Filip Springer o handlu w Ostrołęce: to unikalne zjawisko w skali kraju

Redakcja
- Co pan się do nas tak przyczepił? - brzmiało jedno z pierwszych pytań Agnieszki Zaorskiej z Miejskiej Biblioteki Publicznej w Ostrołęce, która prowadziła spotkanie z Filipem Springerem, autorem książki „Miasto Archipelag”.

Reportażysta i fotoreporter sportretował w niej 31 jeden polskich miast, byłych stolic województw. Także Ostrołękę, której poświęcił krótki rozdział „Targowisko” (przeczytamy w nim o handlu w mieście – od ryneczku „na piaskach” po handlowce, halę Feniks i Galerię Bursztynową). W piątek 13 stycznia raz jeszcze odwiedził nasze miasto.

Zafascynowany handlem w Ostrołęce

- Jestem pesymistą z zawodu – odpowiedział na pytanie. - Reportaż literacki jest doskonałym narzędziem opisywania i analizowania problemów. Każda moja kolejna książka wynikała z wkur...: z tego, że jest jakiś aspekt rzeczywistości, który bardzo mnie nurtuje, irytując mnie. W przypadku „Miasta Archipelagu” punktem wyjściowym było to, że ja właściwie nie wiem co się dzieje w Polsce mniejszych miast. I że nie mogę się tego dowiedzieć z ogólnego przekazu: media nie są zainteresowane tym, co się dzieje w Ostrołęce.

Jego zdaniem obraz Ostrołęki w „Archipelagu” wcale nie jest jednak jednoznacznie negatywny.

- Byłem zafascynowany tym skupiskiem wszystkich form handlu od lat 90. do współczesności. To naprawdę unikalne zjawisko – przyznał, dodając: - W każdym mieście słyszę: co pan się tak nas czepił? Pamiętajmy, że to nie jest książka o Ostrołęce. Pani mówi, że was w niej najbardziej interesuje Ostrołęka. Mnie Ostrołęka w sumie nie interesowała. Mnie interesowały miasta takie jak Ostrołęka.

Chciałem zrobić książkę z podróży przez Polskę. I tak jest. Przyjeżdżam na kilka dni, spotykam bardzo wielu przypadkowych ludzi, bardzo niewielu mam umówionych. Podróż generuje pewne ograniczenia: że mniej zobaczę, wielu ludzi nie spotkam, bo jestem w drodze. To jest książka z drogi, a nie wnikliwa analiza każdego z 31 jeden miast.

Zależało mu na uchwyceniu ich cech wspólnych. Takimi były m.in.: tęsknota za fabryką (czy dużym zakładem pracy), wyludnianie się, wolniejszy upływ czasu, zwartość przestrzeni, a także właśnie handel. Dotykając tego ostatniego problemu, chciał odpowiedzieć na pytanie: czym dla tych miast jest galeria handlowa?

- Pytałem co się dobrego stało w ostatnim 10-leciu i w kilku miejscach słyszałem: powstała galeria handlowa – mówił i nie krył oburzenia taką odpowiedzią, ponieważ uważa, że galerie niszczą mały handel. - Choć tu, w Ostrołęce, do końca takiego wrażenia nie mam – zaznaczył (być może dlatego, że, tak jak pisał w książce, dużą galerię otwarto nie tak dawno i Ostrołęka jest na początku tego procesu).

Filip Springer przyznał jednak, że zmienił nieco nastawienie do galerii.

- Jeśli miejski model życia w dużych miastach opiera się na kupieniu modnego ciucha w sieciówce, pójściu do kina 3D z nachosami w sosie serowym, niedzielnych zakupach, kawie w papierowym kubku, a wszystko to się dzieje w galerii handlowej, to czemu w mniejszych miastach ludzie mieliby być odcięci od niego? - przytoczył pytanie jednego z jego rozmówców.

Miasto rond i żołnierzy wyklętych

Wielu wątków ostrołęckich w książce nie poruszył, chociaż nad nimi się zastanawiał. Myślał m.in. o napisaniu historii Stacha Konwy

- A co panu spodobało się w Ostrołęce? - dopytywała Agnieszka Zaorska.

Usłyszała, że m.in. Narew (Springer pisał o niej na blogu).

- Problem rzeki w mieście był zawsze dla mnie interesujący. Interesowało mnie, jak miasta się odnoszą, albo nie odnoszą, do rzeki. Właściwie wszystkie miasta „Archipelagu” mówią o tym, że są miastem rond. Ostrołęka także. Innym wątkiem, którego chciałem, ale nie podjąłem, było prawo jazdy robione w Ostrołęce. Interesowało mnie także widoczne umiłowanie żołnierzy wyklętych, nie tylko w formie muzeum, ale w formie nadawania nazw ulicom, rondom. Podobało mi się wnętrze Muzeum Kultury Kurpiowskiej i sposób, w jaki jest zaprezentowana wystawa. Uważam, że to wspaniałe miejsce.

I właśnie dyrektor owego muzeum, Maria Samsel, zadała jedno z pierwszych pytań „od publiczności”.

- Mamy utalentowanych, nagradzanych projektantów, a mamy w Polsce taką brzydką przestrzeń, zaklejoną reklamami – mówiła, pytając Sprignera o jego diagnozę problemu.

Dziurawe prawo, niedouczone estetycznie społeczeństwo, lata komunizmu i zaborów – to jego zdaniem wpłynęło na chaos architektoniczny w kraju.

- I nie mamy przedyskutowanej kwestii własności w Polsce: jest święta i nie podlega żadnej dyskusji – ubolewał. - Nie ma natomiast w myśleniu własności publicznej, nie dbamy o dobro wspólne jaką jest przestrzeń publiczna.

Szansą na rozwój decentralizacja

Padło też pytanie o to, jaka jest przyszłość mniejszych miast takich jak Ostrołęka?

- Największym ich wyzwaniem jest kontrolowane kurczenie się. Nie mam jednak wrażenia, żeby którekolwiek z nich ma jakąś wizję przyszłości. Mają pokupowane te długofalowe strategie rozwoju od tych agencji, co robią ksero tej samej strategii. Miasto 100-tysięczne w Niemczech może mieć jeden z najlepszych uniwersytetów w kraju, siedzibę ministerstwa, dużej spółki skarbu państwa i nikogo tego nie dziwi. Wyobraźmy sobie sytuację, że ministerstwo energetyki będzie miało od 2025 siedzibę w Ostrołęce. To brzmi tak absurdalnie, że zaczniemy się wszyscy śmiać. Jedyny wątek decentralizacji, który pojawił się w ostatnich latach, to ten, kiedy politycy z rządu powiedzieli, że jeśli Trybunał Konstytucyjny będzie podskakiwał, to go wyślą poza Warszawę, ale to było w kategoriach kary.

Nawet Biuro Analiz Sejmowych napisało raport, że lokowanie kolejnych instytucji centralnych w Warszawie w ogóle tej Warszawie nie pomaga, a właściwie szkodzi. Jednocześnie zaznaczyło, że lokowanie takich instytucji ma wielkie znaczenie w miastach takich jak Ostrołęka.

Filipa Springera zapytano także, czy warto promować miasta takie jak Ostrołęka?

- Dla inwestorów – tak – odpowiedział. - Cały przemysł promocji miast to dla mnie głupkowaty i nadmuchany balon. Obnażył to też projekt „Archipelag”. Było o nim głośno w mediach, było wiadomo, że ja do każdego z tych miast pojadę. Żaden z urzędów miejskich nie zgłosił się jednak do mnie z takim niecnym planem, żeby ukraść mi pół dnia albo jeden dzień i obwieźć mnie po nowych rondach, pokazać stadion albo aquapark i się promować. Umówmy się: Ostrołęka nigdy nie będzie mekką turystów. Przejeżdżając, można się tu zaczepić i cała promocja powinna polegać na tym, żeby takiej osobie wskazać, co tu warto zobaczyć.

Po spotkaniu można było kupić książkę, którą podpisał jej autor.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie