Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Gdy wpadam w tworzenie

Anna Suchcicka
Tadeusz Myśliński
Tadeusz Myśliński Fot. A. Suchcicka
Z Tadeuszem Myślińskim, artystą fotografikiem, rozmawialiśmy w jego mikroskopijnej pracowni przy ul. Skłodowskiej w Przasnyszu. Na sześciu metrach kwadratowych jeden z 30 "gumistów" w Polsce ma cały świat: książki, zdjęcia, aparaty fotograficzne, powiększalniki, lodówkę pełną chemii i dziesiątki swoich prac.

- Mam wrażenie, że określenie artysta w dużym mieście nobilituje, a w małych miasteczkach jest określeniem pejoratywnym. Czy to prawda?
- Tworzenie to elitarna rzecz, do której nikogo nie potrzebuję. Gdybyśmy odrzucili finanse, życie artysty na prowincji nie byłoby trudne. Ale z twórczością łączy się proza życia - trzeba mieć pieniądze na materiały, na narzędzia, na życie. Urzędnik idzie do pracy na osiem godzin. W przypadku twórców tak się nie dzieje. Gdy byłem instruktorem fotografii w MDK-u, po zawodowych obowiązkach siadałem w pracowni i pracowałem dalej. A doba nie guma - nie rozciągnie się.
- Czy nie miałby Pan ochoty zamieszkać za granicą, np. w Paryżu, gdzie ponoć klimat dla artystów jest bardziej sprzyjający?
- Chyba pani żartuje? Ja jestem patriotą lokalnym. Co najwyżej mogę pojechać na wycieczkę do Paryża.
- Artystą się bywa?
- Wrażliwość rodzi się wraz z człowiekiem, ale niekoniecznie wraz z nim wzrasta. Wrażliwość trzeba rozbudzać, bo jeśli się tego nie robi, to można ją zabić. Wrażliwość zabija sieczka telewizyjna, brak dostępu do kultury i narzucanie standardów. W takim małym miasteczku jak Przasnysz trudno przekonać ludzi, nawet tych którzy powinni pełnić rolę mecenasów sztuki, by tworzyli odpowiedni klimat kulturalny. Dlaczego urzędy muszą co do grosza wyliczyć się ze swojego budżetu, a instytucje kulturalne nie muszą spełniać swojej roli w stu procentach?
A artystą rzeczywiście się bywa. Gdy wpadam w tworzenie idę w pole, wybieram motywy, formę, zastanawiam się nad kolorem, wówczas moja myśl jest myśleniem artysty, wszelkie inne aspekty życia są poza mną. Najgorszy dla twórcy jest brak zainteresowania, zawsze lepsza jest krytyka, niż cisza.
- Guma to wyjątkowo trudna i rzadka forma sztuki. Czemu nie ma Pan swoich uczniów?
- Oczywiście, że chciałbym mieć swoich kontynuatorów. Ale jakoś nikt mi nie proponuje, bym gdzieś pracował, bym przekazywał wiedzę, którą posiadam. A przecież nie mieszkam na bezludnej wyspie i wszyscy mnie tu znają.
- Stodoła wkrótce skończy dziesięć lat. Czy należy się spodziewać jakiejś specjalnej wystawy na jubileusz?
- Gdy uświadomiłem sobie, że zbliża się dziesięciolecie Stodoły, postanowiłem to uczcić, choćby małym okolicznościowym folderem. Byłem u burmistrza i zapytałem o możliwość dofinansowania tego pomysłu. Burmistrz zamiast folderu zaproponował wydanie książki. W programie "Stodoły" znajdzie się m.in. sesja popularnonaukowa oraz dwie autorskie wystawy fotograficzne.
- Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Jak Pan je spędzi?
- Wkrótce wyjeżdżam do Warszawy na opłatek w gronie polskiej rodziny fotograficznej. Wigilię spędzę w domu, będzie sianko pod obrusem i trzynaście potraw na stole, ale Mikołaj już nie przychodzi, bo nieco z tego wyrośliśmy.
Ach, zapomniałbym o życzeniach świątecznych: wszystkiego naj, naj, naj, a przede wszystkim zdrowia twórcom, miłośnikom i odbiorcom kultury.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki