Dominik Rymer przestrzega młodzież przed "płytką wyobraźnią" (zdjęcia)

Beata Dzwonkowska
Udostępnij:
Dominik mając 16 lat skoczył na główkę do wody. Został sparaliżowany, porusza się na wózku. 2 czerwca odwiedził uczniów ZSP w Przasnyszu, aby opowiedzieć swoją historię i ostrzec przed nieodpowiedzialnymi zachowaniami

Płytka wyobraźnia

Chciał być mechanikiem samochodowym, zaczął nawet chodzić do I klasy technikum, chciał prowadzić zwyczajne życie, bawić się, spotykać z przyjaciółmi, korzystać z uroków młodości. Jednak jeden wypad z kolegami nad wodę i niefortunny skok na "główkę" złamał nie tylko jego kręgosłup, ale też życie i plany na przyszłość. Teraz, jako instruktor rehabilitacji, Dominik Rymer, odwiedza szkoły i przestrzega młodzież przed brawurą i brakiem wyobraźni nad wodą czy też za kierownicą samochodu. 2 czerwca odwiedził młodzież w ZSP w Przasnyszu.

Nie chciał żyć

- Pamiętam tamten dzień jakby był wczoraj- mówi Dominik.- A było to 11 lat temu. Miałem wtedy 16 lat. Pojechaliśmy z kolegami nad jezioro, znaliśmy je, a przynajmniej tak nam się wydawało. Skoczyłem na główkę, ale już nie wypłynąłem o własnych siłach. Wyciągnęli mnie koledzy, byłem cały czas przytomny, pamiętam dokładnie każdą minutę, nawet jazdę karetką do szpitala, w którym spędziłem 2,5 miesiąca. Nie miałem czucia w nogach ani w rękach. Nie mogłem sam jeść, ubrać się czy nawet odgonić latającą wokół mnie muchę. Miałem myśli samobójcze- przyznaje.- Ale nawet nie miałem jak się zabić, bo byłem sparaliżowany. Przez prawie dwa lata żyłem w ciągłej depresji, zamknąłem się w czterech ścianach, rozstałem z dziewczyną, przekreśliłem kontakty z przyjaciółmi.

Wtedy, dzięki rodzicom, poznał instruktora z Fundacji Aktywnej Rehabilitacji. Dzięki tej fundacji ludzie po uszkodzeniu rdzenia kręgowego uczą się jak, poruszając się na wózku, prowadzić normalne życie.

- Pojechałem na obóz rehabilitacyjny i tam wiele się nauczyłem. Zmieniliśmy mieszkanie w Warszawie, gdyż mieszkaliśmy na czwartym piętrze, zacząłem uprawiać sport, spotykać się ze znajomymi, skończyłem studia informatyczne, zrobiłem prawo jazdy, pracuję jako instruktor w Fundacji, pomagam innym niepełnosprawnym- mówi Dominik.- Prowadzę normalne życie. A w sobotę się żenię- dodaje z dużym uśmiechem.

Nie wszyscy potrafią pogodzić się ze swoim "nowym" życiem.

- Wielu z moich kolegów poddało się, popełnili samobójstwa, popadli w depresję. Mnie się udało i mogę jedynie żałować, że zmarnowałem prawie dwa lata swojego życia na siedzeniu w domu, zamiast nauczyć się żyć na nowo.

Cały artykuł w papierowym wydaniu TO.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

x
xx
jak można tak pisać przecież ON też chce normalnie żyć
a
a koszt leczenia
Wszystko fajnie, ale czy pan zwrócił koszty leczenia tego skoku?
A są to niemałe pieniądze.
Komuś należało zabrać aby pana leczyć.
I tak ma pan szczęście, że może pan samodzielnie jeździć na wózku, a nie leży pod rurką tracheotomiczną zdany na czyjąś łaskę.
Dodaj ogłoszenie