Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Duszący gaz w powietrzu

Anna Suchcicka
Z wyciekiem amoniaku w chorzelskiej mleczarni służby ratunkowe walczyły sześć godzin
Z wyciekiem amoniaku w chorzelskiej mleczarni służby ratunkowe walczyły sześć godzin Archiwum
We wtorek 22 czerwca ok. godz. 11.00 w pomieszczeniu z dojrzewającymi serami SM Mazowsze w Chorzelach doszło do wycieku zabójczego dla ludzi amoniaku. Dwóch pracowników mleczarni zostało przewiezionych do szpitala. Akcja ratownicza trwała do godz. 17.00.

Amoniak - gdy krąży w szczelnych rurach pod postacią płynną - nie jest niebezpieczny. Gdy jednak przedostanie się do atmosfery, tworzy zabójcze opary.
- Wówczas o życiu człowieka decydują minuty - mówi Ludwik Rogowski, dyrektor wydziału obrony cywilnej i spraw społecznych w Starostwie Powiatowym w Przasnyszu i wyjaśnia, że amoniak parzy organy wewnętrzne i człowiek umiera przez uduszenie. Amoniak używany jest wszędzie tam, gdzie potrzeba dużo chłodu, głównie w przemyśle spożywczym, a najczęściej w mleczarstwie. W powiecie przasnyskim wykorzystuje się go w SM Mazowsze w Chorzelach i w SM Chorzele, oddział w Przasnyszu. W Przasnyszu amoniaku są śladowe ilości, ale w przewodach chorzelskiej mleczarni może płynąć do siedmiu ton tej substancji.

To nie były ćwiczenia

W SM Mazowsze od lat istnieje zakładowa grupa ratownictwa chemicznego.
- Jesteśmy wyposażeni w sprzęt ochronny, skafandry gazoszczelne, aparaty tlenowe, maski gazowe i pochłaniacze amoniakalne. Symulację wycieku amoniaku przechodziliśmy kilkakrotnie - tłumaczy Ryszard Konarski, główny energetyk zakładu. Ale 22 czerwca to nie były ćwiczenia. Tuż przed godz. 11.00 jeden z pracowników wózkiem widłowym wiózł do dojrzewalni serów paletę produktów. W dojrzewalni serów zawadził widłami o chłodnicę lamelową. W efekcie rura z amoniakiem odkształciła się, rozszczelniła i zaczął się z niej wydobywać amoniak.
- Był to klasyczny nieszczęśliwy wypadek - uważa Waldemar Osowiecki, prokurator rejonowy w Przasnyszu. - Można to traktować w kategoriach nieumyślności w granicach niemal bezkarności. Nie chciałbym jednak kategorycznie wypowiadać się w tej sprawie, zanim nie zostanie przeprowadzone postępowanie przygotowawcze. Ale z tego co zobaczyłem i czego się dowiedziałem, trudno tu mówić o zawinieniu ze strony ludzi - mówi prokurator.
Straż pożarna w Przasnyszu została zawiadomiona o godz. 10.50.
- Nasze sekcje wyruszyły do Chorzel o godz. 10.57 - informuje Sławomir Niestępski, komendant powiatowy straży pożarnej w Przasnyszu. - Były to cztery osoby wyposażone w ubrania gazoszczelne i aparaty powietrzne. Jednocześnie, zgodnie z procedurą, o zdarzeniu zostały powiadomione policja, pogotowie ratunkowe i służby obrony cywilnej. Zanim jednak pomoc zjawiła się w Chorzelach, służby ratownicze mleczarni zakręciły zawory z amoniakiem i ewakuowały pracowników. Nadal obawiano się jednak, że mogą być jakieś przecieki. Jak się okazało, nie było. O godz. 11.05 Państwowa Straż Pożarna wysłała przed zakład chorzelską jednostkę ochotników, a o godz. 11.12 przez wojewódzkie stanowisko kierowania i koordynacji ratownictwa zadysponowano specjalistyczny zastęp ratownictwa chemicznego z Ciechanowa. O godz. 11.25 jednostka PSP dojechała na miejsce. Wówczas stężenie amoniaku w pomieszczeniu przekraczało 100 miligramów na metr sześcienny (dopuszczalna norma wynosi 20 miligramów na m sześc.).
- By zapobiec rozprzestrzenianiu się amoniaku zostały postawione kurtyny wodne. Laliśmy wodę i co pół godziny sprawdzaliśmy stężenie amoniaku. Akcja trwała, dopóki stężenie nie spadło poniżej 20. Ostatnia nasza sekcja wróciła do bazy o godz. 17.12 - mówi Niestępski. W działaniach wzięło udział trzech specjalistów od ratownictwa chemicznego z Ciechanowa, sześciu strażaków z PSP Przasnysz, dziesięciu ochotników z OSP w Chorzelach i ok. 20 policjantów. Na miejscu byli także prokurator, burmistrz Chorzel i dyrektor obrony cywilnej.

Realne zagrożenie

Amoniak jest niewidoczny, ale za to bardzo śmierdzi. Jeśli dostanie się do ludzkiego układu oddechowego, dusi w ciągu kilku minut.
- Jeśli nie udałoby się tego wycieku zatrzymać, jeśli amoniak z wiatrem przedostałby się na miasto, byłoby realne zagrożenie życia mieszkańców - tłumaczy Tomasz Łysiak, p.o. zastępca komendanta powiatowego policji w Przasnyszu. Całe szczęście, że na miejscu był obecny człowiek wewnętrznej ekipy ratunkowej, który zachował zdrowy rozsądek i zgodnie z procedurami odłączył dopływ amoniaku oraz skierował na uszkodzoną rurę wodną kurtynę. O szczęściu w nieszczęściu mówi też Ludwik Rogowski.
- Warto utrzymywać wewnętrzne służby ratownicze i mieć na stanie ubrania ochronne - podkreśla.
22 czerwca dwóch pracowników mleczarni zostało przewiezionych prywatnym transportem do ośrodka zdrowia w Chorzelach, a stamtąd pogotowie zabrało ich do szpitala w Przasnyszu. Jak się okazało, nie odnieśli żadnych obrażeń i po kilku godzinach obserwacji zostali wypuszczeni do domów. Nie poszli także na zwolnienie, pracują jak zawsze - o czym poinformował nas Ryszard Konarski, główny energetyk SM Mazowsze i koordynator zakładowej akcji ratowniczej.

Rury pod specjalnym nadzorem

Mleczarnia w Chorzelach została pobudowana w 1966 roku. Potem zakład był wielokrotnie modernizowany.
- Nie można mówić, że są tu same starocie. Mamy pozwolenie unijne, więc musieliśmy dostosować zakład do obecnie obowiązujących przepisów - zastrzega Ryszard Konarski, który twierdzi także, że to normalne, że instalacje amoniakalne otoczone specjalnym izolatorem są na wierzchu. - Wszędzie tak jest - mówi.
Jednak w opinii komendanta Niestępskiego, rury z amoniakiem nie powinny znajdować się w miejscu, w którym można byłoby o nie czymkolwiek zawadzić. Zdanie Niestępskiego potwierdzono nam w jednym z ostrołęckich biur projektowych.
- Rury z amoniakiem mogą być na wierzchu, pod warunkiem, że jest zabezpieczona droga transportowa. Zwykle umieszcza się je na odpowiedniej wysokości albo odgradza ochronnymi barierkami - wyjaśnił nam ostrołęcki projektant.
Na razie skażone pomieszczenie w chorzelskiej mleczarni zostało wyłączone z eksploatacji. Czeka na modernizację, którą zakład zacznie już jesienią br.
- Po modernizacji w zakładzie będzie ok. 150 kg amoniaku i to jedynie w obrębie maszynowni chłodniczej - tłumaczy Ryszard Konarski. - W tej chwili docelowo może być nawet siedem ton amoniaku. Ale ostatnio pracujemy na trzech tonach, nie uzupełniamy amoniaku, wiedząc, że potem mielibyśmy problem z jego utylizacją. Pracujemy więc na minimalnych ilościach. - Konarski zapewniał nas także, że wdrażany etapami nowy układ (amoniak zostanie zastąpiony glikolem) będzie funkcjonował już wiosną przyszłego roku.
- Dzięki Bogu, że SM Mazowsze podjęła decyzję, że przechodzi z amoniaku na glikol. Bomba zniknie z mleczarni - podkreśla szef obrony cywilnej Ludwik Rogowski.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki