Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Dobroczynne sprzedawanie

Anna Suchcicka
Ostrołęcki dom dziecka reperował swój budżet, współpracując z firmą handlową Art Music. Firma sprzedawała płyty CD po 20 zł, informując kupujących, że pieniądze zasilają konto domu dziecka. I rzeczywiście tak się działo, co miesiąc do domu dziecka trafiało 400 zł. Władze miasta nakazały umowę sponsoringową rozwiązać, kiedy wyszło na jaw, że niektórzy akwizytorzy wprowadzają w błąd ludzi, mówiąc im, że dają pieniądze na dom dziecka, a płytę dostają za darmo.

Firma Art Music działa w Ostrołęce od 17 marca tego roku. Jej właścicielem jest pochodzący z Nowogardu, 22-letni Przemysław Szygulski. Zanim założył firmę w Ostrołęce, sam pracował jako akwizytor w przedsiębiorstwie, które sprzedawało swoje produkty, nikogo nie sponsorując. Przemysław Szygulski, gdy przeprowadził się do Ostrołęki, postanowił zająć się handlem płytami CD w systemie akwizytorskim. Płyty są oryginalne, mają hologramy, ale nie są to nowości wydawnicze. Są np. złote przeboje Anny Jantar albo Krzysztofa Krawczyka. Zanim firma wystartowała na ostrołęckim rynku, znalazła sobie podopiecznych, którym zaproponowała udział w zyskach w zamian za wykorzystanie loga.
- Wystarczy się rozejrzeć. Tego typu akcji jest wiele: Pajacyk, Słoneczko, SMS-y - tłumaczy Przemysław Szygulski. - Umówiliśmy się, że na konto domu dziecka będziemy przelewać co miesiąc 400 zł, a jeśli obroty firmy zaczną wzrastać, pieniędzy dla domu dziecka będzie więcej. Dlatego też w ostatnim miesiącu przekazaliśmy dla domu dziecka 500 zł i środki chemiczne oraz artykuły biurowe. Chcieliśmy robić coś dobrego, gdybyśmy chcieli zarabiać na domu dziecka, to nie sprzedawalibyśmy drogich płyt, tylko jakieś tanie, symboliczne produkty - zapewnia Szygulski.
- Firma jest legalna, płaci podatki. I kwestia wykorzystania naszego logo w takiej sytuacji finansowej, w jakiej się znajdujemy, wydawała się czysta - podkreśla Iwona Brzezińska, wicedyrektor ostrołęckiego domu dziecka.

Metody akwizytorów

Nie do końca, zdaniem klientów, były jednak czyste metody akwizytorów. Ujawniła to telewizja TVN.
- To dobrze, że telewizja przedstawiając fakty wskazała mi pracowników, którzy sprzedając towar wprowadzali ludzi w błąd, informując ich, że dając 20 zł na dom dziecka dostaną płytę CD gratis. To nie jest prawda. Na dom dziecka trafiała tylko część tej kwoty - mówi właściciel Art Music i informuje, że każdy z pracowników, zanim ruszy w teren, jest dokładnie instruowany, jak ma się zachowywać. Dodatkowo każdy sprzedawca jest wyposażony w identyfikator i dokument sponsoringu, na którym można przeczytać: "Niniejszym zaświadczamy, że firma Art Music jest darczyńcą Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Ostrołęce świadcząc comiesięczną pomoc finansową na statutowe cele placówki realizowane wpłatami gotówkowymi na konto (tu numer konta). Produktem sprzedaży jest płyta CD o wartości 20 zł. Zabrania się w szczególności zbiórki datków i sprzedaży jakichkolwiek produktów jako cegiełek. Towary nie mogą zaszkodzić dobremu imieniu ZPOW". Na dokumencie widnieją także telefony do domu dziecka i do firmy muzycznej. W ten sposób każdy podejrzliwy klient miał szansę zasięgnąć informacji u źródeł. Do domu dziecka takich zapytań trafiało wiele. Odpowiadali, że jeśli sprzedawca płyt ma odpowiednie zaświadczenie - to wszystko jest w porządku.

Ideologia dobroczynności

Art Music dzielił się zyskiem z domem dziecka. Układ był obopólny. Firma miała reklamę swoich produktów, a dom dziecka pieniądze. Czy kupujący, których akwizytorzy namawiali do pomagania dzieciom, robili w ten sposób niezaplanowane wcześniej zakupy, czy też kupowali po prostu interesującą ich płytę, wcale nie myśląc o pomaganiu - trudno dociec. Jednak zdaniem władz Ostrołęki działania Art Music to nic innego jak żerowanie na dobrych sercach.
Krzysztof Szeląg, rzecznik prasowy UM Ostrołęka, mówi, że nie dziwią go poszukiwania przez dyrekcję domu dziecka pieniędzy we wszelkich możliwych źródłach, ale z drugiej strony wrzuca do jednego worka krzyżówko- i pocztówko-sprzedawców, Fundację Polsat, zbiórki dla "Jasia", produkty ze słoneczkiem i zbieranie używanej odzieży przez PCK.
- Naszym zdaniem, taka pomoc jest nam niepotrzebna. Co jakiś czas u prezydenta pojawiają się firmy albo agencje artystyczne, które coś takiego proponują. Ostatnio był koncert pana Wodeckiego, a przyczepiona do tego koncertu ideologia brzmiała: nie ćpam. Niby na korytarzach i w holu uskuteczniano propagandę niećpania, ale wszystko to robiono tylko po to, by Wodecki miał koncert i by wszyscy wokół niego zarobili. Dziś też w urzędzie byli jacyś ludzie u wiceprezydenta Rybskiego z jakąś akcją, ale prezydent pokazał im drzwi. Przychodzą do nas z tytułem do akcji, proszą prezydentów o akceptację, a potem chodzą i próbują na tym zarobić pieniądze - twierdzi Krzysztof Szeląg. Rzecznik prasowy wydał też oficjalne oświadczenie. Oto jego treść: "Informuję, że żadna firma z Ostrołęki i spoza Ostrołęki nie posiada i nie będzie posiadała zezwolenia na zbieranie w jakiejkolwiek formie datków na państwowy dom dziecka. A umowa między domem i firmą Art Music została zerwana wskutek interwencji prezydenta".
Krzysztof Szeląg nie wiedział, jak długo obowiązywała umowa między domem dziecka a Art Music. Ale potwierdził, że z prawnego punktu widzenia z umową było wszystko w porządku.
- Dom dziecka wprawdzie podlega prezydentowi, ale jako samodzielna jednostka ma prawo do zawierania takich umów. W tym względzie tam nie ma żadnego przekrętu ani nadużycia władzy - wyjaśnił.

Umowa w zawieszeniu

Wbrew słowom rzecznika, z którym rozmawialiśmy w czwartek 9 lipca, umowa jeszcze nie została zerwana.
- Jako właściciel firmy nie widzę podstaw, by tę umowę rozwiązać. Ale jeśli prezydent będzie się upierał, tak się stanie. A ja podpiszę umowę z jakąś inną instytucją albo będę sprzedawał płyty nikogo nie sponsorując - mówi Szygulski, który zażądał także od władz miasta przeprosin i sprostowania wypowiedzi w prasie rzecznika UM, które zdaniem właściciela były obraźliwe. - Jeśli nie będzie sprostowania, zacznę dochodzić swoich praw poprzez adwokata. A ewentualne odszkodowanie przeznaczę na dom dziecka - informuje i dziwi się, że przedstawiciele ratusza 500 zł uznają za grosze. - Moja firma jest młoda i na razie więcej wkładam, niż mam dochodu. Przykładowo z ostatniego miesiąca zostało mi 700 zł dochodu. Dla mnie 500 zł to nie są grosze. Wiem, że za takie pieniądze czasem utrzymują się całe rodziny. Jeśli dla prezydenta czy rzecznika 500 zł to grosze, to niech wyjmą z portfela i dadzą - denerwuje się młody biznesmen.

Każdy grosz się liczy

Dotychczas ostrołęcki dom dziecka nie miał stałego sponsora. Darczyńcy odzywali się zazwyczaj przed świętami Bożego Narodzenia. Jedni przynosili reklamówkę odzieży, inni maskotki, a jeszcze inni słodycze. Darem sponsora są także meble kuchenne, pracownia komputerowa, okna i wygodna kanapa.
- Zbieramy to, co możemy. Jest nam potrzebny każdy grosz. Nie patrzę, czy to komunista, kler, czy ktoś inny - mówi Cezary Kotowski, dyrektor domu dziecka w Ostrołęce. - Chodzi mi tylko o to, by było czym dzielić. Teraz zbieramy pieniądze na wakacje. Mieliśmy obiecane sporo pieniędzy, ale okazuje się, że większość osób się wycofała i ten rok szykuje się nam bardzo przykry. A pieniądze, które trafiałyby do nas od Art Music, pokryłyby akurat koszty wakacyjne jednego wychowanka.
Dom dziecka dysponuje 80 proc. budżetu z ubiegłego roku.
- Na wyżywienie jednego dziecka mamy 4,6 zł dziennie, a w roku wydajemy maksymalnie 400 zł na ubranie na jednego wychowanka. A jak mamy kilkaset złotych co miesiąc, to dla nas sporo. W takiej sytuacji każdy grosz się liczy - uważa Iwona Brzezińska, przyznaje jednak, że dom dziecka nie może sprawdzić, ile naprawdę firma muzyczna sprzedaje płyt. - Jasne, że układ nie jest przez nas do końca monitorowany i rzeczywiście nie mamy szans, byśmy wszystko wiedzieli o sprzedaży. Natomiast rzeczywiście dostawaliśmy od tej firmy 500 zł miesięcznie plus środki chemiczne - podkreśla dyrektorka.
Dyrektorzy domu dziecka mają nadzieję, że prezydent zmieni decyzję.
- To jest interes obopólny. Dla domu dziecka i dla firmy. Dla nas może mały, ale istotny, a co więcej, jest szansa, że będzie większy - mówi wicedyrektor, która nie chce oceniać metod akwizytorów. - Akwizytorzy posługują się takimi metodami, które prowadzą do celu. Nie nam oceniać, czy to jest moralne. Wiemy, że właściciel firmy zwolnił trzech najbardziej nieodpowiedzialnych przedstawicieli i być może będzie to nauczka dla innych - uważa Iwona Brzezińska.
W piątek 9 lipca po południu zatelefonowaliśmy jeszcze raz do Urzędu Miasta i spytaliśmy, czy prezydent nie zmienił zdania. Jak powiedział nam rzecznik, prezydent zdania nie zmienił.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na to.com.pl Tygodnik Ostrołęcki