- Andrzejem Wajdą i zamiast silić się na oryginalność, stworzyłaby film fabularny, z przewijającym się wątkiem historycznym. Zaserwowano nam jednak potrawę ciężkostrawną, jałową, a jeśli nie jesteśmy znawcami kuchni, nie bardzo będziemy mieć świadomość, co jemy.

Chaos panujący na ekranie, urywki scen, krótkie, hasłowe wspomnienia- jako całość- nie tworzą jednolitego, spójnego obrazu. Konwencja wybrana przez Annę Jadowską, z pewnością nie była najszczęśliwszą decyzją. Futuro i retrospekcje wplecione w całość są w większość niejasne, niepotrzebne, lub umieszczone w złym momencie. Klasyczna, chronologiczna wersja wydarzeń sprawdziłaby się zdecydowanie lepiej, a przede wszystkim logiczniej.

Ponadto razi niezrozumiała praca kamery, nieskoordynowana, szalejąca, nagle przyśpieszająca i przybliżają twarze aktorów. Zastosowanie multipleksji ekranu, który w pierwotnej wersji miał pokazać akcję dziejącą się równolegle- w kontekście całości- jest zwykłą, nic nie wnoszącą ciekawostką. W domyśle było zbudowanie klimatu i napięcia. W rzeczywistości wprowadzono zbędne udziwnienia, które po pewnym czasie frustrują i denerwują. Nie wspomnę już o nachalnej, natrętnej muzyce- dobranej, delikatnie mówiąc, niezbyt trafnie.

Mimo mojego całego rozgoryczenia z pewnością na chwilę uwagi i refleksji zasługuje rola tytułowej postaci- samego gen. Sikorskiego- grana przez Krzysztofa Pieczyńskiego. W rzeczywistości to jego kreacja w dużym stopniu kradnie film Anny Jadowskiej. Szkoda tylko, że reżyserka swoją uwagę skupiła w większości na akcji dziejącej się tuż obok generała, a nie na samym bohaterze.

Częściowe zepchnięcie na margines Sikorskiego jest kolejną pomyłką reżyserki w całym jeziorze błędów. Chociaż gra aktorska wszystkich postaci nie razi, to oklepane, opatrzone twarze niektórych bohaterów z polskich seriali momentami budzą uśmiech na twarzy, zamiast potrzebnej refleksji i zadumy. Jednym z największych absurdów całego filmu są (prowadzone w jęz. polskim) rozmowy angielskiego ambasadora z Sikorskim.

Jak widać misją niemożliwą stało się znalezienie aktora, który mógłby zagrać rolę posługując się jęz. angielskim. W ten sposób generał rozmawia z angielskim dyplomatą niczym z kolegą z podwórka. Przypomnę tylko, że w innych tego typu filmach Sowieci mówią po rosyjsku, Niemcy po niemiecku, a Brytyjczycy po angielsku. Jak widać nawet tak oczywisty fakt, nie jest wystarczająco jasny.

Jeśli mamy w planach dobry film historyczny, powróćmy do wspomnianego "Katynia", lub "Pianisty" Romana Polańskiego. Jeśli szukamy czegoś bardziej oryginalnego, wybierzmy "Generała Nila", lub "Trzech Kumpli". Jeśli chcemy przybliżyć sobie historię tragedii gibraltarskiej (bez względu, czy prawdziwą, czy fikcyjną) sięgnijmy do książek historycznych.

Generał: Zamach na Gibraltarze to film z niewykorzystanym potencjałem. Rażące błędy, praca kamery niczym z filmu akcji i absolutnie nietrafiony pomysł na realizację - przeważają nad oceną. Dzieło Anny Jadowskiej omińmy szerokim łukiem. Nie stracimy wiele.

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
Fallenangelv
A ja obejrzę i sam ocenię.
G
Gość
dla jakiej prawdy? Przecież ten film to czysta fikcja. Z prawdą ma tyle wspólnego co gówno prawda. A oceniając film ocenia się go w wielu aspektach i na wielu płaszczyznach, zdaje się, że to nie był dokument. Aaaa, życzę więcej szacunku dla bliźnich, którzy mogą mieć inne zdanie np. na temat filmu. Nawet, jeśli pracują dla TO:)
I
Inx
Ten film trzeba zobaczyć dla "prawdy", a nie ze względu na walory artystyczne.
Jestem zdziwiona że redakcja TO nie jest w stanie tego pojąć.
Kto u Was pracuje ,ludzie -->(a może już nie)?
f
farfocel
Niezła recenzja. Zgadzam się z większością zarzutów.

Dobrze, że coś takiego robicie.
Dodaj ogłoszenie