MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Fałszerze i pracze

(epe, jp)
Fałszywe znaczki prawidłowo świecą w ultrafiolecie
Fałszywe znaczki prawidłowo świecą w ultrafiolecie E. Pyśk
Od trzech lat po Ostrołęce krążyły fałszywe znaczki do biletów miesięcznych Miejskiego Zakładu Komunikacji. nieświadomi niczego klienci MZK kupowali znaczki w legalnych punktach sprzedaży, bo właśnie w ten sposób rozprowadzane były fałszywki. Na trop fałszerstwa wpadli kontrolerzy biletów.

- Uwagę kontrolera zwrócił inny rodzaj czcionki z ceną znaczka - mówi Andrzej Jagielski, dyrektor MZK. - Miało to miejsce na początku października ubiegłego roku. Osoba, u której kontroler zauważył taki znaczek zeznała, że kupiła go w punkcie sprzedaży MZK.
Znaczki niewiele różniły się od tych prawdziwych. Miały ten sam kształt, oznakowanie i niemal identyczną pieczątkę. W świetle ultrafioletowym świeciły jak prawdziwe.
Jak podaje dyrektor Jagielski, w tej chwili MZK sprzedaje średnio ok. 1500 znaczków miesięcznie. Do chwili, kiedy wykryto proceder sprzedaż biletów miesięcznych była dwa razy mniejsza.
Straty, jakie poniosło MZK w wyniku wprowadzenia w obieg fałszywych znaczków, dyrektor szacuje tylko w 2002 r. na 150 tys. zł.
Dyrektor Jagielski o sprawie nie chce mówić dużo, bo jak nam powiedział, czeka na wyniki pracy prokuratury.
Od czasu ujawnienia fałszywych znaczków uszczelniono system ich rozprowadzania, co jak widać po danych ze sprzedaży już przyniosło efekty.
- Wiemy, że fałszywe znaczki nie przychodziły z drukarni - mówi Andrzej Jagielski. - Stemplowane były na miejscu, u nas.
Chodzi o pieczątki z datą i ceną, np. październik 2003, 58 zł.
- Teraz znaczki są komisyjnie sprawdzane po odbiorze z drukarni - wymienia dyrektor MZK. - W paczce, którą otrzymujemy jest też protokół z drukarni z informacją, ile znaczków nam przekazano. Komisja takie protokoły daje następnie do zatwierdzenia dyrektorowi. Ponadto ze sprzedaży są też rozliczane dokładnie punkty sprzedaży. Sprzedawca kwituje odbiór określonej partii znaczków, a pod koniec miesiąca zdaje raport, ile sprzedał i ile mu zostało.
Po tym, jak dyrektor MZK złożył w Prokuratorze Rejonowej w Ostrołęce zawiadomienie o popełnionym na terenie zakładu przestępstwie, sprawa właściwie niewiele posunęła się do przodu. Zarzuty w październiku ubiegłego roku postawiono jednej osobie, pracownikowi MZK. Osoba zatrzymana przebywała przez jakiś czas na leczeniu w szpitalu psychiatrycznym. Prokurator powołał więc biegłego psychiatrę. Jego opinia o stanie zdrowia podejrzanego miała być przygotowana do końca marca 2003 r. Opinii jednak nie ma do dziś.
- To już nie zależy od nas - powiedział Marek Tołwiński, zastępca prokuratora rejonowego w Ostrołęce. - Na wyznaczenie biegłego czeka się nawet ponad rok. Biegły nie zajął się jeszcze podejrzanym.
- Nie zawinili tu nabywcy znaczków - mówi Andrzej Jagielski. - Kupowali je przecież w dobrej wierze, płacąc tyle samo, co za prawdziwy, nie wiedzieli przecież jak sprawa wygląda. Ci ludzie nam bardzo pomogli, wyrażając dobrowolnie zgodę na złożenie zeznań, gdzie taki znaczek nabyli. Sami byli zbulwersowani tym wszystkim.
Do tej pory kontrolerzy znajdują takie znaczki. Ktoś kupił prawdziwy znaczek np. w październiku, ale wśród biletów z poprzednich miesięcy miał też i te fałszywe. Jeszcze kilka dni temu podczas kontroli zostały one ujawnione.
Obecnie obowiązujące znaczki mają hologramy, każda partia posiada charakterystyczną dla siebie numerację odpowiadającą miesiącom. Jak twierdzi dyrektor Jagielski, hologramy są łatwiejsze do odczytywania przez kontrolujących i jak dotąd nie stwierdzono ani jednej próby fałszerstwa znaczków miesięcznych.
Ledwie jednak MZK uporało się z fałszerzami miesięcznych biletów, pojawił się nowy problem. Ktoś wpadł na pomysł, a wieść szybko poszła po Ostrołęce, że skasowane jednorazowe bilety można prać. Kasowanie biletu polega bowiem na nadrukowaniu lub wybiciu przez kasownik daty i numeru kursu. Okazuje się, że niektóre wybielacze wycierają bez śladu oznakowanie pozostawione przez kasownik nie szkodząc przy tym fabrycznemu nadrukowi na bilecie.
- Są tacy, którzy jeżdżą trzy, albo i cztery razy na tym samym bilecie - przyznaje dyrektor Jagielski.
Na kondycję finansową MZK mają wpływ nie tylko gapowicze, pracze i fałszerze, ale również nieskuteczny wymiar sprawiedliwości. Mandaty nałożone przez kontrolerów są bardzo trudne do ściągnięcia. Mimo, że wobec dwustu gapowiczów zapadły wyroki sądowe, mandatów wciąż nie daje się ściągnąć. Dyrektor MZK poinformował komisję finansową Rady Miejskiej, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest sprzedaż wierzytelności MZK firmom zajmującym się handlem długami i ich egzekucją.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki