Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

"Duży facet z charakterem"

Jacek Pawłowski
Roman Czerwiński
Roman Czerwiński Jacek Pawłowski
Roman Czerwiński został 4 sierpnia prezesem Zespołu Elektrowni Ostrołęka. Rada Nadzorcza wyłoniła go spośród siedemnastu kandydatów, którzy przystąpili do konkursu na to stanowisko. Nowy prezes zastąpi Sławomira Noska, którego Rada Nadzorcza odwołała 7 lipca. Jako przyczyny podawano konflikt prezesa z załogą i brak możliwości osiągnięcia porozumienia, narastające niepokoje społeczne w elektrowni i niezadowolenie załogi z ruchów dotyczących planów reorganizacji zakładu.

Po odwołaniu z funkcji prezesa Sławomira Noska, przez trzy tygodnie zarządzał elektrownią przewodniczący Rady Nadzorczej Zbigniew Bicki. W gazetach zaś ukazało się ogłoszenie o konkursie na nowego prezesa. Do konkursu zgłosiło się siedemnastu kandydatów. Jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, wśród kandydatów na prezesa byli energetycy pracujący w Ostrołęce lub pochodzący z Ostrołęki: Tadeusz Witold Pieczyński, Michał Dąbkowski i Dariusz Lewiński. Byli też kandydaci spoza naszego regionu: m.in. Andrzej Kaczmarek energetyk z Mińska Maz., który przeszedł do drugiej tury. W konkursie startowali również kandydaci nie mający dotąd nic wspólnego z energetyką np. były prezes spółdzielni ogrodniczo-pszczelarskiej z Wielkopolski.
- Tak zawsze działa ogłoszenie w ogólnopolskiej gazecie - mówi jedna z osób pracujących przy przygotowaniu konkursu. - Hasło: "poszukujemy prezesa zarządu" zadziałało jak magnes i przyciągnęło dużo różnych ludzi.
Roman Czerwiński stał się osobą publiczną dziesięć lat temu. Wiosną 1993 roku przestał być szefem Instytutu Lotnictwa w Warszawie, bo ówczesna premier Hanna Suchocka powołała go na wiceministra przemysłu. Wkrótce potem gabinet Suchockiej upadł, a prezydent rozwiązał parlament. Czerwiński jako wiceminister przemysłu pracował jednak w kolejnych rządach. Przygotowywał projekt nowego prawa energetycznego, odpowiadał za handel polską bronią, ugasił groźny strajk zbrojeniówki w 1995 roku.
Z osobą Czerwińskiego wiąże się również wiele kontrowersji z przeszłości. Drobnych i bardzo dużych. Obecny prezes elektrowni znalazł się na jednej z tzw. list Cimoszewicza. Przypomnijmy, Włodzimierz Cimoszewicz, wówczas jako minister sprawiedliwości, przeprowadził akcję "czyste ręce", w której ujawnił korupcyjne powiązania osób publicznych w Polsce. Wiceministrowi Czerwińskiemu Cimoszewicz zarzucił, że naruszył prawo pobierając wynagrodzenie za zasiadanie w radach nadzorczych spółek prawa handlowego (Państwowa Agencja Węgla Kamiennego SA, Huta Stalowa Wola).
Roman Czerwiński był również krytykowany za udzielenie tzw. atestu energetycznego Universalowi. Dokument ten pozwolił Universalowi otworzyć polską montownię samochodów Hyundai. Była to decyzja wbrew polityce rządu, ponieważ rząd zwalczał wówczas montownie chcąc zmusić koncerny motoryzacyjne do budowy fabryk, czyli trwałych inwestycji.
Na wszystkie zarzuty pod swoim adresem, o których przez lata pisała prasa, Czerwiński odpowiada, że ma czyste sumienie, bo nigdy nie przekroczył prawa.
- Z każdej ze swoich decyzji mogę się oczywiście szczegółowo tłumaczyć - mówi Czerwiński. - Na przykład podpisany przeze mnie atest energetyczny umożliwiający otwarcie montowni samochodów nie naruszał prawa. Nie chcę być zawodowym politykiem, więc wróciłem do biznesu. Spróbuję udowodnić w miarę możliwości, że ZEO pod kierownictwem zarządu któremu przewodniczę rozwiąże problemy strategiczne i stanie się konkurencyjnym i stabilnym graczem na rynku energii w Polsce. To jest cel, który zamierzam osiągnąć. Uważam, że ludzi powinno się oceniać nie na podstawie mniej lub bardziej sensacyjnych doniesień prasowych (przy całym szacunku dla prasy), tylko na podstawie rzeczywistych działań.
Najwięcej na temat Romana Czerwińskiego mówiło się w 2001 roku gdy wyszło na jaw, że wzdłuż przebiegającego przez Polskę gazociągu Jamał-Europa Zachodnia został położony światłowód o znacznie wyższych parametrach niż potrzeba było do technicznej obsługi wielkiej rury. Kabel został położony wbrew uzgodnieniom Rosjan ze stroną polską. Strona polska zaś nie mogła czerpać korzyści z tego, że przez terytorium RP biegną tranzytem miliony gigabajtów danych. Śledztwo w tej sprawie zakończyło się skierowaniem aktów oskarżenia przeciw wysokim urzędnikom państwowym. Rządowemu negocjatorowi porozumienia z Rosjanami Romanowi Czerwińskiemu prokurator nie postawił żadnych zarzutów.
Wkrótce po odejściu z rządu Roman Czerwiński został prezesem prywatnego PolGaz Telekomu, który komercyjnie eksploatował światłowód jamalski. W firmie tej większość udziałów miał Bartimpex Aleksandra Gudzowatego. Z Gudzowatym i Bartimpexem Czerwiński związał się na dłużej. W lutym 2002 roku został szefem amerykańskiego przedstawicielstwa Bartimpexu.
Przejście Czerwińskiego do firmy, z którą wcześniej prowadził negocjacje jako przedstawiciel państwa, również odbiło się szerokim echem w mediach, które uznawały ten krok za co najmniej dwuznaczny. Czerwiński do dziś uznaje, że postąpił słusznie i że stał się ofiarą prasowej nagonki.
Biznesmen Aleksander Gudzowaty nie widział problemu w tym, że zatrudniał w swoich firmach byłych ministrów. "Czerwiński, a dlaczego nie? Myśli pan, że tak łatwo znaleźć ludzi do roboty? Zapamiętałem, jak nas atakował. Miał polecenie jako wiceminister przemysłu. Facet z charakterem. Wielki, duży. Mam wyrzuty sumienia, bo go namawiałem. No i wpakował się w takie świństwo (chodzi o informacje w mediach o kablu wzdłuż rury - red.). Jest niegłupi. Przecież on nie negocjował kontraktu gazowego, do cholery?! Robiło to PGNiG, nawiasem mówiąc, w wielkiej tajemnicy" (wypowiedź dla "Gazety Wyborczej").
Sam Czerwiński zapewnia, że jego przejście z państwowej posady do biznesu było krokiem w jedną stronę.
- Do polityki trafiłem trochę z przypadku i nie liczyłem, że popracuję długo na stanowisku podsekretarza stanu - opowiada. - Okazało się jednak, że było to kilka lat. Bardziej niż polityka interesowały mnie projekty strategiczne i tym się zajmowałem w ministerstwie. Gdy skończyłem pracę w ministerstwie, wróciłem do przemysłu, co było bardzo przyjemnym przejściem, bo w przemyśle jak coś trzeba zrobić, to się robi i nie trzeba przy okazji przeprowadzać całej gry politycznej. Okres pracy w urzędach państwowych umożliwił mi natomiast zrozumienie czego takie urzędy oczekują od firm. Liczę, że poprzez znajomości, które wówczas nawiązałem, będę mógł lepiej pokierować elektrownią w Ostrołęce. Znam parę osób o których wiem, że gdy zapytam je o radę, powiedzą mi wprost, co jest dobre, a co niebezpieczne dla ZEO. Ostrołęce jest to w tej chwili bardzo potrzebne. Gdyby za pół roku ktoś mi zaproponował znowu awans, to podziekuję, ja tam już byłem.
Na kontakty i znajomości Czerwińskiego liczy również sekretarz rady nadzorczej ZEO Krzysztof Białobrzewski.
- Na pewno jako osoba, która obracała się w kręgach rządowych, pewne rzeczy mógłby zorganizować dla Zespołu Elektrowni Ostrołęka, np. załatwić jakieś źródła finansowania na modernizację, być może udałoby się mu wynegocjować korzystniejsze warunki dostaw węgla, niższe ceny transportu - powiedział nam Białobrzewski. - Owszem obawiam się, że wpadki z przeszłości mogą mieć wpływ na wizerunek nowego prezesa. Pytałem go o to w czasie postępowania konkursowego.
Nowy prezes pierwszego dnia urzędowania spotkał się z dyrektorami wydziałów. We czwartek 7 sierpnia rozmawiał z przewodniczącymi związków zawodowych. Większość pracowników na razie nie widziała swojego obecnego szefa.
- Nie rozmawiamy o nowym prezesie nawet po cichu między sobą - powiedział nam doświadczony pracownik ostrołęckiej elektrowni. - Każdy się boi o pracę, a wiadomo, że na pewno część z nas będzie musiała w najbliższym czasie odejść.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki