Dylewo: wycięli pomnik przyrody?

Redakcja
Nie co dzień w ciągu niewiele ponad godzinę z krajobrazu znika wysokie, około 300-letnie drzewo, jeden z najbardziej charakterystycznych punktów w okolicy.

Dlatego też w dzień jego wycinki, w sobotę 25 marca, zadzwoniła do nas Czytelniczka z prośbą o pilną interwencję w sprawie - jej zdaniem - skandalicznej decyzji właściciela drzewa.

Jesion, bo o nim mowa, rósł w Dylewie, na prywatnej działce pomiędzy szkołą a trasą mazurską. Jego wiek nie był wprawdzie udokumentowany, ale poświadczały go relacje byłych pokoleń. W oczach wielu mieszkańców był pomnikiem przyrody.

- Siedem, osiem lat temu wisiała jeszcze na nim tabliczka „pomnik przyrody” - relacjonuje jeden z naszych rozmówców. - Później ją zdjęto. Tak w ogóle to już od kilku lat próbowano pozbyć się tego drzewa: były podpalenia, ktoś wiercił w nim dziury…

Jego też zbulwersowała wycinka drzewa, o którym mówi, że było jednym z najstarszych w powiecie.

- Wysokie było na ponad 20 metrów, obwód przy podstawie miało 5,4 metra. Sówki uwiły sobie tam gniazda. Choć nie do końca było zdrowe - przyznaje mężczyzna.

To akurat widać gołym okiem. Gdy przyjechaliśmy do Dylewa, pocięte drzewo jeszcze znajdowało się na działce. W jego pniu była duża dziura, największa przy podstawie, zwężająca się w stronę czubka.

- To rzeczywiście był okaz - tak mówi sąsiad właściciela działki i jesionu.
Ale dodaje, że „ten okaz” według niego kwalifikował się do wycinki. Drzewo usychało. Dlatego z obawą spoglądał, gdy dzieci ze szkoły spędzały czas pod jego konarami. Nie raz uschnięte, „puste”, ale spore konary przy podmuchu wiatru spadały na dachy należących do niego budynków.

- Po którejś z nawałnic drzewo mogłoby się przewrócić. I to właśnie na moje budynki.

Zapytany o to, czy jesion był pomnikiem przyrody, odpowiada:

- Nigdy na nim żadna tabliczka nie wisiała. Przyjeżdżały tu komisje w tej sprawie, i w czasach PRL-u, i później. Ale ostatecznie do niczego nie doszło.

Tłumaczy też, że sów na drzewie nie widział.

- Wrony, owszem, zlatywały się.

Mieszkańcy Dylewa o interwencję poprosili także urząd gminy. Na miejsce przyjechał też wójt gminy Kadzidło. Co ustalili urzędnicy?

- Sprawdzaliśmy, czy drzewo widnieje w wykazie pomników przyrody Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, zebraliśmy też dane z urzędu - mówi nam Kazimierz Bielski z działu ochrony środowiska, wodociągów, kanalizacji w Urzędzie Gminy Kadzidło. - To drzewo nie jest i nigdy nie było pomnikiem przyrody.

Ustalenia te są wiarygodne, bo to rada gminy ustanawia takie pomniki przyrody (wcześniej robił to wojewoda), więc urzędnicy muszą mieć dokumentację podejmowanych uchwał w ich gminie.

- Drzewo było częściowo obumarłe i mogło zagrażać bezpieczeństwu mieszkańców oraz sąsiednich budynków - kontynuuje Kazimierz Bielski.

Dlaczego usychało? Wiek, czynniki atmosferyczne, ale na pewno nie działalność człowieka - usłyszeliśmy od pracowników gminy.

Właściciel drzewa mieszka w Ostrołęce. Jak tłumaczy, zdecydował się na wycinkę tylko po to, żeby zapobiec jego przewróceniu.

- Zaniepokoił mnie fakt, że po wichurach spadały konary dziurawe w środku - opowiada. - Zasięgnąłem w tej sprawie języka, powiedziano mi, że drzewo może być puste. Potwierdziło się: zamiast karpy była głęboka na jakieś 3 metry jama, szeroka na ponad 2 metry. Korzenie przegniły. Czy osoby proszące o interwencje, pokryłyby straty, gdyby drzewo się obaliło na chlew i garaż sąsiada? Jeśli ci państwo mają swoje działki, niech sadzą na nich drzewa.

Właściciel do wycinki wynajął firmę, która, jak zapewnia, dla pewności wcześniej sprawdziła czy na pewno drzewo nie jest pomnikiem przyrody.

- I nigdy nim nie było, nie czyniono w tym kierunku żadnych starań - uzupełnia (na marginesie dodajmy, że przy ustanawianiu pomnika przyrody zawsze potrzebna jest zgoda właściciela).

- Rzeczywiście, skorzystałem z ustawy pana Szyszki. Ale i tak miałem występować w tej sprawie do gminy. Nigdy nie jest tak, że wszystko wszystkim odpowiada. Tak i w tym przypadku. Moim zdaniem, gdy ktoś jest właścicielem drzewa, to powinien mieć prawo jego ścięcia, jeśli stanowi ono zagrożenie. Ostrołęczanin zaprzecza też, jakoby drzewo miało być celowo niszczone: podpalane, podtruwane.

- Tu już kogoś fantazja poniosła. Ja nawet nie mam pojęcia, jak to należałoby zrobić.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

F
Fragola

Jesion czy nawet jakby był ,, zdrowy '' to i tak gubi gałęzie, ponieważ u tego gatunku są one kruche. Samo drzewo jest jedno z najtwardszych i najbardziej wartościowych.

Pozatym takie drzewa mają dużą siłę życia i mogą pożyć jeszcze wiele lat, a warto by było go zostawić nie tylko ze względu na rozmiar, ale też na fakt iż jesionów praktycznie już się nie spotyka w naszym polskim krajobrazie. 

 Dużo osób wycina niepotrzebnie drzewa, wycina ,, na zapas '' bojąc się zmiany przepisów dot. wycinki na prywatnych posesjach.I nie mówię tutaj o tym konkretnych przypadku, bo go nie znam ale dużo ludzi  podtruwa i podpala. Ludzie naprawdę wiercą dziury i wlewają tam ( różne rzeczy nie będę podawał co. ale drzewo można ,, zabić w tani sposób ''. ). Tak było przed szyszkolex. Obecnie nie ma się bo bawić w różne specyfiki tylko od razu piła i po problemie.

Co pozostanie ? Pustka w krajobrazie, kolejny  obserwator naszej historii pójdzie do pieca. Zbyt może podchodzę sentymentalnie do drzew, ale już tak mam. Każde drzewo rosnące czy to w mojej okolicy czy też w mieście, u mnie, kojarzy mi się z jakimś wydarzeniem, okresem życia czy nawet z jakąś osobą. Wyciąć je to jakby wyrywać kartki z pamiętnika, zamazywać myśli, ludzi z nami związanymi.

Dodaj ogłoszenie