Doquadają sąsiadom

Elwira Czechowska
Konflikt wokół toru quadowego w Prabutach w gminie Długosiodło zatacza coraz szersze kręgi. Sąsiedzi torowiska, czyli okoliczni mieszkańcy uskarżający się na hałas, zanieczyszczenie i dewastowanie przyrody, już nie tylko od władz gminy oczekują stanowczych działań - najchętniej likwidacji toru.

O interwencję zwrócili się także do instytucji odpowiedzialnych za ochronę środowiska, ministerstw rolnictwa i środowiska, nadleśnictwa, a także telewizji. Pierwsze efekty ich protestów już są. Właściciel torowiska oficjalnie zawiesił działalność, a Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wszczęła postępowanie, które może zakończyć się nakazem przywrócenia terenu do pierwotnego stanu, co wiązałoby się z likwidacją quadowiska. Sprawa podzieliła jednak lokalne środowisko. Wiele osób uważa bowiem, że tor jest pożyteczny i potrzebny, aby użytkownicy quadów nie rozjeżdżali innych, nieprzeznaczonych do tego terenów.

Quady to zyskująca w Polsce w ostatnich miesiącach coraz większą popularność rozrywka, dla niektórych nawet sport. Mają jednak tyluż zwolenników, co i przeciwników. Wiemy o tym chociażby z liczby interwencji, które otrzymujemy od naszych Czytelników. Ostatnio poskarżyła się nam mieszkanka Deskurowa, która niemal codziennie musi znosić tuż za oknami swojego domu ryk quadów jeżdżących po nadbużańskich terenach, w dodatku prywatnych. Skarżą się także mieszkańcy Kamieńczyka, że użytkownicy quadów rozjeżdżają im łąki, pastwiska, niszczą rowy, nasypy. Podobną interwencję otrzymaliśmy w ostatnim czasie także ze Skuszewa. Doskonale te bolączki rozumieją mieszkańcy Prabut, Wólki Piasecznej i okolicznych wsi w gminie Długosiodło, gdzie od ponad roku działa na dużym obszarze tor quadowo-motocrossowy. O uciążliwościach z tym związanych pisaliśmy już w lipcu w artykule "Quad to zły sąsiad" (GW nr 28/2009).

- Mieszkamy w pięknej okolicy, dookoła śpiewają ptaki, świerszcze. Jest przyjemnie... dopóki na tor nie wyjadą te quady. Jest taki ryk, że człowiekowi mózg się trzęsie - żaliła się nam pani Irena Pietras.

Podobnego zdania są inni mieszkańcy, którzy zwrócili się z pismem o pomoc do władz gminy. Pod listem, który wysłano także do wiadomości wielu innych instytucji oraz mediów, podpisało się 27 osób.

Rozjadą nam całą gminę

Mieszkańcy mają twarde argumenty w obronie swoich interesów, ale przede wszystkim okolicznej przyrody. "Tor ten został utworzony przez prywatnego inwestora na terenie Puszczy Białej, należącej do obszaru "Natura 2000". Jest to obszar chroniony Dyrektywą o ochronie dziko żyjących ptaków. Fakt objęcia Puszczy Białej ochroną świadczy jednoznacznie o cennych walorach
przyrodniczych tego terenu, czego władze gminy były świadome, tworząc gminną ścieżkę
ekologiczną, która obecnie znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie toru. Tymczasem około rok temu Pan Karsznia, na tak cennym przyrodniczo terenie, utworzył duży tor quadowo-motocrossowy (długość okrążenia ok. 2200 m), którego obszar obecnie sukcesywnie powiększa. W tym celu przebudował teren ok. 5,95 ha gruntów rolnych, wykonując prace ziemne (wytyczenie trasy przejazdów, wałów, nasypów i dołów), które trwale zniekształciły rzeźbę terenu, trwale zniszczyły wierzchnią warstwę gleby rolnej oraz występującą na niej roślinność, co jest sprzeczne z ustawą o ochronie przyrody z dnia 16 kwietnia 2004 r. (Dz.U. Nr 92, poz. 880), zwłaszcza z jej art. 33, który jasno określa, iż "zabrania się podejmowania działań mogących, osobno lub w połączeniu z innymi działaniami, znacząco negatywnie oddziaływać na cele ochrony obszaru Natura 2000, w tym w szczególności pogorszyć stan siedlisk przyrodniczych lub siedlisk gatunków roślin i zwierząt, dla których ochrony wyznaczono obszar Natura 2000 lub wpłynąć negatywnie na gatunki, dla których ochrony został wyznaczony obszar Natura 2000" - czytamy w liście. "Skandaliczna dewastacja terenu nie ogranicza się wyłącznie do obszaru wybudowanego toru quadowo-motocrossowego. Pan Karsznia w ofercie swojej działalności proponuje jazdę indywidualną w bezpośrednim sąsiedztwie toru oraz tzw. "spacer widokowy z przewodnikiem" tj. przejazd na quadzie trasy o długości 25-30 km, w ramach której zawarta jest przeprawa quadem przez rzeczkę oraz oglądanie niepowtarzalnych krajobrazów i najpiękniejszych miejsc w okolicy. De facto oznacza to rozjeżdżanie dróg gruntowych polnych, duktów leśnych, łąk oraz dewastację nabrzeża rzeczki Ostrówek i zanieczyszczanie jej smarami i paliwem pojazdów" - piszą dalej mieszkańcy. Wyliczają przepisy, które - ich zdaniem - narusza działalność właściciela torowiska: ustawa o ochronie przyrody, ustawa o ochronie gruntów rolnych i leśnych, dopuszczalne normy hałasu określone przez ministra środowiska. "Działalność ta stanowi przestępstwo przeciwko środowisku. Wyczerpuje
bowiem znamiona art. 187 § l Kodeksu Karnego, który głosi, iż kto niszczy, poważnie uszkadza lub istotnie zmniejsza wartość przyrodniczą prawnie chronionego terenu lub obiektu, powodując istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Działalność Pana Karszni może zostać także zakwalifikowana jako naruszenie art. 181 § l i 2 Kodeksu Karnego, którego dyspozycja wskazuje, że kto powoduje zniszczenie w świecie roślinnym lub zwierzęcym w znacznych rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 oraz, że kto, wbrew przepisom obowiązującym na terenie objętym ochroną, niszczy a!bo uszkadza rośliny lub zwierzęta powodując istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2" - wyliczają mieszkańcy.

Oczekują, że władze gminy doprowadzą do likwidacji torowiska. Ze sprawą na lipcowej sesji zapoznano gminnych radnych.

- Problem jest w całej Polsce. Nikt sobie z tym nie radzi, bo nie ma konkretnych przepisów. A quadów przybywa i jak nie będzie torów, rozjadą nam całą gminę - wyjaśniała wicewójt Ewa Karczewska.

Zadeklarowała, że jeśli zaistnieje potrzeba, urząd doprowadzi do spotkania właściciela toru z protestującymi mieszkańcami, aby wypracować jakiś kompromis. Zdaniem urzędników, gmina niewiele więcej może zrobić, gdyż tor jest prywatną działalnością (w dodatku zarejestrowaną w Wyszkowie, skąd pochodzi właściciel), znajduje się na prywatnym terenie. Z Urzędem Gminy w Długosiodle Piotr Karsznia nie prowadził uzgodnień, nie występował o żadne zezwolenia.

- W dodatku pod koniec lipca zawiesił działalność gospodarczą i tak naprawdę nie ma się teraz do kogo zwrócić, bo formalnie tor nie funkcjonuje - mówi nam Beata Kiełczewska z UG.

Nie tylko tor jest problemem

Innego zdania jest Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Warszawie, którą mieszkańcy także zainteresowali problemem toru w Prabutach. Pod koniec lipca w gminie gościł pracownik tej instytucji. Pierwsze owoce tej wizyty już są.

- RDOŚ wszczęła postępowanie z art. 37 ustawy o ochronie przyrody i chcemy zbadać, czy zasadne jest wydanie decyzji o wstrzymaniu działalności toru motocrossowego w Prabutach i nakazaniu przywrócenia terenowi pierwotnego stanu - mówi Marta Knigawska z RDOŚ w Warszawie.

Choć postępowanie jeszcze trwa, już dziś twierdzi ona, że działalność tego torowiska jest nielegalna i niezgodna z prawem, gdyż właściciel nie ma żadnych zgód ani pozwoleń na jej prowadzenie (patrz ramka "Za i przeciw"). RDOŚ dopatrzyła się także na tym terenie innych nieprawidłowości.

- W tej chwili wystąpiliśmy do odpowiednich urzędów - Urzędu Gminy w Długosiodle i Starostwa Powiatowego w Wyszkowie o informacje, pozwalające nam ustalić właścicieli działek, na których znajduje się tor oraz działek przyległych. Problemem jest bowiem nie tylko działalność toru, na który skarżą się mieszkańcy. Po wizycie w terenie mogę stwierdzić, że doszło tam także do nielegalnego wyrębu lasu, na który gmina prawdopodobnie nie wydawała zezwolenia. Ponadto prowadzony jest tam od lat nielegalny, dziki pobór kruszywa (piachu), na co koncesje wydaje starosta. Dodatkowo wywożony jest tam gruz i śmieci, a przypomnijmy, że to obszar "Natura 2000". Widać niestety dużo zaniedbań po stronie samorządów. Na podstawie zebranego materiału podejmiemy decyzję, czy wydać nakaz przywrócenia terenu do stanu pierwotnego.

Wójt Stanisław Jastrzębski odpiera te zarzuty:

- My wydajemy decyzje lub występujemy o uzgodnienia, ale ktoś musi się do nas zwrócić z takim wnioskiem. Do Urzędu Gminy w Długosiodle nikt z takim wnioskiem w sprawie toru w Prabutach nie występował. My nie możemy na czyjeś prywatne grunty występować o operaty lub uzgodnienia. To prywatna sprawa inwestora. Czy samorząd ma donosić na swoich mieszkańców? Moim zdaniem raczej należy im pomagać. Jeśli zaś chodzi o protest mieszkańców... To, że kilka osób - dwie, trzy rodziny - uważa, iż najlepiej byłoby ten tor zamknąć, nie znaczy, że takie jest zdanie wszystkich. Część osób, które podpisały się pod protestem, nie wiedziały pod czym się podpisują. My prowadzimy w tej chwili konsultacje z fachowcami, m.in. z leśnikami nad rozwiązaniem tego problemu - mówi wójt.

Nie odpuszczę!

Tak krótko komentuje całą sprawę właściciel toru w Prabutach, Piotr Karsznia. Jego zdaniem, to zwykła "nagonka" pojedynczych osób, warszawiaków, którym nagle - po ponad roku istnienia obiektu - zaczęła przeszkadzać jego działalność.

- To zwykła ludzka zawiść i zazdrość - mówi Piotr Karsznia.

Właściciel potwierdza, że w ostatnim czasie zawiesił działalność gospodarczą, ale ma to związek z jego stanem zdrowia, a nie "nagonką", jaka rozpętała się wokół torowiska. Przyznaje jednak, że nie zamierza rezygnować z organizacji prywatnych zlotów, imprez, bo jest na nie zapotrzebowanie a ponadto to jego pasja.

- Ten tor powstał z pasji i nie przestanie funkcjonować - mówi Piotr Karsznia.

Dziwi się, że wcześniej, gdy teren był zanieczyszczony, zaniedbany, nikt z mieszkańców nie martwił się o dewastację jego walorów.

- Tu było istne wysypisko śmieci i gruzowisko. Prowadzono nielegalną wycinkę drzew, wybierano piasek i dopiero teraz tor komuś przeszkadza - dziwi się.

Piotr Karsznia podtrzymuje swoją wcześniejszą deklarację, złożoną na naszych łamach, że zamierza zbudować wokół toru wał, nasyp z piachu, który zniweluje hałas. Jego zdaniem w argumentach mieszkańców jest dużo przesady.

- Moje quady przeznaczone do wycieczek terenowych mają 11 koni mechanicznych mocy. Jaki z nich może być ryk? - pyta i zastanawia się, czy mieszkańcy wolą, aby quadowcy rozjeżdżali im łąki i drogi zamiast jeździć po wyznaczonym, zamkniętym terenie.

Mieszkańcy odpierają takie argumenty:

- Nie mam wątpliwości, iż tory do uprawiania sportów motocrossowych są potrzebne, jednakże uważam, że ich lokalizacja powinna być bardzo starannie przemyślana, a tak w przypadku toru
w Prabutach niestety nie jest. Myślę, że sprowadzenie dyskusji do problemu czy tory motocrossowe są dobre czy złe, nie doprowadzi do żadnych konstruktywnych wniosków. Podkreślam, że mieszkańcom chodzi nie ogólnie o tory quadowo-motocrossowe, ale konkretnie o złą lokalizację tego toru w Prabutach - mówi nam jedna z mieszkanek gminy.

Lekcja na quadzie

Szkoła Nauki Jazdy "Polkowski" jako jedyna w Wyszkowie organizuje kursy, które kończą się uzyskaniem kat. B1, uprawniającej do poruszania się quadami po drogach publicznych. Kurs kosztuje 1100 zł. Jest on przeznaczony dla młodzieży od 16 roku życia. Jednak oferta nie cieszy się dużym zainteresowaniem.

- To jest zagłada w skali całego kraju. Użytkownicy quadów jeżdżą po drogach publicznych bezprawnie, bez znajomości przepisów, ściga ich policja. Dlatego polecam taki kurs dający uprawnienia, gdyż wtedy można formalnie jeździć po drogach i nie stwarzać takiego zagrożenia - mówi organizator kursów.

Małe zainteresowanie jego zdaniem może wynikać z tego, że rodzice czekają na ukończenie przez dziecko 18 lat a wówczas posyłają je na kurs na prawo jazdy kat. B. Kurs na kat. B1 może być do tego dobrym wstępem.

- Jeśli ktoś uzyska tę kategorię, starając się później o kat. B zdaje tylko egzamin praktyczny, bez teoretycznego - zachęca Z. Polkowski.
- Tu nie będzie happy endu. Jak u Andersena zresztą. Tyle tylko, że to nie będzie bajka. Chcemy pokazać prawdziwe życie, czasami bardzo brutalne - mówią młodzi twórcy teatralni z Chorzel, którzy porwali się na projekt, jakiego jeszcze tutaj nie było.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
arturos
Witam ,
Mam działke w Bosewie i uważam iż ten tor jest (byl) świetną promocją okolicy.W dzisiejszych czasach dziwi mnie zawiść ludzi i Ci wszyscy pseudo ekolodzy niech zaczną od siebie jestem ciekaw czy sami np. sortują śmieci ,czy mają szczelne szamba na swoich działkach,czy mają podpisane umowy na wywóz śmieci itp.Tymczasem nasze lasy są pełane śmieci i tu nikt nie biega do gminy że jest niszczone środowisko.Mieszkam w Zielonce i to co się dzieje w lasach to koszmar.Myślę że tory są potrzebne ponieważ nie uniknione jest przybywanie quadów więc powinniśmy budować tory by nie zachęcac quadowców do jazdy po lasach.Powiniśmy popierać pana Piotra.Niech Pan nie rezygnuje.
Dodaj ogłoszenie